Małpa z Brazylii

Podczas wycieczki po Brazylii trafiliśmy do Porto Seguro (Bezpieczny Port). Tu w 1500 r. Pedro Alvares Cabral zszedł na ląd i rozpoczął erę kolonizacji. My zaś weszliśmy do położonego na uboczu sklepiku z rękodziełem i wśród różnych różności wypatrzyliśmy starą rzeźbę małpy.

Właściciel sklepu długo i starannie owijał niepakowną małpę w kilka warstw papieru, wypytując o nasze dalsze plany. Pakunek był wyjątkowo niewygodny do noszenia i z ulgą oddaliśmy go na bagaż na lotnisku w Rio de Janeiro. Jedną nogą byliśmy już na pokładzie samolotu do Europy, gdy poproszono nas na bok i zaprowadzono do dużej hali w podziemiach - tam na osobnym stoliku stała nasza małpa. Początkowo myślałam, że będziemy musieli tłumaczyć się z próby wywiezienia przedmiotu o muzealnej wartości, ale nikt nie chciał słuchać moich wyjaśnień. W otoczeniu wyjątkowo, jak na Brazylię, małomównego personelu czekaliśmy na policję antynarkotykową. Przypomniałam sobie reportaż przeczytany parę dni wcześniej: w obskurnym więzieniu młode Brazylijki opowiadały, jak, chcąc zarobić parę groszy, podjęły się szmuglowania narkotyków do Europy... i kolana się pode mną ugięły. Ten starszy pan, który tak dokładnie wypytywał o nasze plany i tak długo i starannie pakował małpę... Byliśmy przerażeni. W Ameryce Południowej z narkotykami nie ma żartów. Wreszcie pojawili się trzej panowie w czarnych garniturach, czarnych okularach, twarze bez cienia uśmiechu. Kazali nam rozpakować paczkę i zaczęli bardzo dokładnie, centymetr po centymetrze, badać drewno - kilkakrotnie prześwietlali małpę w różnych pozycjach. Ku naszemu przerażeniu za każdym razem na ekranie pojawiało się dziwne kłębowisko w jej brzuchu. Na szczęście policyjny pies nie reagował, w ruch poszły więc dłuta i latarki. Zaglądali do każdej szczeliny w drewnie, jeszcze raz prześwietlili małpę. Trzęsły mi się kolana, już widziałam nas za kratkami gdzieś w Brazylii, a osamotnione dzieci w Polsce... Po długich minutach (samolot wciąż czekał) ustalono, że farsz w małpim brzuchu to słoje litego drewna. Panowie w czerni - nadal bardzo poważni - zwrócili nam dokumenty i życząc miłej podróży, pozwolili odlecieć wraz z małpą. Dziś powód tego zamieszania (w nienaruszonym stanie) patrzy na nas z górnej półki biblioteki.

Więcej o: