Chwile grozy podczas lotu z Polski do Egiptu. Na pokładzie wszczęto alarm. "Jestem przerażona"

Pasażerowie, którzy wybrali się w tym tygodniu w podróż z Polski do Egiptu, byli świadkami przerażającego zdarzenia. W wyniku alarmu bombowego samolot linii czarterowej FlyEgypt został przekierowany do Rumunii. Na lotnisku czekały na nich grupy antyterrorystyczne.
Alarm bombowy podczas lotu do Egiptu.
Fot. commons.wikimedia.org, Anna Zvereva, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic license / FlightRadar24

Do wspomnianego zdarzenia doszło w czwartek, 18 kwietnia. Jak poinformowała jedna z użytkowniczek facebookowej grupy "Podróżniczki", tego dnia jej rodzice mieli udać się do Egiptu na wycieczkę organizowaną przez biuro podróży Itaka. Niestety, początek ich urlopu nie obył się bez problemów. 

Zobacz wideo Sandrę Kubicką spotkała nieprzyjemna sytuacja w czasie podróży. "Policja przyszła na pokład"

Alarm bombowy na pokładzie samolotu

Z relacji zaniepokojonej córki wynika, że chwile grozy nastąpiły mniej więcej w połowie lotu. Wówczas na pokładzie wszczęto alarm wynikający z podejrzenia, że w samolocie znajdowała się bomba. Załoga pokładowa miała rozpocząć kontrolę, przeszukując pasażerów i ich bagaże. Podróżni byli przerażeni całą sytuacją, a w kabinie rozległy się krzyki. 

Skończyło się awaryjnym lądowaniem w Rumunii, na lotnisku pełno antyterrorystów i innych służb [...] Szczerze mówiąc, jestem przerażona całą sytuacją

- napisała internautka w poście opublikowanym na Facebooku.

Na pokładzie samolotu wszczęto alarm bombowy.
Na pokładzie samolotu wszczęto alarm bombowy.Fot. Facebook

Chwile grozy w samolocie. Awaryjne lądowanie w Rumunii

Jak możemy dowiedzieć się z Flightradar24, strony służącej do śledzenia lotów, wspomniana sytuacja dotyczyła połączenia z Wrocławia do Hurghady. Z mapy wynika, że samolot egipskiej linii czarterowej FlyEgypt zawrócił nad granicą serbsko-bułgarską, po czym skierował się do Timisoary w zachodniej Rumunii. 

Pasażerowie zostali zakwaterowani w tamtejszym hotelu, gdzie oczekiwali na dalsze informacje. Okazało się, że podróż została przełożona na kolejny dzień, piątek 19 kwietnia. 

"Podróżuje od dziecka, zarówno sama, jak i z biurem podróży, rodzice zresztą też od lat, ale to pierwsza taka sytuacja, stąd ogromny stres. Dostałam informację, że za pięć godzin lecą dalej" - napisała w piątek autorka posta. 

Itaka zabiera głos

Co na to firma Itaka? Przedstawiciele biura podróży twierdzą, że nie otrzymali informacji o alarmie bombowym. Po stracie lotnisko we Wrocławiu otrzymało jednak... "anonimowy, niepokojący telefon". "Ze względów bezpieczeństwa samolot wylądował w Rumunii na lotnisku w Timisoarze. Pasażerom został zapewniony hotel" - poinformowano nas w oświadczeniu. 

Więcej o: