Miłość

Mało brakowało, byśmy się nie spotkali. Gdy ja na pół roku miałem wyjechać do Chin i w imieniu biura podróży przyjmować w Pekinie grupy wycieczkowe, Ola w innym miejscu świata zamierzała spędzić letni urlop

Moje plany pokrzyżował SARS i w końcu pojechałem do Hiszpanii. Jej nie udało się polecieć na Cypr z powodu braku miejsc w hotelach. Zamiast na wyspę Afrodyty wyjechała w okolice Walencji. Zobowiązania zawodowe kierowały mnie do Kastylii i Andaluzji i tylko nagła roszada kadrowa sprawiła, że w roli pilota wycieczki objazdowej zastąpiła mnie koleżanka, a ja zostałem opiekunem grupy stacjonarnej, co po siedmiu dniach gwarantowało mi krótki urlop. I tak oto sierpniowego popołudnia 2003 roku zostałem jej rezydentem, a ona moją turystką.

Trudno powiedzieć, co zbliżyło nas do siebie: hiszpańskie słońce, ciepłe śródziemnomorskie wieczory, muzyka zespołu La Oreja de Van Gogh czy sama Walencja. Może zadziałało wszystko po trochu. I pewnie dlatego po tygodniu pobytu jasnowłosa dziewczyna odlatująca do Polski w odpowiedzi na pytanie "czy zostaniesz dłużej?", wyciągnęła bagaże z samolotu i została na kolejnych siedem dni. Wypełniła je szaleńcza bitwa na pomidory w Bunol, zwana Tomatiną, piękne zakątki Barcelony z genialnymi dziełami Gaudiego i przenikliwa cisza plaż przy ujściu Ebre do morza. Urywki łapanych w locie chwil zaczęły się układać w naszych sercach w obraz uczucia, które stało się najpiękniejszą pamiątką z wakacji.

W Hiszpanii pozostałem jeszcze dwa miesiące. Gdy wróciłem do Polski, stało się jasne dla nas obojga, iż wakacyjna miłość nie skończyła się z odejściem lata. Pozostaliśmy ze sobą, zaręczając się rok później w ogrodzie Mistrza Sieci Rybackich w chińskim Suzhou. Po następnych siedmiu miesiącach, już w Polsce, przyrzekliśmy sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską, biorąc za świadków osoby, które wcześniej obserwowały tworzenie się naszej "życiowej układanki". Od kilku miesięcy jesteśmy małżeństwem, wiedząc, że czasem sami możemy stać się dla innych najcenniejszą pamiątką z podróży.

Więcej o: