Kieżmark z widokiem na Wysokie Tatry

Miasteczko zawsze wygląda niczym ilustracja do bajki, ale zimą, zasypane śniegiem - podwójnie. To świetne miejsce na odpoczynek po nartach

Kieżmark to jednopiętrowe, kolorowe kamieniczki, gotyckie i barokowe kościoły, zamek z basztami, wąskie brukowane zaułki i renesansowe attyki... Wystarczy półgodzinny spacer, by z rynku wejść we wspaniały świerkowy las, a góry są tu wszechobecne - zewsząd widać rozległą panoramę Wysokich Tatr.

***

W XIX w. doprowadzono do miasta kolej. Szczęśliwie nadal jest czynna, więc pierwsze spotkanie z Kieżmarkiem odbywa się na zaskakująco pustym peronie o zadaszeniu wspartym na ozdobnych kolumnach z lanego żeliwa (wówczas najbardziej nowoczesny materiał). Za chwilę monumentalny neobarokowy budynek dworca o wysokich, zielonych, mansardowych dachach. Potem trzeba minąć mostek nad rwącym Popradem i, choć to dopiero przedmieścia, dochodzi się do pierwszego z cennych zabytków - drewnianego kościoła ewangelickiego z 1687 r. Gdy powstawał, protestanci mogli mieć świątynię, ale tylko jedną, stojącą poza murami miejskimi i zbudowaną z materiału nietrwałego, czyli z drewna. Kieżmark był ważnym ośrodkiem luterańskim, a później ewangelicko-augsburskim. Działo się tak na mocy 26. artykułu sejmu soprońskiego z 1681 r., stąd kościół zwany jest artykularnym. W przestronnym wnętrzu modrzewiowo-cisowej świątyni zachował się bogaty barokowy wystrój z początku XVIII w.: polichromie, figury świętych, pełne snycerskich ozdób ołtarze, ambona i czynne do dziś organy (czynione są starania, by wpisać kościół na listę dziedzictwa kulturalnego UNESCO).

By dojść do rynku, trzeba przejść długą ulicę Główną, mijając strzyżone drzewa i rzędy uroczych kamieniczek o drewnianych szczytach i dachach krytych gontem lub dachówką. Wielobarwne tynki, małe okienka, szerokie wjazdowe bramy, kołatki u drzwi. Za bramami ciągnące się w głąb podwórka, drewniane galerie, balkony i schody. Od ulicy knajpki, księgarnie, sklepy. Wśród nich nieco przykurzony sklepik z antykami: wiekowe mebelki obok pokaźnych landszaftów, brązowych figurek i staroświeckiej porcelany. Za kilka koron można kupić przedwojenne pocztówki i naocznie przekonać się, jak niewiele zmieniło się tu przez ostatnich 80 lat. Przybyło trochę nowych szyldów i samochodów, i to właściwie wszystko.

Rynek z ratuszem leży u zbiegu dwóch najważniejszych ulic: Głównej i Zamkowej. Ratusz pochodzi z XV w. - renesansowy portal, klasycystyczna wieża i barokowy hełm dowodzą, jak często był przebudowywany. Nieopodal kościół św. Krzyża, jeszcze starszy, początkami sięgający XIII w., ozdobiony wieżą z renesansową attyką. Pełen znakomitych gotyckich rzeźb: św. Sebastian przebity strzałami, Piękna Madonna z Dzieciątkiem (zapewne dzieło mistrza Pawła z pobliskiej Lewoczy, ucznia Wita Stwosza) i lśniących złoceniami ołtarzy. Obok kościoła stoi 18- metrowa, renesansowa dzwonnica ozdobiona attyką i dwubarwnym sgrafitti - podobno najpiękniejsza na Słowacji.

***

Kieżmark, mimo swoich uroków, nawet w szczycie sezonów letniego i zimowego jest pustawy, prawie zawsze spokojny, trochę zaspany. Ta nieco prowincjonalna atmosfera jest bardzo odległa od tego, co działo się tu dawniej. Dogodne położenie w samym środku Spiszu (mimo że aż na wysokości 626 m. n.p.m.) sprawiało, że przez miasto (powstało w 1269 r.) wiodły szlaki kupców jadących z Węgier do Polski i ze wschodniej Słowacji pod Tatry. Przewożono tędy piwo, węgierskie wino, zboże, sól, płótno, sukna i wyroby ze skóry. Nazwa miasta wywodzi się od odbywających się tu targów serowych (z niemieckiego: Käse - ser i Markt - targ), ale nie jest to do końca pewne. Historycy znaleźli podobno aż 150 (!) różnych wariantów nazwy Kieżmark: Kaszmark, Kesmark, Kismark, Kaysmark, Kumark, Kysmark, Kesmarek...

Miasto było ludne i bogate, wielonarodowe i wielowyznaniowe. Mieszkali tu Słowacy, Niemcy, Polacy, Węgrzy i Rusini. Godna pozazdroszczenia była działalność kulturalna: zespoły muzyczne istniały od XIII w., pierwszy teatr (szkolny) pojawił się w 1523 r., pierwsza drukarnia w 1705 r. Wysoką rangę nadawały też Kieżmarkowi uprawiane tu rzemiosła: wyrób tkanin, przedmiotów z metalu, drewna, gliny, skór i futer. Od XV do XIX w. działało aż 38 cechów, ich liczba stawiała miasto w czołówce najważniejszych ośrodków na terenie dzisiejszej Słowacji (więcej było jedynie w Koszycach). Niektóre tradycje udało się ocalić - nadal można tu kupić wielobarwną, ręcznie malowaną ceramikę, koronki, ozdobne pierniki.

Jak wyglądało życie kieżmarskich mieszczan pokazuje muzeum wnętrz w XVII-wiecznej kamienicy przy ul. Zamkowej (wrzesień - kwiecień, poniedziałek - piątek 8-12 i 13-16, bilet 30 koron, ulgowy 15, tel. +421 52 452 29 06). Królestwo rzeczy. Najwięcej z nich należało do mieszkającej tu baronki , czyli baronowej Jadwigi Marii Szirmay-Badanyi (zmarła w 1973 r.). Złocone rokokowe meble, obicia foteli i kanap ze scenkami z bajek La Fontaine'a, intarsjowane szafy z wytworną garderobą. Fantazyjne żaboty, wymyślne mankiety, suknie w fałdki, zakładki, falbanki. Gorsety, majtki z nogawkami do kolan. Niewiarygodnie długie rękawiczki zapinane na niezliczone guziczki, pudła z kapeluszami. Sekretery pełne intymnych szufladek i podróżne sepety. Można wsiąknąć tu na godziny.

***

A potem czeka nas spacer na zamek. Pierwotnie gotycki, w XVI w. przebudowany w stylu renesansowym. Potężny, ma pięć baszt ozdobionych, podobnie jak mury, piękną attyką. Zawdzięcza ją rodzinie Łaskich, do której należał prawie przez połowę XVI w. Podobno Olbracht Łaski prowadził tu prace alchemiczne, poszukując złota. Natomiast jego żona Beata z Kościeleckich Łaska, która "znajdowała w okolicy dużo upodobania", była prekursorką tatrzańskiej turystyki. Odbyła wycieczkę w Góry Śnieżne 11 czerwca 1565 r., co zostało uwiecznione w kronikach miasta. Pięćdziesięcioletnia wówczas hrabina dotarła prawdopodobnie do Zielonego Stawu Kieżmarskiego.

W murach zamku mieści się muzeum (wrzesień - kwiecień, poniedziałek - piątek 8-15, bilety - 60, ulgowy 30, tel: +421 52 452 261 89). Można prześledzić tu dzieje miasta, historię cechów rzemieślniczych, obejrzeć kolekcję broni i dawnego sprzętu turystycznego.

Na koniec kieżmarskie knajpki. Spory wybór: wykwintne lub zaciszne, bezpretensjonalne albo oryginalne. Na przykład w rodzinnym hotelu Club - na ścianach poroża, wśród myśliwskich trofeów ślady afrykańskich safari (antylopy, pasiaste zebry i nosorożce), a przy barze wypchany niedźwiedź trzymający tacę z wizytówkami. W menu klasyka słowackiej kuchni: bryndzove haluški , czyli ziemniaczane kluseczki z bryndzą okraszone skwarkami oraz śmietaną, wyprážaný syr - panierowany w bułce tartej żółty ser podawany z rozmaitymi sosami, pirohy , czyli pierogi, często z owczym serem. Ale mogą też być pikantne gulasze, pieczona gęś, a na specjalne okazje nawet cały prosiak. Do tego oczywiście słowackie, czeskie lub niemieckie piwo. No i cała kolekcja lokalnych wódek: borowiczka, śliwowica, fernet, bylinna horka .

W sieci

http://www.kezmarok.net

Informacja Turystyczna

Hlavne namestie 46, poniedziałek - piątek 8.30-17, weekend 9-14, tel. 0 52 452 40 47