Obrazek

Podróżując po Skandynawii w niedzielny lipcowy poranek, po nocy spędzonej za kierownicą zatrzymałem się na przydrożnym parkingu

Przede mną było jeszcze prawie 300 km drogi i potrzebowałem odpoczynku, planowałem nawet dwugodzinną drzemkę. Już miałem rozpakować śpiwór, gdy obok mnie stanęło nowiutkie volvo, z którego wysiadły dwie pary w norweskich strojach ludowych. Wypili po filiżance kawy z termosu, zjedli po ciastku i ruszyli dalej. Po chwili od strony Trysil nadjechał kolejny samochód z pasażerami w podobnym odzieniu, potem następny, jeszcze jakiś bus, dwa kombi, stara radziecka łada... Kilkaset metrów dalej samochody skręcały w leśną drogę. Ruszyłem za nimi. Przywitał mnie wbity w ziemię słupek ze strzałką i napisem: "Gunnarsjoen. Setermesse - kl. 11.00. Kirkekafe. Barnedat". Na leśnej dróżce minąłem grupkę kobiet w zielonych spódnicach do kostek, dzieci w barwnych kubraczkach i mężczyznę prowadzącego dwie kozy. Kilkadziesiąt metrów dalej zobaczyłem maleńką osadę pasterską: dwie niskie drewniane chaty z dachami pokrytymi darnią, szopa z potężnych bali, studnia i kilka niewysokich wiat. Między zabudowaniami roiło się od kolorowo odzianych postaci. Ludzie przechadzali się, witali między sobą i gawędzili. Wszyscy zaczęli się gromadzić obok jednej z chat. Na miniaturowej werandzie stał maleńki ołtarzyk, a pastor rozpoczynał właśnie mszę.

Trafiłem na nabożeństwo luterańskie poświęcone pamięci osadników, którzy 300 lat temu w norweskiej prowincji Hedmark organizowali farmerstwo górskie. Z takiej okazji miejscowe wspólnoty parafialne wracają na chwilę do korzeni. Z szaf wyjmowane są stroje szyte przez prababki, w domowych piecach rumienią się flatebrod (cieniutkie jak papier chrupki), a ludowi muzykanci stroją skrzypce i odkurzają wiekowe harmonie. Podczas Setermess oddaje się hołd przodkom, święci trzodę i chrzci noworodki. W Skandynawii mało jest praktykujących wiernych i pastorzy chwytają się różnych pomysłów, by przyciągnąć ludzi do Boga. Odprawiają msze w nad wodą, w starych osadach pasterskich i rybackich (setra ), na kempingach, a nawet przy grillu. Po nabożeństwie pastor funduje kawę, dzieci dostają słodycze, gra ludowa muzyka i sprzedawane są ludowe pamiątki.

W osadzie nad jeziorem Gunnarsjoen, gdzie całkiem nieoczekiwanie uczestniczyłem w tym ludowo-religijnym spektaklu, kupiłem sobie pamiątkę. Malowany ręcznie na fajansowym kafelku obrazek przedstawia grupkę wieśniaków w strojach ludowych charakterystycznych dla regionu Hedmark. Malunek jest repliką jedwabnej zasłonki wykonanej 250 lat temu przez anonimowego artystę.

Obrazek z regionu Hedmark: 18x13 cm, 140 koron norweskich (1 korona= 0,46 zł)

Więcej o: