Moje sycylijskie ABC

Na tej wyspie każda pora roku smakuje inaczej...
Sami swoi

Barokowe katedry i normańsko-arabskie pałace, włoski makaron i arabski kuskus - Sycylia to różnorodność tradycji, form, smaków. Wyspę, strategicznie położoną na środku Morza Śródziemnego, chcieli zdobyć wszyscy. Rządzili tu Grecy, Kartagińczycy, Rzymianie, Bizantyjczycy, Arabowie, Normanowie, Francuzi, Hiszpanie. Każda z tych nacji dołożyła do sycylijskiej mozaiki swój element. Wielowiekowa konieczność współistnienia z innymi narodami sprawiła, że na wyspie nie istnieje dziś problem szowinizmu. Współczesna Sycylia jest przystanią dla imigrantów z całego świata. W portowym miasteczku Mazara del Vallo (140 km od wybrzeży Tunezji) w prowincji Trapani żyje około 5 tys. Tunezyjczyków. Stanowią 10 proc. wszystkich mieszkańców - to największy odsetek we Włoszech. Piana degli Albanesi (24 km od Palermo) była niegdyś największą albańską diasporą na świecie. Albańczycy przybyli na Sycylię w XV w. i od tamtej pory niestrudzenie kultywują swoje obyczaje, język, bizantyjski obrządek. W Palermo żyją tysiące Azjatów, Afrykanów i południowych Amerykanów. Mają swoje dzielnice, sklepy, restauracje, kluby. Sycylijczycy ze wszystkimi żyją w zgodzie. Spędziłam na Sycylii sporo czasu i nie zauważyłam jakichkolwiek przejawów niechęci w stosunku do obcych.

Na wzgórzu Monte Pellegrino na obrzeżach Palermo stoi sanktuarium św. Rozalii. W weekendy przyjeżdżają tu tłumy palermiańczyków, aby modlić się do swojej patronki. W masie pielgrzymów jest również wiele śniadych twarzy. Kobiety w sari podchodzą do figury, dotykają jej stóp, szepczą modlitwy. Św. Rozalia bez uprzedzeń przygarnęła przybyszów z dalekiego świata pod swoje skrzydła.

Pory roku

Wiosna (marzec-maj) to jedyna pora roku, kiedy Sycylia przyobleka się w świeżą, soczystą zieleń. Lepiej nie planować podróży na lato, zwłaszcza na sierpień. Wtedy wszyscy Sycylijczycy wyjeżdżają na wakacje. Wiele urzędów, sklepów i restauracji zamyka podwoje. Za to na plażach panuje niemiłosierny tłok, ceny w hotelach szybują w górę. Temperatura nierzadko przekracza 40 stopni, a słońce spala na popiół. Nawet w nocy jest potwornie gorąco. Latem Sycylia po prostu wysycha - dosłownie! Najbardziej daje się we znaki brak wody. Jest ona racjonowana i może pojawiać się w kranie tylko o określonych porach. Zdarzało się, że w moim mieszkaniu przez kilka dni nie było jej wcale. Wówczas, wzorem wszystkich Sycylijczyków, chodziłam kąpać się do tych znajomych, którzy akurat mieli wodę.

Najgoręcej jest na południowym i zachodnim wybrzeżu, najbardziej narażonym na podmuchy scirocco - porywistego, gorącego wiatru znad Sahary. Tumany drobnego, czerwonego piasku niesione przez scirocco docierają również do Palermo. Nad miastem zawisa wówczas ognista łuna, a dachy, chodniki, samochody przyprósza rdzawy pył. Istne piekło! Moja ulubiona pora roku to wczesna jesień - październik i listopad. Jest wciąż bardzo ciepło, ale już nie gorąco. W łagodnym, gasnącym cieple odchodzącego lata dojrzewają najlepsze owoce pod słońcem: opuncje figowe (fichi d'India), winogrona, pomarańcze. W grudniu wciąż jest ciepło. W Boże Narodzenie chodzi się jeszcze z krótkim rękawem. W styczniu nagle przychodzi zima (trwa do lutego), a wraz z nią deszcz. Pamiętam styczeń, kiedy lało dzień w dzień. - Wreszcie mamy porządny zapas wody na lato! - wszyscy nie posiadali się z radości.

Zimą jest zwykle ok. 10-13 stopni. Ciepło? Wcale nie! W domach pozbawionych jakiegokolwiek systemu ogrzewania przy 10 stopniach szczęka się zębami. Nowe budynki mają centralne, mieszkańcy starych dzielnic muszą dogrzewać się piecykami elektrycznymi. A jeśli termometr wskazuje mniej niż 8 stopni, Sycylijczycy ogłaszają zimę stulecia.

Słońce

Sycylijczycy mają do słońca stosunek ambiwalentny: z jednej strony uwielbiają plażować i opalać się na brąz, z drugiej - zamykają szczelnie okiennice, by nawet promyczek nie dostał się do mieszkania. Latem najgorętsze godziny wczesnego popołudnia spędzają w półmroku z włączoną klimatyzacją. Przybyszom z północnej Europy niełatwo jest to zrozumieć. Moja koleżanka, Czeszka z Pragi, opowiedziała mi kiedyś o swojej pierwszej wizycie w sycylijskim domu. Zdziwiły ją okiennice zatrzaśnięte w cudny, słoneczny dzień i kiedy gospodarz poszedł przygotować coś do picia, w dobrej wierze pootwierała wszystkie na oścież. - Byłam pewna, że rano po prostu nie zdążył ich otworzyć - tłumaczyła. Gospodarz wrzasnął: - Zwariowałaś?! (o mały włos nie upuszczając szklanek z piciem). Ta opowieść długo krążyła wśród naszych sycylijskich znajomych jako świetny dowcip i przykład osobliwych zachowań ludów z Północy.

Przyjechałam na Sycylię wczesną wiosną, kiedy słońce nie pali jeszcze tak niemiłosiernie. Na początku też nie mogłam się nim nacieszyć. Kiedy jednak pod koniec maja zrobiło się naprawdę gorąco, zauważyłam, że nie wystawiam już tak ochoczo twarzy do słońca, tylko przemykam pod ścianami, rozpaczliwie łowiąc skrawki cienia i zasłaniając się gazetą. A w południe najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu!

Przy stole

- My się nie odżywiamy, ale jemy - usłyszałam kiedyś od znajomego. Dla Sycylijczyków jedzenie jest jedną z największych życiowych przyjemności. Są bardzo wybredni i nie tkną byle czego. Nic dziwnego - mają wszystko, co najlepsze: ryby i frutti di mare prosto z połowu, własnoręcznie wyciskaną oliwę, świetne wina, wyborną kawę

Najbardziej celebrowanym (i najobfitszym) posiłkiem jest kolacja, która zaczyna się zwykle koło godz. 21 i przeciąga nawet do północy. Na stole nie może zabraknąć makaronu (od czasu do czasu da się go zastąpić pizzą) oraz wina. Bez wina po prostu nie siada się do stołu! Podczas uroczystych kolacji na początek podaje się musujące spumante na pobudzenie apetytu, potem białe i czerwone do pierwszego i drugiego dania, deserowe do deseru i na koniec jeszcze likier, np. cytrynowe limoncello, ziołową nalewkę amaro albo grappę.

Gwoździem programu jest zawsze la pasta. W sklepach znajdziemy nieprawdopodobną ilość rodzajów makaronu, ale powodzeniem cieszą się tylko te najprostsze: spaghetti, penne, farfalle Przyrządza się je na setki sposobów, ale i w tym przypadku królują te nieskomplikowane, np. al pomodoro albo all'aglio, olio e peperoncino (z czosnkiem, oliwą i ostrą papryczką). Sycylijczycy, jak przystało na prawdziwych smakoszy, umieją docenić prostotę i umiar.

Owocowy raj

Z przykrością odkryłam, że pomarańcze, winogrona, brzoskwinie czy arbuzy, które kupujemy w naszych sklepach, są tylko lichą namiastką tego, co jada się na Sycylii (pocieszam się, że przynajmniej truskawki i jabłka mamy lepsze). Pierwsze sezonowe owoce pojawiają się w kwietniu. To nespole - wielkości śliwki, o cieniutkiej skórce, sporych pestkach, pomarańczowym miąższu i kwaskowym smaku (zrywa się je późną jesienią, ale muszą leżakować do wiosny). Nie są nadzwyczajne, ale można je potraktować jako zakąskę. W czerwcu pora na czereśnie, morele i arbuzy. Najlepiej nie kupować ich od razu, ale odczekać kilkanaście dni - będą dojrzalsze i słodsze. Dla arbuzów można stracić głowę. Wygrzane w śródziemnomorskim słońcu nabierają nieprawdopodobnej kruchości, słodyczy i koloru.

