Wolsztyn - piknik kolejowy

Na początek pogonimy Helenkę: dopadniemy, usidlimy, potem cmokniemy w lasku. Tak zaczniemy nasze kolejowe safari

Integrację światowo-europejską - nie w teorii, ale w praktyce - można zobaczyć w wielkopolskim Wolsztynie, corocznie w okolicach 1 maja.

Tu integracja zaczęła się na długo przed naszym wejściem do UE, już na początku lat 90. Zlikwidowano wtedy po pierwsze absurdalny zakaz fotografowania kolei, a po drugie - planowy ruch pociągów parowych na polskich lokalnych liniach kolejowych. Zabytkowe ciuchcie z wygaszonymi kotłami, ciągnięte przez spalinówki, jechały na składy złomu, zaś w wyjątkowych przypadkach zostawiano je jako martwe pomniki techniki w pobliżu kolejowych stacji. Tylko w Wolsztynie postanowiono utrzymać planowy codzienny ruch ciuchci, by zachować jedyną czynną parowozownię jako buchające parą muzeum starej kolei. Nikt się wtedy nie spodziewał, że stanie się unikatem na światową skalę, miejscem całorocznych pielgrzymek wielbicieli z Ameryki, Afryki, Azji, Australii i Europy. Mówi się, że w Wolsztynie nie było chyba tylko Eskimosa, choć wcale nie jest to takie pewne...

***

I oto nadchodzi długo oczekiwana przez parowych świrów coroczna uczta: Wielka Parada Parowozów, największa tego typu impreza w Europie.

W Lesznie czeka na mnie z kamerą i aparatem kolega Rafał. Na początek popędzimy Helenkę - autem, bo inaczej się nie da. Dopadniemy, usidlimy, potem cmokniemy w lasku. Helenka, czyli Pm 36 nazywana też Piękną Heleną lub Peemą, to perła: zielonkawa, dwumetrowe koła, prędkość 130 km/h, wydech z komina taki, że ciarki chodzą po plecach, a jaka gwizdawa!

Pędzimy więc pod Wolsztyn, dwa razy dopadamy Helcię na trasie (ciągnie "stówą" na paradę z Wrocławia specjalnego pośpiecha z prawie tysiącem świrów), łapiemy kadrem aparatów, usidlamy kamerą, cmokając w lasku (z zachwytu i z kamery, bo "cmoknąć" znaczy złapać fajne ujęcie).

Potem podążamy w stronę Zbąszynka, bo oto suną ekspresy z Cottbus i Berlina. Ten pierwszy jest ciągnięty aż przez dwa niemieckie parowozy: pospieszny BR 03 oraz osobowy BR 35. Berlińczyka prowadzi zaś towarowa maszyna BR 52. Wiozą świrów z Niemiec i reszty Europy. W towarzystwie Holendrów, Czechów, Niemców i Anglików ścigamy te pociągi samochodami od Sulechowa przez Zbąszynek po Wolsztyn - robiąc kilka fantastycznych ujęć w pełnym pędzie. Przypomina to rajd safari - zasuwamy stówą zapiaszczoną polną drogą, a tuman ciągnie się za nami na kilkaset metrów. Zdjęcia zrobione.

Zaraz spieszymy w stronę Poznania, skąd nadciąga kolejna piękność - Petucha. Parowóz pospieszny Pt 47 to potęga, najmocniejsza polska maszyna parowa do pociągów pasażerskich. Cztery koła napędowe o średnicy 1,85 m, moc 2 tys. koni mechanicznych, prędkość do 110 km/godz. Zbliża się, ręce drżą na spuście kamery. Napięcie sięga... dymnicy. Przeleciała! Tylko huk, świst i gwizd. Piszczymy z zachwytu (kolega nazywa to "parowym zamroczeniem maniakalnym").

***

Niezwyczajne pociągi pośpieszne - i to tyle naraz, co w dawnych, parowych czasach kolei - można zobaczyć, sfilmować i sfotografować tylko raz w roku, w Dzień Wielkiej Parady Parowozów. Impreza jest bezpłatna, tak jak i zwiedzanie parowozowni oraz Muzeum Kolejowego (można tu kupić m.in. pocztówki, pamiątki oraz znaczki z parowozami).

Przepełnionymi po sam kocioł składami przybywa do Wolsztyna ponad 3 tys. osób. Kursują tylko 1 maja (ceny i zniżki takie jak na pociąg pospieszny PKP). Kolejne 5 tys. dociera na miejsce autami, busami, pekaesami, rowerami, starymi motocyklami, zwykłymi pociągami, samolotami (Koreańczycy), a miejscowi - piechotą. Jest Szczecin, Gdańsk, Warszawa, Katowice, Kraków i Łódź. Są rodziny z dziećmi, ciekawscy i weekendowi turyści. Wszyscy chcą zobaczyć istny czarci tygiel, jakby sąd ostateczny, bo tak to będzie wyglądać.

Sąd zaczyna się o 14 z hukiem i grzmotem. 12 jego trąb, w tym trzy niemieckie i dwie ze skansenu w Chabówce (Okazetka i Tekatka), ryczy i wyje tak, że obraz w kamerach drży i chwieje się, czuła elektronika chwilami wariuje. Wszechpotężna jest trąba naszej Helenki-Peemki, albowiem trudno nazwać gwizdawką coś, co słychać na ponad 10 km i co wyciem zwala z nóg (jak z bliska usłyszycie, a zatkanie uszu nic nie pomoże, wtedy uwierzycie). Dzieciaki uciekają pod mamine spódnice; potem dopiero rozdziawiają buzie z podziwu. Skoro nagrodzona w 1937 r. na wystawie w Paryżu polska Piękna Helena chlubi się rekordem prędkości ponad 130 km/godz., to i trąbę musi mieć potężną. Jeśli do tego dodać pozostałe 11 trąb, grzmot wybuchów z kominów i eksplozję czarnego dymu na 100 m w górę, łomot, skowyt, ryk, syk i wycie, to porównanie z sądem ostatecznym przychodzi do głowy samo.

Parowe smoki paradują pojedynczo, ścigają się parami, potem połączone po sześć suną równolegle dwoma torami. Jeszcze później 12 połączonych razem wielkich ciuf pędzi w tę i we tę ok. 60 km/godz. przed nosem 8-tysięcznego tłumu rozciągniętego wzdłuż kilkuset metrów stacyjnych torów, a ziemia wibruje ze strachu.

Zaliczamy jeszcze z Rafałem pociąg retro do Nowej Wsi Mochy i z powrotem (bilety jak na pociąg osobowy PKP - 7,60 zł w obie strony). Jedziemy na mostkach starych wagonów z lat 20. XX w. niczym w kowbojskich filmach. Pełną parą ciągnie nas Oelka, parowóz osobowy serii Ol 49. Momentami gnamy ponad 80 km/godz., szybciej nie można, bo stare wagony się porozpadają. Stukot kół, wirowanie dymu, wiatr we włosach... Żadnego porównania z klasycznym wagonem.

***

Parada się skończyła. Parowozy uzupełniają zapasy węgla i wody, zawracają na obrotnicy i przypinają się do wagonów. Około 18 zawyją przeciągle, zagrzmią kominem, sykną cylindrami, po czym odjadą do Wrocławia, Poznania, Berlina i Cottbus. Znów trzeba je pogonić polem, złapać na mostku, usidlić w wąwozie i cmoknąć w lasku. Koniecznie, bo następna taka kondensacja pary dopiero za rok.

Tekst zwyciężył w konkursie na reportaż z podróży po Polsce "Chwalę też swoje" zorganizowanym przez portal Gazeta.pl

Słowniczek kolejowego maniaka

dymnica - komora wylotu pary i dymu

parowóz (w kolejowym slangu: ciufa, ciufka, ciucha, ciuchcia, kopciuch, smoluch, czarnuch ) - lokomotywa napędzana siłą sprężonej pary; paliwem w kotle parowym jest węgiel

pośpiech parowy - specjalny turystyczny pociąg parowy; jedzie jak pośpieszny, tzn. pomija większość małych stacji

szopa - parowozownia

świry na parę - żartobliwe określenie pasjonatów starych kolei

trąba, gwizdawa - pieszczotliwe określenie gwizdawek zasilanych parą (stąd charakterystyczny, niepowtarzalny ton), które ostrzegają przed nadjeżdżającym pociągiem

Szopa przez cały rok

Muzeów kolejowych jest na świecie kilkaset, pociągi uruchamia się tam tylko w weekendy i od święta, wszystko lśni i błyszczy. Jednak prawdziwa, umorusana kolej parowa działa już tylko w wolsztyńskiej parowozowni, która - jako jedyna w Europie - pracuje przez cały rok. Oprócz zabytkowych i specjalnych składów kursują też rozkładowe pociągi do Leszna i Poznania.

W Wolsztynie wszystko jest na parę. Wodę do tendrów leje się z przedwojennych żurawi, węgiel ładuje dźwigiem z początku XX w. Całość, łącznie z semaforami i architekturą (odnowiona wieża wodna, parowozownia, nastawnia, obrotnica), wpisano na listę zabytków.

Do kolejowego hoteliku przy "szopie" (i kilku innych) przyjeżdża cały świat - ponad 60 tys. gości rocznie. Wolsztyńskie kopciuchy są już tak sławne, że PKP Cargo, od dwóch lat właściciel skansenu, obiecuje utrzymać planowy ruch parowy jak najdłużej.

Zostań maszynistą

Angielsko-polskie stowarzyszenie The Wolsztyn Experience nie tylko współfinansuje naprawę parowozów, ale i... szkoli "maszynistów" (formalnie - na palaczy parowozów)! Szef stowarzyszenia Howard Jones, który mieszka w Wolsztynie i prowadzi knajpkę dla hobbystów, ma uprawnienia maszynisty parowozu, więc legalnie prowadzi pociągi. Jego brat Trevor zbiera w Anglii i na świecie zapaleńców, którzy przyjeżdżają tu na tygodniowe kursy (koszt - 3 tys. zł), aby pod okiem wykwalifikowanego mechanika parowozu szuflować węgiel i prowadzić pociągi (zajmują miejsce maszynisty, który stoi z tyłu i pilnuje, by kursant nie przesadził z prędkością). Można osobiście "poszaleć" stówkami ciuchcią po tutejszych szlakach, pogonić Petuchę, dać czadu na Peemie... Nam udało się pojeździć po znajomości Pt 47 (Petuchą).

W sieci:

http://www.parowozy.com.pl - historia poszczególnych maszyn, działalność wolsztyńskiej "szopy"

http://www.parowozy.com.pl/rozklad.htm - aktualny rozkład jazdy pociągów parowych

http://www.parowozy.com.pl/news.html - świeże wiadomości z parowozowni

Najlepsze strony o polskich parowozach (także tych z Wolsztyna):

http://www.parowozy.best.net.pl

http://www.holdys.pl/tomi

http://www.parowozy.strefa.pl/galeria.html

http://www.muzeumtechniki.pl/pl/i1.html

http://www.skansen.hg.pl

http://www.parowozy.pl

Więcej o: