Dekonspiracja Świętego Mikołaja

Popularny w Wielkiej Brytanii rysunek satyryczny przedstawia grubego Mikołaja, który wkłada prezenty pod choinkę. Odwraca się i widzi małego, skamieniałego ze zdumienia chłopca z zaokrąglonymi oczami, stojącego na schodach prowadzących do jego pokoju. Mikołaj patrzy na chłopca i mówi zachmurzony: "Za dużo widziałeś. Będę musiał cię zabić".

Dorośli ludzie. Dwudziesto-, trzydziesto- i czterdziestolatkowie też kiedyś byli dziećmi, które z niecierpliwością czekały na prezenty pod poduszką i choinką, marząc o klockach lego czy białej czekoladzie, która w latach osiemdziesiątych była rarytasem. Ba, dzisiejsi dorośli nawet wierzyli w św. Mikołaja, choć im samym trudno w to dziś uwierzyć.

Wpadka św. Mikołaja

Drogi Mikołaju proszę cię chociaż o kilka prezentuw: gemboj samolot zdalnie sterowany i narty. Czy możesz mi się pokazać i czy dasz mi te prezenty? Kacper (pisownia oryginalna)

Dla obecnych dorosłych zdekonspirowanie Mikołaja najczęściej jest wspomnieniem bardzo ważnym. Renata, 26-letnia graficzka, mieszkająca w Irlandii Północnej, stopniowo dojrzewała do zrozumienia strasznej prawdy. Przez tydzień przed 6 grudnia z pokoju dziadka wydobywały się śpiewy ptasząt. Renata chciała dostać papugę albo kanarka i podejmowała ten temat na forum rodzinnym z godną podziwu regularnością. "Kiedy dostałam cztery papużki, wszystko stało się jasne. Papużki wcześniej były u dziadka w pokoju. Nie ma św. Mikołaja" - powiedziała Renata, przyznając się jednak do późniejszego wyparcia prawdy. "Od tej pory wszystko już wiedziałam, ale nadal jednak liczyłam na to, że okaże się, iż Mikołaj istnieje".

Tłumaczka z Londynu, Agata (35 lat), zaczęła podejrzewać, że Mikołaj nie istnieje, dzięki ponurym plotkom, krążącym po szkole, które poddawały w wątpliwość jego istnienie. "Zachowanie moich rodziców w pewnym momencie wydało mi się bardzo dziwne" - wspomina - "i postanowiłam przetrząsnąć dom. Znalazłam zapakowany prezent, który potem trafił pod moją poduszkę. Postanowiłam opowiedzieć o tym w szkole. Potwierdzić straszne plotki. Stałam się natychmiast bardzo popularna".

27-letnia Wiola z Belfastu nie przeżyła szczególnego wstrząsu. Uświadomienie sobie, kto jest naprawdę Świętym Mikołajem przyszło z czasem. Jej ojciec był zawodowym wojskowym i za dodatkowe przywileje ściągał do domu żołnierzy, którzy przebierali się za Mikołaja. Nie wszystkie dzieci radośnie reagowały na te wizyty, bo Mikołaje nosili przerażające maski, na widok których trzy czwarte latorośli zalewało się rzewnymi łzami i wpadało w panikę. Paczki dla Wioli i jej siostry podrzucał też w głębokiej konspiracji wujek, który przez zamknięte drzwi informował zmienionym głosem, że jest Mikołajem, nie mógł wejść do domu, więc zostawia prezenty na wycieraczce i życzy wszystkiego dobrego. Wiola, kojarząc fakty i liczne cudowne zbiegi okoliczności, powoli oswajała się z myślą, że ma do czynienia z gigantycznym spiskiem dorosłych.

Zwykle ktoś pękał pierwszy

Mam już 10 lat i wmawiają mi, że nie istniejesz... ja w to nie wierzę. W tym roku moje zachowanie nie było wspaniałe, mam nadzieję, że się poprawię. Moje marzenie będzie bardzo nietypowe, chciałabym, abyś porwał moją siostrę. Jest ona bardzo niegrzeczna. Mam jej już dosyć. Proszę Cię, abyś zrobił z nią porządek. Kasia

W rodzinie Renaty tradycją było, że prezenty otwierało się rano w Boże Narodzenie. "Wstawało się o normalnej porze i niby się nie interesowało tym, że pod choinka coś się znajduje. Zwykle mój brat pękał i rzucał się pierwszy. Ponieważ czasami zdarzało się Mikołajowi nie podpisać prezentów, więc dochodziło do konsternacji, kiedy brat otwierał podarunek i w pudełku znajdowała się lalka, ale w porę zażegnywaliśmy konflikty".

"U mnie prezenty nie miały tak wielkiego znaczenia" - mówi Jarek, 28 lat, artysta. "Pochodzę z bardzo katolickiej rodziny i tłumaczono nam, że liczy się wymiar duchowy. Nie pamiętam nawet, czy byłem jakoś podekscytowany tym, że coś jest pod choinką. Prezenty brało się po kolacji i, co najważniejsze, po łamaniu opłatkiem".