Późne lato i wczesna jesień to czas winogron, brzoskwiń i kasztanów. Prażone w popiele kasztany, serwowane w kawałku gazety, pogryza się podczas wieczornych spacerów.

Jednym z moich największych odkryć jest figa indyjska, owoc kaktusowatego krzewu opuncji figowej. Pojawia się już pod koniec lipca, ale pełnię smaku osiąga dopiero we wrześniu i październiku. Kto nie ma wprawy, nie dobierze się łatwo do figi, chyba że wdzieje grube rękawice. Jej skórka uzbrojona jest w tysiące maleńkich, ledwie widocznych kolców, które z wielką łatwością wbijają się w skórę. Sycylijczycy obierają figi za pomocą noża i widelca, bez dotykania ich rękami. Miąższ przypomina nieco galaretkę. Jest bladoseledynowy, żółty lub wściekle różowy, upstrzony drobniutkimi pestkami (jadalnymi) i delikatnie słodki. Najlepiej smakuje schłodzony. W sezonie w miastach można spotkać obwoźnych sprzedawców fig. Przyjeżdżają z okolicznych wsi lambrettą (rodzaj motorowej rikszy na trzech kołach). Figi wyławiają z wielkich saganów wypełnionych wodą (która do pewnego stopnia unieszkodliwia kolce), zgrabnie obierają i serwują w papierowej tutce.

Pod koniec października pojawiają się pierwsze cytrusy. Obowiązuje ta sama zasada - trzeba trochę odczekać, aż "dojdą". Jeden z najlepszych gatunków to arancia rossa di Sicilia (czerwona pomarańcza), opatrzony znakiem jakości IGP (Indicazione Geografica Protetta). Uprawia się go wyłącznie we wschodniej Sycylii, w okolicach Enny, Katanii, Syrakuz i Ragusy. W każdym barze oprócz kawy można kupić spremutę - świeżo wyciśnięty sok.

Owoce można serwować na różne sposoby. W czasie upałów nie ma nic lepszego nad frullato, czyli miąższ (np. brzoskwiń, arbuza, melona) zmiksowany z wodą i/lub musującym winem, schłodzony kostkami lodu.



Warto zobaczyć

Palermo

Najciekawsza jest stara część miasta (wokół skrzyżowania Quattro Canti), która skupia większość zabytków. Nie do przegapienia: katedra, pałac Normanów, kościoły San Cataldo, San Giovanni dei Lebbrosi i San Giovanni degli Eremiti (w stylu arabsko-normańskim, kryte kopułami jak meczety), San Giuseppe dei Teatini i San Domenico (barokowe), Teatro Massimo (trzecia po paryskiej Opéra Garnier i wiedeńskiej Staatsoper największa scena operowa w Europie). Obowiązkowa wycieczka do Montreale (8 km od Palermo, autobus 389 z Piazza Indipendenza), gdzie stoi XII-wieczna katedra - arcydzieło epoki normańskiej, której wnętrze zdobią jedne z najpiękniejszych i najcenniejszych mozaik bizantyjskich w Europie. Warto też wybrać się do Mondello - peryferyjnej, willowej dzielnicy Palermo z publiczną plażą, portem pełnym kolorowych łodzi, gwarnym placem oraz mnóstwem lodziarni i knajpek specjalizujących się w daniach rybnych.

Cefalu

Legenda opowiada, że normański król Ruggero II znalazł tu ocalenie przed morską nawałnicą. W podzięce zbudował katedrę (prace rozpoczęły się w 1130 r.). Bizantyjscy mistrzowie ozdobili ją mozaiką przedstawiającą błogosławiącego Chrystusa Pantokratora. Warto przyjechać choćby na kilka godzin, by zobaczyć to arcydzieło. A potem przespacerować się uliczkami Cefalu, z których wiele zachowało średniowieczny charakter, posiedzieć na plaży albo wspiąć się na górującą nad miasteczkiem Roccę (278 m).

