Z Hawany wywiozłam co najmniej kilka niezwykłych wspomnień: przepis na papa's special , czyli daiquiri Ernesta Hemingwaya (mieszkałam w pokoju sąsiadującym z tym, który zajmował noblista w hotelu Ambos Mundos), które piłam w jego ulubionym barze El Floridita, przejażdżkę zabytkowym autobusem-ciężarówką i wizytę w Teatrze Wielkim im. Garcii Lorki, skąd wywodzi się Narodowy Balet Kuby - legendarny zespół gwiazdy światowego baletu Alicji Alonso.
Przywiozłam też bardziej materialną pamiątkę - koszulkę z wizerunkiem Che Guevary, którego postać jest na wyspie "wiecznie żywa". Koszulki kupimy wszędzie, ale ja dostałam swoją w prezencie.
Pewnego wieczoru na Obispo, handlowej uliczce starego miasta, ulegliśmy zaproszeniu (trochę natrętnemu) młodego chłopaka, by zjeść posiłek w jego domu, w jednej z palarados , małych domowych restauracji, dających jakie takie utrzymanie całym rodzinom. Urządzone są najczęściej w pełnych zieleni patiach, a nawet garażach, je się tu smacznie i tanio.
Do stołu podawała śliczna dziewczyna, która zdradzała ogromne zainteresowanie moim daszkiem chroniącym oczy przed słońcem, z napisem "Chanel" (dostałam go kiedyś jako dodatek do kosmetyków). Kiedy zapytałam, czy zna tę nazwę, odpowiedziała z zachwytem: - Me gusta el perfume!
Nie pozostało mi nic innego, jak podarować daszek sympatycznej dziewczynie. Była zachwycona, przymierzyła go natychmiast i słychać było, jak na zapleczu chwali się nim rodzeństwu. Kiedy po obfitym posiłku wychodziliśmy z knajpki, czekała na mnie w progu z koszulką w ręku. Życząc udanych wakacji, dorzuciła: - Hasta pronto! (Do zobaczenia).
Jeśli kiedyś trafię do Hawany, na pewno założę koszulkę na czas wizyty w "moim" palarados. Oczywiście, jeżeli jeszcze będzie istnieć.
Przepis na papa's special: trochę cukru zmiksować z sokiem z cytryny, dodać kilka kropli marasquino (likieru wiśniowego), pokruszony lód i biały rum