Podstawki

Sezon turystyczny nad Morzem Trackim dobiegał końca.

Zatokę Orfańską nawiedzały poranne mgły, wzmagał się jesienny wiatr, prognostycy zapowiadali kilka słotnych dni. Nawet żółwie, które buszowały po kempingu, nagle gdzieś się pochowały. Pustoszały knajpki w Stavros, a ostatnie klucze bocianów były już pewnie nad Cykladami. Przez trzy tygodnie w Asprovalta zjeździliśmy autostopem całe greckie przedgórze Rodopów, dotarliśmy aż za pasmo Gór Dynarskich. Udał się promowy wypad na Thasos i piesza wyprawa w dolinę rzeki Strumy. Długo będziemy wspominać degustację kozich serków w Kawalii i udział w dożynkach macedońskich winiarzy. Czekała nas jeszcze jedna atrakcja - całodniowa wycieczka na wschodnie odgałęzienie Półwyspu Chalcydyckiego: słynny Athos (obecnie Ajon Oros) z zabytkami sakralnymi sprzed tysiąca lat, kościoły, eremy, w klasztorze Dochiariu wystawa ikon staroruskich, serbskich i bułgarskich. Przykra wiadomość poraziła nas niczym uderzenie Gromowładnego. W przeddzień wyjazdu Safona, agentka biura, oznajmiła, że nie udało się skompletować grupy. Przeprosiła, oddała zaliczki, wręczyła paczuszki z podarunkami i pożegnała nas. Nie mogliśmy zasnąć. Urlop się kończył i o przedłużeniu pobytu w Grecji nie było mowy.

Zbawienie nadleciało zza Uralu - właściciel pracowni i salonu sukien ślubnych z Nowosybirska zafundował swoim pracownikom wycieczkę do Grecji. Kilkadziesiąt osób przyleciało czarterem do Salonik akurat w momencie, gdy agentka przekazywała nam hiobowe wieści. Wieczorem ustalili z miejscowym biurem plan pobytu - na początku chcieli zwiedzić Athos... Safona czekała pod namiotem, aż wstaniemy. Autokar podjechał po niespełna godzinie. Dla nas były dwa gratisowe miejsca, termos z kawą i słodkie pieczywo...

Paczki od Safony otworzyliśmy w samolocie do Polski. Było w nich ouzo (przydało się, bo nad rumuńskimi Karpatami jak zwykle telepało), komplet szklaneczek i terakotowe podstawki, które wzbogaciły naszą kolekcję pamiątek z podróży. Przypominają nam, jak to mieliśmy nie pojechać na Athos.

Więcej o: