Policja z Ealingu oswaja Polaków

Brytyjska policja ma kolejny powód do zmartwień. Tym razem nie chodzi o przestępstwa popełniane przez Polaków, ale fakt, że od komisariatów wolimy trzymać się z daleka. Nawet, jeśli zostaliśmy okradzeni lub napadnięci.

Prawda jest brutalna - na Wyspach policji unikamy jak ognia. Choćbyśmy padli ofiarą przestępstwa, na komisariat nie pójdziemy. Jak oswoić Polaków - nad tym zastanawiają się szefowie policji na "polskim" Ealingu.

- Nie wierzę, że Polacy nie padają ofiarami przestępstw - uważa Ian Jenkins, zastępca komendanta policji na Ealingu, który przeanalizował najświeższe statystyki przestępczości. Wynika z nich, że Polacy bardzo rzadko przychodzą po pomoc na komisariat. O ile dane te ucieszyłyby niejednego policjanta, inspektor Jenkins nie śpi spokojnie. Zdrowy instynkt podpowiada mu, że problem zapewne istnieje, ale Polacy nie zawsze chcą współpracować. Właśnie dlatego policja z Ealingu zaprosiła polskich dziennikarzy, by przekonać ich, że stoją po naszej stronie i wyciągają do nas dłoń.

Podatni na awantury

Pierwszy przykład - przemoc domowa. Jeśli wierzyć policyjnym statystykom, coś takiego w naszym społeczeństwie niemal nie istnieje. Życie pokazuje, że jest inaczej.

Typowa scena z polskiego domu - sąsiedzi słyszą wrzaski i wzywają policję. Żona ma podbite oczy, mąż kończy ostatnie piwo, w mieszkaniu leżą porozbijane butelki. Na pytanie funkcjonariuszy co się stało, kobieta trzęsącym się głosem zapewnia, że spadła ze schodów. Choć mundurowi wiedzą, że jest inaczej, nic nie mogą zrobić. Aresztować przestępcę można tylko na wniosek pokrzywdzonego - jeśli nikt się tego nie domaga, w świetle prawa nic się nie wydarzyło.

Polacy nie zgłaszają na posterunek swoich kłopotów, bo uważają, że policja niewiele pomoże, a kontakt z nią zawsze oznacza jakieś kłopoty.

- To błąd. Zawsze staramy się pomóc i aż 70 procent sprawców przemocy domowej aresztujemy podczas pierwszej interwencji - przekonuje Ian Jenkins.

Według inspektora, Polacy mogą być bardziej narażeni na przemoc domową niż większość innych grup społecznych w Londynie. Powód? Zamieszkiwanie na małej przestrzeni z dużą grupą ludzi. Niemal standardem jest 10-12 osób w jednym mieszkaniu. Właśnie mała przestrzeń i brak prywatności może być przyczyną wielu burd i awantur.

- Wolą zapłacić kilkaset funtów miesięcznie niż tysiąc lub więcej - tłumaczy ze zrozumieniem Maciej Mielcarek, 33-letni policjant z Ealingu, który od dwóch lat pracuje jako Community Support Police Officer. -

Być może nie szukają niczego lepszego, bo wciąż przyjeżdżają i wyjeżdżają. Jesteśmy pod wrażeniem tej rotacji - dodaje Ian Jenkins.

Według policji, największym polskim skupiskiem w stolicy UK jest Greenford, a zaraz po nim Sudbury. Właśnie stamtąd funkcjonariusze przyjmują najwięcej interwencji.

Przeczytaj też - Paralizatory - tzw.tasery, pistolety wywołujące elektrowstrząsy - stanowią zabójczą broń

Potrzeba nam zbliżenia

Choć komisariat na Ealingu jest jednym z największych w Londynie i pracuje tutaj aż 1100 funkcjonariuszy, służbę pełni tylko czterech Polaków. Właśnie dlatego szefowie policji nie mogą nam obiecać, że za każdym razem zostaniemy obsłużeni przez "swojego" policjanta.

- Wiem, że niektórzy specjalnie po to przyjeżdżają, nawet z innych dzielnic - przyznaje insp. Jenkins. Zapewnia, że jest zadowolony z pracy polskich funkcjonariuszy i chce ich zatrudnić jeszcze więcej, ale mimo to radzi uczyć się języka angielskiego. - To jest podstawa, jeśli chcemy mieszkać w tym kraju - przekonuje.

Piotr Głogowski, rzecznik policji na Ealingu uspakaja: - W naprawdę pilnych sytuacjach znajdziemy tłumacza.

I choć z wezwaniem pomocy przez telefon możemy mieć problem, to sprawy, które nie wymagają natychmiastowej interwencji, można zgłosić nawet przez internet. - To dużo łatwiejszy sposób komunikacji - podkreśla Piotr Głogowski.

Przeczytaj też - Bandy młodzieżowe coraz bardziej agresywne

W jaki sposób brytyjska policja będzie próbowała przyzwyczaić do siebie Polaków? Szefowie komisariatu na Ealingu widzą rozwiązanie w rekrutacji do służby. - Przyjmujemy ludzi wszystkich narodowości. Mamy nadzieję, że niedługo będzie ich więcej - mówi Ian Jenkins. Jeśli nie chcemy od razu trafić do komisariatu, możemy spróbować sił jako policjant wolontariusz. Praca ta zajmuje jedynie cztery godziny tygodniowo, a daje liczne profity. Są wśród nich darmowe przejazdy metrem.

Tekst z Goniec.com