Samolot nie mógł wystartować, bo był za ciężki. Pilot: Albo wyjdzie 6 osób, albo zostawimy bagaże

Pasażerowie linii easyJet, którzy kilka dni temu podróżowali z Londynu do Malagi, przeżyli niemały szok, gdy usłyszeli prośbę kapitana. Mogli wybierać: albo kilka osób odpuści rejs, albo na lotnisku zostaną wszystkie bagaże.
Samolot linii easyJet / zdjęcie ilustracyjne
Fot. Michał Łepecki / Agencja Wyborcza.pl / zdjęcie ilustracyjne

Do niecodziennej sytuacji doszło na lotnisku London Southend. Samolot linii easyJet miał zaplanowany rejs do Hiszpanii, jednak okazało się, że przekracza dopuszczalne normy wagowe, co uniemożliwia bezpieczny start. W związku z tym zaproponowano dwa rozwiązania, z czego zapewne żadne nie przypadło do gustu pasażerom.

Zobacz wideo Kunz: Chęć podróżowania jest tak duża, że naprawdę duże lotniska korkują się

Samolot nie mógł wystartować. Kilkoro pasażerów musiało odpuścić podróż

Jak donosi serwis lbc.co.uk, problemy wynikały przede wszystkim ze złych warunków pogodowych oraz krótkiego pasa startowego. Oba te czynniki wpłynęły na decyzję o zastosowaniu ograniczeń wagowych. Pilot zaproponował więc, aby sześcioro pasażerów dobrowolnie zrezygnowało z zaplanowanego lotu. Drugą opcją był rozładunek i pozostawienie na lotnisku wszystkich bagaży. Prośba kapitana wywołała mieszane reakcje. Wiele osób nie dowierzało, że jest prawdziwa. - Pomyślałam, że żartuje - przyznała jedna z pasażerek. 

Ostatecznie po około 10 minutach konsternacji, zgłosiło się pięcioro chętnych, którzy dobrowolnie opuścili pokład samolotu. Jak zaznacza serwis dailymail.co.uk, gdy wychodzili, zostali nagrodzeni oklaskami. Maszyna ruszyła w podróż o 8.59, czyli niecałe 20 minut później niż zakładał rozkład, a ostatecznie cały rejs był opóźniony o niespełna 12 minut. 

 

Na co mogli liczyć pasażerowie, którzy zrezygnowali? Otrzymali rekompensatę i nie tylko

Pasażerowie, którzy dobrowolnie opuścili pokład, zostali przetransportowani do London Gatwick, gdzie tego samego dnia skorzystali z alternatywnego lotu do Malagi. Otrzymali również rekompensatę. Jak donosi serwis bbc.com, linie nie zdradziły dokładnie, ile wynosiła, jednak zgodnie z przepisami brytyjskiego Urzędu Lotnictwa Cywilnego kwota najprawdopodobniej mieściła się w widełkach od 175 do 350 funtów.

Podobne sytuacje zdarzają się rzadko i zazwyczaj wynikają z kilku czynników. Jak wyjaśnia serwis yoursouthend.co.uk, samoloty mają ściśle określone limity masy dla bezpiecznego startu, które uzależnione są od kilku czynników: warunków wietrznych, długości pasa startowego, temperatury i ciśnienia powietrza oraz oczywiście masy całkowitej. Tymczasem lotnisko Southend dysponuje wyjątkowo krótkim pasem, przez co podobne sytuacje mogą się zdarzać. Dokładnie w tym porcie dwukrotnie przekonał się o tym lokalny podróżnik Paul Baker. W podobnych sytuacjach rozważane są dwie opcje: wyładowanie bagażu lub rezygnacja pasażerów, z czego ta pierwsza opcja jest dość kłopotliwa i może doprowadzić do poważnych utrudnień. Dlatego częściej szuka się chętnych, którym oferuje się alternatywny lot oraz rekompensatę. Musiał_ś kiedyś zrezygnować z lotu nie ze swojej winy? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.

Więcej o: