Do zdarzenia doszło w grudniu ubiegłego roku, jednak urzędnicy poinformowali o szczegółach sprawy w piątek, 5 kwietnia. Pasażerowie udali się wówczas w podróż z Auckland do Sydney w Australii. Choć lot przebiegł bez większych zakłóceń, to problemy pojawiły się po wylądowaniu.
Jedną z pasażerek wspomnianego lotu była Holly, która podróżowała ze swoją 15-letnią córką. W rozmowie z nowozelandzkim serwisem Stuff wyjaśniła, że po wylądowaniu w Sydney napotkały na drobne opóźnienia - samolot stał na płycie lotniska przez około 20 minut.
Na pokładzie panowała wówczas cisza... do czasu. W pewnym momencie pasażerki usłyszały niepokojący dźwięk. Okazało się, że mężczyzna, który siedział na miejscu przy oknie, postanowił oddać mocz do kubka. Kobieta natychmiast powiadomiła o incydencie personel pokładowy.
Spojrzałam prosto na moją córkę, a ona spojrzała prosto na mnie. To po prostu przyprawia mnie o gęsią skórkę
- powiedziała.
Wstał za nami i niósł pełny kubek. Chyba miał zamiar wylać to do toalety. Był już wyraźnie pijany. Wylał także dużą ilość moczu na stewardesę na końcu samolotu, ponieważ się potknął
- dodała.
W wyniku incydentu samolot napotkał kolejne opóźnienia w oczekiwaniu na przybycie australijskiej policji. Mężczyzna został wyprowadzony i oskarżony o obraźliwe lub zakłócające porządek zachowanie. Z pokładu eskortowano również Holly i jej córkę w celu złożenia zeznań. W czwartek, 21 lutego pasażer stanął przed sądem w Sydney i został ukarany grzywną w wysokości 600 dolarów australijskich (ponad 1,5 tys. zł).
Linia lotnicza przeprosiła za doświadczenia, jednak nie zaoferowała Holly żadnej rekompensaty. Ta twierdzi, że jej córka boi się teraz podróżować samolotem w pojedynkę. - Poczułyśmy się upokorzone, gdy eskortowano nas z samolotu [...] Rozumiem i całkowicie akceptuję, że nie mogą kontrolować pasażerów, ale uważam, że załoga powinna była zauważyć, że pił - podsumowała.