Kampania: Od Sorrento do Salerno

Przed domami siedzą mężczyźni, przez uchylone drzwi widać kobiety rozgniatające ciasto na drewnianych stolnicach. Niechcący można uczestniczyć w małżeńskiej kłótni...

Kampania ma wiele twarzy, ale najbardziej uderzający jest jej antyczny charakter, zachowany nie tylko w starożytnych ruinach Pompei, Herkulanum i Paestum, ale także w życiu skromnych, nierzadko zapomnianych miasteczek, które kryją w sobie prawdziwe skarby. Ciągnąca się między Sorrento a Salerno Costiera Amalfitana uchodzi za jedno z najpiękniejszych wybrzeży na świecie.

***

Nastro Azzurro biegnąca zakrętami po skalistym wybrzeżu prowadzi do znanych miasteczek Amalfi i Positano. Amalfi we wczesnym średniowieczu było potężną morską republiką, rządzoną przez obieralnego dożę, a jej żeglarzom przypisuje się wynalezienie busoli. Razem z położonym niedaleko Positano prowadziła ożywiony handel ze Wschodem, co do dzisiaj widać w architekturze. Ceramiczne wzorzyste okładziny kopuły kościoła w Positano przypominają nieco meczety Wschodu, a krużganki w katedrze i majolikowa kopuła kampanili (1276 r.) w Amalfi nawiązują do bogatej tradycji saraceńskiej. W samotnej wieży widocznej na skale ponad fasadą katedry według legendy straszy do dziś duch okrutnej królowej Neapolu Joanny.

Tuż nad Amalfii leży Ravello, gdzie, jak pisze Jarosław Iwaszkiewicz w "Podróżach do Włoch", bajeczne ogrody Villa Rufolo zainspirowały Wagnera do stworzenia scenograficznej koncepcji ogrodu maga Klingsora z "Parsifala". Normandzko-saraceński pałac z dziedzińcem, krużgankami i loggiami jest aż o 200 lat starszy od pałaców Alhambry. Widok zapiera dech w piersiach: w dole widać połyskującą zatokę, ostre skały i bogate wille, których biel kontrastuje z czerwienią oleandrów i soczystą zielenią palm i pinii.

Wśród czterogwiazdkowych hoteli Costiera Amalfitana, luksusowych samochodów, eleganckich kobiet i zatłoczonych plaż można odnaleźć zapomniane zatoki, w których zachowały się stare "republiki". Jedną z nich jest Praiano, które można obejść w trzy minuty. Zatoczka tworzy odrębny świat pilnie strzeżony przez jaskrawo ubranych mężczyzn pilnujących, kto i po co wjeżdża w jej granice. Każdego ranka budzą oni mieszkańców wesołym pogwizdywaniem.

Po otwarciu okiennic małego uroczego pensjonatu widzę bielony kościółek z ogromnym dzwonem, a pod nim mężczyznę naprawiającego sieci i koty czekające na świeże sardynki. Stary rybak wygląda tak, jakby siedział tam od zawsze. Nic nie jest w stanie rozproszyć jego uwagi, nawet wesele w pobliskiej trattorii. Następnego dnia po hucznej zabawie pod domami znów przeciągają się wynędzniałe koty, a na kamienistej plaży siedzi pulchny chłopczyk z kruczoczarnymi włosami do złudzenia przypominający "Bachusa" Caravaggia. Tuż obok plaży skrajem wzgórza prowadzi wąska dróżka ograniczona niskim murkiem. Na skalnym występie wiszącym nad morzem ulokowała się restauracja oferująca smaczne potrawy z frutti di mare .

Costiera Amalfitana jest bardzo śródziemnomorska w swej kolorystyce i bardzo ekskluzywna - zatoczkom takim jak Praiano coraz trudniej obronić się przed masową turystyką. Dopiero dalej na południe krajobraz staje się bardziej pustynny, a życie surowsze. Odnajdujemy senne, górskie miasteczka zagubione wśród gajów oliwnych: Casalvelino, Ascea, Palinuro... Z wysokich tarasów rozciąga się widok na wybrzeże i sąsiednie wzgórza. Między winnicami stoją kamienne szałasy, gdzieniegdzie widać ruiny saraceńskich zamków (ich właściciele zostali wyparci w XII w. przez Normanów pod wodzą Rogera Guiscarda).

***

Kolejne miasteczka, do których wdrapujemy się wąskimi uliczkami, z pozoru ciche i zapomniane, tętnią życiem. Nad ulicami zawieszone są świąteczne ozdoby wskazujące na to, że wieczorem rozpocznie się tradycyjna fiesta. Przed domami siedzą mężczyźni, a w głębi przez uchylone drzwi widać kobiety rozgniatające ciasto na drewnianych stolnicach. Niechcący można też uczestniczyć w małżeńskiej kłótni, która niesie się donośnym echem po całym miasteczku.

Wracając z powrotem na północ, natykamy się na krajobraz bardziej swojski. W tle majaczy szczyt do złudzenia przypominający tatrzański Giewont. Posuwając się wolno skalną półką, docieramy do miasteczka Sieti (nie wymieniają go przewodniki). Mer udostępnił nam klucze do prywatnych domów, z których jeden pochodzi z XIII w. Stiuki, alkowy pokryte freskami, dziedzińce, marmurowy ołtarz w niewielkiej kaplicy i zarośnięty ogród z kamiennymi ławkami wydają się nieprawdopodobne w tym zniszczonym i niezbyt ciekawym miasteczku. Okazało się, że mieszkańcy przechowują tu cudowną rzeźbę Madonny del Paradiso, której według legendy popłynęły kiedyś z oczu łzy. W małym kościółku znajduje się kopia obrazu Rafaela "Przemienienie Pańskie", w którą mer wpatrywał się z takim zachwytem i uwielbieniem, jakby to był oryginał. Uwagę przyciągają kapliczki zrobione z kolorowych kafelków i fragmentów talerzy. Wmurowane w ściany domów wizerunki świętych to chyba jedyny jasny akcent w zapuszczonym Sieti.

Stojąc na tarasie w domu mera, popijaliśmy słodki likier limoncello (cytrynowy, specjalność regionu) i zajadaliśmy się pysznym wiejskim chlebem z oliwą i salami. Atmosfera była tak rodzinna, że wystarczyła godzina, by poczuć się wyjątkowo dobrze wśród życzliwych i gościnnych mieszkańców. I choć co drugie włoskie miasteczko ma własną cudowną Madonnę, mamy wrażenie, jakbyśmy odkryli nowy ląd. Szczerość, radość życia i duma nawet z najmniejszej rzeczy to największy skarb, jaki można odnaleźć w "małych republikach" Kampanii.

W sieci

http://www.amalficoast.com , http://www.capriweb.com - wybrzeże Amalfi

http://www.summerinitaly.com - noclegi

http://www.comuni-italiani.it/15/index.html - Kampania

http://www.positanonline.it - Positano

Więcej o: