W centrum Salonik ogromne, nieraz wielkości sporego pokoju. Prawie wszystkie są obudowane, z chroniącymi od słońca markizami i żaluzjami, Grecy spędzają na nich czas od lata do jesieni. Przy kupnie nowego mieszkania zwraca się uwagę przede wszystkim na balkon, na te bez balkonów nie ma chętnych.
Za takich Macedończycy uchodzili w starożytności, mierzyli ok.1,6 m, w porównaniu z drobnymi greckimi pobratymcami z południa byli całkiem rośli - na podstawie wykopanych szkieletów archeolodzy wyliczyli, że przeciętnie byli wyżsi od reszty Greków o blisko 10 cm. Ale i tak starożytni Grecy przez długi czas patrzyli na Macedończyków z wyższością, mając ich za prostaków, nieledwie barbarzyńców. Lecz w IV w. p.n.e. waleczni Macedończycy pokazali, na co ich stać - najpierw król macedoński Filip II podporządkował sobie całą Grecję, a wkrótce potem potem jego syn Aleksander podbił imperium perskie, docierając aż do Indii.
Macedończyk całą noc bawi się i tańczy przy monotonnej muzyce, a rano, jakby nigdy nic, idzie do pracy. Gdy jest w dobrym humorze, obrzuca współbiesiadników kwiatami - w dobrych lokalach są zawsze pod ręką sprzedawczynie z koszyczkami pełnymi główek kwiatów do rzucania. O 2 w nocy ulice Salonik są pełne ludzi, czynne są knajpy, na ulicach ruch jak w dzień.
Palić można praktycznie wszędzie, w lokalach zawsze są pod ręką popielniczki. Częsty widok - w ustach papieros, w ręku koraliki z frędzelkiem, które Grecy przesuwają palcami dla zabicia czasu czy uspokojenia.
Sporo tańsze niż w Polsce. Na niektórych stacjach litr 0,80-0,86 euro, czyli ok. 3,4 zł, ropa troszkę tańsza niż benzyna.
Policja -100, pogotowie ratunkowe - 166.
Sos jogurtowy z czosnkiem i ogórkami podawany do prawie każdego posiłku - pyszny! Inne specjały tutejszej kuchni to: dolmadakia, czyli gołąbki z liści winogron faszerowane ryżem, sosy cebulowe, czosnkowe i paprykowe, bardzo smaczny, gorący chleb podawany do obiadu, cukinia i bakłażany. Z lokalnych win polecam wytrawne Bautari i Tsantac.