Segesta

Miasto założone przez Elymów, starożytny lud o nieznanym pochodzeniu, dziś już nie istnieje. Powaliły je dziejowe zawieruchy i trzęsienia ziemi. Jedyną budowlą, która wciąż stoi na szczycie wzgórza pośród pustkowi - nietknięta! - jest dorycka świątynia z V w. p.n.e. Jakim cudem się uchowała - nie wiadomo. Uczeni do dziś głowią się, dlaczego nie ma dachu. Niektórzy utrzymują, że nie została ukończona, inni - że Elymowie przystosowali ją w ten sposób do wymogów jakiegoś szczególnego kultu. Mimo tej ułomności jest olśniewająca i uchodzi za jeden z najdoskonalszych przykładów architektury doryckiej. Ze świątyni kręta droga (ok. 1 km) prowadzi do teatru zbudowanego nad urwiskiem, z fantastycznym widokiem na dolinę i zatokę Castellammare. W lipcu i sierpniu odbywają się tu przedstawienia teatralne.

Miejsce o wyjątkowej urodzie - warto przyjechać wiosną, kiedy okolica tonie w żółtych kwiatach.

Erice

Założone przez tych samych Elymów, którzy zbudowali Segestę, było znanym ośrodkiem kultu najpierw fenickiej bogini płodności i miłości Asztarte, potem greckiej Afrodyty i wreszcie rzymskiej Wenus. Wyobrażam sobie, że z lotu ptaka wygląda jak biała broszka przypięta do wierzchołka góry (S. Giuliano - 751 m). Średniowieczne domy i bruki z jasnego kamienia przetrwały tu prawie nienaruszone. Fantastyczne miejsce! Ale uwaga! Górę bardzo często zasnuwa biała jak mleko mgła (Erice wygląda jeszcze piękniej i bardzo tajemniczo), a wtedy dobrze jest mieć na podorędziu coś ciepłego. W tej mgle Afrodyta ukrywała swoich kochanków przed zakusami rywalek - zdradził mi barman w jednej z kawiarenek.

Agrigento

Grecką kolonię Akragas (zał. w VI w. p.n.e.) poeta Pindar okrzyknął najpiękniejszym miastem śmiertelników. W czasach świetności zajmowała obszar 18 hektarów, zamknięty murami obronnymi o dziewięciu bramach. Pozostałości ośmiu świątyń, m.in. Junony, Herkulesa, Jowisza Olimpijskiego, Dioskurów, Eskulapa, możemy oglądać w Valle dei Templi, wielkim muzeum pod gołym niebem. Są w dość kiepskim stanie (właśnie trwa remont, dofinansowywany przez Unię Europejską). Jedynie wspaniała świątynia Konkordii wydaje się niemal nienaruszona. Ocaliło ją to, że pod koniec VI w. zmieniona została w bazylikę. Zasłużona sława Valle dei Templi przekłada się na liczbę turystów. Zawsze są tu tłumy.

Syrakuzy

Założone przez kolonistów z Koryntu w VIII w. p.n.e., w ciągu 300 lat wyrosły na najpotężniejsze i najbogatsze miasto Wielkiej Grecji. Rodzinne miasto Archimedesa (zginął z rąk Rzymian podczas II wojny punickiej 213-212 p.n.e.). Serce Syrakuz to wysepka Ortigia, a na niej barokowa katedra (we wnętrzu widoczne pozostałości świątyni Ateny), kościoły i pałace (od średniowiecza do baroku), jasne uliczki o niskiej zabudowie i przepiękne place Z greckich budowli zachowały się ruiny świątyń Apollina i Zeusa Olimpijskiego, największego na Sycylii teatru, fos i murów obronnych.

Katania

Jedno z pierwszych greckich miast na Sycylii, założone u podnóża Etny i wielokrotnie przez nią niszczone. W 1693 r. potężne trzęsienie ziemi zrównało Katanię z ziemią i pozbawiło życia dwie trzecie mieszkańców. Po każdej katastrofie miasto potrafiło jednak podnieść się jak feniks z popiołów. Ma bardzo oryginalny wygląd - jest całe szare, zbudowane z ciemnego, wulkanicznego kamienia. Do zobaczenia: grecki i rzymski teatr, katedra z XI w. z barokową fasadą, XIII-wieczny zamek Ursino, liczne kościoły i pałace. Nie zapomnijmy o czarnym słoniku, który stoi na postumencie na placu przed katedrą - symbolu siły i nieustraszoności mieszkańców Katanii.

W sieci

http://www.bestofsicily.com

http:// www.retesicilia.it

http:// www.foto-sicilia.it