Dzień Wszystkich Świętych Szwedzi obchodzą w pierwszą sobotę po 30 października, zupełnie inaczej niż my. Już sam wygląd skandynawskich cmentarzy jest zaskakujący. Są to zwykle niewielkie, zadbane łączki z rozmieszczonymi nieregularnie skromnymi płytami nagrobnymi, miniaturowymi pomniczkami, kamieniami polnymi z symboliczną tabliczką. Święto figuruje w luterańskim kalendarzu religijnym dopiero od 1952 r. Jego korzenie sięgają zamierzchłych epok, ale dopiero obie wojny światowe ożywiły zwyczaj oddawania czci zmarłym.
Pamięć zmarłych czci się niezwykle skromnie: mały wianuszek, świeczka, czasem prosty znicz i chwila skupienia, często bez specjalnych nabożeństw i bez udziału pastora. Jadąc jesiennym wieczorem przez szwedzką prowincję, nie zobaczymy wielkich różowych łun ani korków na drogach.
W kraju wielkiej tolerancji religijnej spotkamy nekropolie wyznawców Allaha, żydowskie kirkuty i miejsca pochówku wiernych wielu innych wyznań. Oni jednak czczą pamięć zmarłych według swoich reguł i zazwyczaj w innych terminach.
Dzień Świętego Marcina (zwany także Gęś Marcina) obchodzony 11 listopada wiąże się z podsumowaniem rolniczej jesieni, okresem ostatnich zbiorów i dożynek. Szwedzka wieś, głównie w południowych, rolniczych prowincjach (Skania, Blekinge), przygotowuje się wtedy do zimy. Święto początkowo związane było z kultem Marcina z Tours (zwanego niekiedy Marcinem Zewsząd). Z biegiem lat zaczęto łączyć je z dniem Marcina Lutra, które przypada dzień wcześniej. Choć większość Szwedów od dawna nie prowadzi farmerskiego trybu życia, to zwyczaj kojarzenia obu Marcinów z zakończeniem rolniczego roku głęboko się zakorzenił (samo imię jest od wieków bardzo popularne, także wśród Saamów - rdzennych mieszkańców Laponii).
Tradycyjnym daniem jest w tych dniach pieczona gęś, którą podaje się podczas domowych biesiad w restauracjach, pubach i kafeteriach. Danie główne poprzedza miska svartsoppy (czarna polewka) - tłusta zupa z gęsiej krwi z dodatkiem pikantnych przypraw. Do picia aquavit - narodowa szwedzka wódka (prosto z lodówki).
Druga niedziela listopada to w Szwecji (i w całej Skandynawii) Dzień Ojca. Wzorowany na Dniu Matki nowy świecki zwyczaj stał się kolejną okazją do zakupów. O ile święto mam przeżywa się w ciepłej i rodzinnej atmosferze, to podczas Fars Dag dominują żarty, facecje i dobra zabawa już od samego rana.
W tym dniu wielu ojców je śniadanie w łóżku. Podają je dzieci, przynosząc też laurki z zabawnymi rysunkami lub wierszykami. Poważni prezesi spółek, oficerowie albo pastorzy dowiadują się z nich, że słoń nadepnął im na ucho, że w kieszeni ich spodni zagnieździł się wąż, a na porost włosów najlepszy jest wyciąg z wierzby lapońskiej. Dostają np. bilet na koncert The Beatles, prawo jazdy na czołg, autograf cesarza Marabuzy II lub krawat domowej roboty.
Z okazji każdego z tych świąt przygotowuje się wiele wypieków. Najpopularniejsze (obok tortów) są ciasteczka cynamonowo-kardamonowe - oto przepis:
Pół kostki stopionego masła mieszamy z 2 szklankami mleka. Dodajemy 5 dag drożdży, pół szklanki cukru, łyżeczkę soli, łyżeczkę zmielonego kardamonu i 1 kg mąki. Zagniecione ciasto przykrywamy ściereczką i pozwalamy mu rosnąć około pół godziny. Następnie ponownie zagniatamy ciasto i dzielimy je na trzy porcje. Każdą z nich rozwałkowujemy na cienki kwadrat, smarujemy łyżką stopionego masła i obsypujemy cukrem wymieszanym z łyżeczką cynamonu. Każdą porcję zwijamy w roladę i kroimy na plastry o grubości 3 cm. Krążki układamy na blasze i zostawiamy na pół godziny do wyrośnięcia. Przed włożeniem do piekarnika smarujemy je roztrzepanym jajkiem i posypujemy cukrem. Pieczemy ok. 6 min w temperaturze 250 st. C.