Rodzina Agaty to zatwardziali ateiści. "Nie czekałam na nic poza pysznym jedzeniem i tym, co jest pod choinką. Zwykle po dzieleniu się opłatkiem babcia zarządzała, że trzeba rozdać prezenty i było to zadanie wnuczek. Mogło się tak zdarzyć, że babcia zapominała o tym i zaczynała serwować barszcz, więc zawsze zastanawiałam się, jak to zrobić, żeby zwrócić jej uwagę na to, że prezenty cały czas nie trafiły do naszych rąk. Na szczęście moja młodsza kuzynka była dużo bardziej bezczelna i potrafiła tubalnym głosem wrzasnąć: "A prezenty?!". To ratowało sytuację, bo psuł mi się już humor i chciałam płakać".

Karabin maszynowy i roraty

Święty Mikołaju, wiem, że byłem niegrzeczny , ale czy mógłbyś mi dać na gwiazdkę "Gwiezdne Wojny część III" o tytule "Zemsta Sithów"? Mateusz (pisownia oryginalna)

Obecni dorośli nie zawsze pamiętają, czy pisali listy do Mikołaja i Gwiazdki. Agata pisała. Zawsze prosiła o kota, zeszyt w linię, lalkę z długimi włosami i w stroju krakowskim, bo wtedy był to ubiór uważany za szczególnie wyrafinowany. Jarek myślał o karabinie maszynowym albo przynajmniej mieczu świetlnym (marzy do dziś, zwłaszcza o tym drugim). Renata chciała znaleźć pod choinką klocki lego (statki kosmiczne) i dostawała je na spółkę z bratem, dzięki wytrawnemu wywiadowi mamy, przeprowadzanemu w trakcie rodzinnych spacerów na długo przed grudniem. Alina, 27-letnia dyrektor ds. marketingu, wymuszała na Mikołaju, by przynosił prezenty w jakikolwiek sposób związane z końmi. Raz zażyczyła sobie popielniczkę, bo miała wizerunek tego zwierzęcia na denku. Podejście do prezentów trzydziestotrzyletniej bizneswoman Elwiry zrewolucjonizowały... roraty, w których brała udział jako sześciolatka. Usłyszała historię św. Mikołaja, o tym, jak rozdawał wszystko, co miał najuboższym. Następnego dnia Elwira poszła na podwórko i najbiedniejszym dzieciom oddała rajstopy i drogie buciki, które z zagranicy przysłali jej krewni. I już nigdy nic nie chciała.

Nóż w wodzie

"Krok po kroku, krok po kroczku, Najpiękniejsze w całym roczku, Idą święta, idą święta. Tu w kąciku drzewko płonie, A tam karp ci w wannie tonie, Może prądem skurczybyka, Co spod noża wciąż umyka. Karp ubity" - śpiewa co roku Polskie Radio "Trójka".

Wielu dorosłych usłyszawszy słowo "karp" wzdraga się z niechęcią. "Kiedyś weszłam do domu i zobaczyłam przerażającą scenę; mój ojciec obarczony zadaniem zabicia karpia, usiłował zrobić to bardzo delikatnie" - mówi Agata. "Oznaczało to, że karp się bardzo nacierpiał przed śmiercią, bo ojcu to zupełnie nie wychodziło, musiał uganiać się za rybą po całej kuchni i z rzadka go nacinał. Nie widziałam nigdy potem takiej ilości krwi i jednocześnie takiej rozpaczy w oczach i ojca, i karpia. Od tej pory kupujemy mrożoną rybę w sklepie".

"Karp był raz w domu" - opowiada Alina - "oczywiście w wannie. Kiedy go tam zobaczyłam, zaczęłam płakać, tak mi się go żal zrobiło. Że jest biedny, że się dusi, nie ma tlenu. Od tej pory nie ma karpia".

Renata karpia lubi, ale jej bracia nie są w stanie przełknąć ryby ani żadnych innych dań wigilijnych. W drodze twardych negocjacji zgodzili się zjeść symboliczny kawałek ryby pod warunkiem, że będzie podany z frytkami i colą. I tak jest do dzisiaj.

Brat Jarka wchodził do wanny i płacząc rozpaczliwie całował rybę skazaną na niechybną śmierć ku ogromnej rozterce rodziców.

Dzisiejsi dorośli, mimo przeżyć traumatycznych, podtrzymują wszystkie tradycje, jakich nauczono ich w dzieciństwie. Namawiają dzieci w swoich rodzinach, by pisały listy do św. Mikołaja, czasami nawet im w tym pomagają. Agata, która uczyła angielskiego, napisała w swoim życiu kilkanaście listów w imieniu dzieci, które do niej chodziły na lekcje, bo uważały, że Mikołaj nie zna języka polskiego.

Czekam na święta, jak co roku. Wiem też, że Mikołaj do mnie przyjdzie. Przemyciłem już informację, co chcę dostać. Ale karpia oczywiście nie będzie. Jarek

Listy do Świętego Mikołaja pochodzą ze strony www.listdomikolaja.pl

Tekst z serwisu www.linkpolska.com

embed

Przeczytaj także: Gwiazda kuchni zdradza swój sekret na najlepszy świąteczny obiad.