Podróżowanie i możliwość zwiedzania innych krajów to niezwykle cenne doświadczenie. Nie zawsze jednak bywa tylko i wyłącznie miłe, gdyż w popularnych kurortach oraz miasteczkach nie brakuje oszustów łasych na pieniądze. Tak jest między innymi w Paryżu. Na własnej skórze przekonała się o tym Nathalia Duque, aktorka, podróżniczka i twórczyni internetowa, która opowiedziała o nieprzyjemnej sytuacji, która spotkała ją podczas zwiedzania.
Mój paryski sen stał się koszmarem
- napisała.
Podczas zwiedzania Paryża Nathalia miała pecha. Jednego dnia w trakcie podróży pociągiem dostała kosztowny mandat, a drugiego padła ofiarą oszustwa. Okazało się bowiem, że dała się nabrać na popularną sztuczkę, którą jest gra w trzy kubki. Chodzi o wykorzystanie kubeczków oraz niewielkiego przedmiotu, np. piłeczki lub, jak w przypadku Nathalii, cytryny, którą oszust chował pod jednym z nich. Następnie przestawiał kubki, a zadaniem zainteresowanego było wskazanie, gdzie ukrył się cytrus. - Wszyscy ci mówią, żeby uważać na oszustwa, ale naprawdę nie myślisz, że to przytrafi się właśnie tobie - powiedziała na filmie opublikowanym na TikToku.
Jak wyznała, gdy odpoczywała nieopodal wieży Eiffla, jej uwagę przykuło stoisko prowadzone przez Włocha, wokół którego zebrało się trochę osób. Wszyscy grali w wyżej wspomnianą grę. - Pomyślałam: nie ma opcji, żeby ci ludzie byli w nim zmowie - relacjonowała aktorka. Choć początkowo tylko obserwowała rozwój sytuacji, mężczyzna wkrótce zwrócił na nią uwagę i zaproponował, by dołączyła "tak po prostu, dla zabawy".
Ponieważ dzień wcześniej Nathalia straciła sporo pieniędzy przez mandat, pomyślała, że być może jest to dobry sposób na to, by nieco się odegrać. - No więc zagrałam raz. Potem drugi raz, też tylko dla zabawy, bo to wydawało się takie proste. Przecież widać, gdzie jest cytryna - powiedziała. Tymczasem nim się zorientowała, została wciągnięta w rozgrywkę, przez którą ponownie straciła pieniądze. Zdradziła, że wszyscy bardzo na nią naciskali.
Oczywiście cały myk polegał na tym, by wskazanie przedmiotu ukrytego pod kubkami było niemożliwe. W tym celu oszuści stosują różne sztuczki. - Jestem prawie pewna, że on schował cytrynę do ręki. Była wystarczająco mała, żeby ją ukryć - zdradziła Nathalie. Dodała, że najprawdopodobniej to nawet nie była prawdziwa cytryna, tylko mała piłeczka. - I jak tylko przegrałam, gra się skończyła i on od razu odszedł - powiedziała. Niestety, miała okazję przekonać się na własnej skórze, że tej gry nie da się wygrać. - Po prostu usiadłam i zaczęłam płakać, bo byłam tak wściekła - podsumowała. Dodała, że pojawił się też szok. - Byłam przekonana, że to takie łatwe... ale tak właśnie nas oszukano - zakończyła. W komentarzach pod filmem wielu internautów nie mogło uwierzyć, że dała się nabrać na "dosłownie najstarszy trik".
Sztuczka, na którą dała się nabrać Nathalie, jest jedną z najpopularniejszych, a zwycięstwo w niej jest praktycznie niemożliwe. Chyba że chce tego krętacz, by zachęcić cię do jeszcze większej inwestycji. - Oszust może zaproponować zagranie za symboliczne 10 złotych, które kilkukrotnie pozwoli pomnożyć, żeby wzbudzić zaufanie ofiary - powiedział pod koniec zeszłego roku w rozmowie z podróże.gazeta.pl iluzjonista Maciej Piskorz. Zdradził też, że choć gra wygląda na prostą, od samego początku jest ściśle kontrolowana przez kanciarzy i nijak ma się do uczciwej rywalizacji. - Oczywiście piłeczka nigdy nie znika naprawdę, a jest sprytnie przenoszona w wewnętrznej części dłoni. To pozwala oszustowi na sprawienie wrażenia, że jest pod kubkiem, a w rzeczywistości nie ma jej pod żadnym z nich - wyjawił. Dlatego zdecydowanie lepiej wystrzegać się podobnych atrakcji. Spotkałeś/aś się z podobnymi oszustwami? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.