Ola Zawadzka, Iza Sierotko i Konrad Pawłaszek to trójka młodych Polaków, mieszkających w Belfaście. Przyjechali tutaj w różnym czasie, z różnych powodów. Wszyscy są instruktorami i pasjonatami tańca, i to właśnie taniec ich połączył. Cała trójka zgodnie twierdzi, że środowisko profesjonalnych tancerzy w Belfaście właściwie nie istnieje. Długo szukali miejsca, w którym mogliby rozwijać swoją pasję. W rezultacie wzięli sprawy w swoje ręce, a wszystko zaczęło się od imprezy Fashion Show organizowanej przez Stowarzyszenie Studentów Uniwersytetu Queen's. Ola, studentka uniwersytetu, razem z Izą zajęły się choreografią. Konrada poznały i zaprosiły do projektu 2 tygodnie wcześniej. Szybko okazało się, że nadają na tych samych falach. Fashion Show okazał sie sukcesem, a polscy tancerze postanowili iść za ciosem. Ola wykorzystując swoje kontakty na uniwersytecie wywalczyła dostęp do sali, w której obecnie odbywają się regularne treningi. Wspólnie postanowili też założyć Stowarzyszenie Tańca i zachęcić innych do udziału w zajęciach.
Rozmawiając z Olą, Izą i Konradem szybko zrozumiałem, że taniec to ich życie. Dla Konrada, który specjalizuje się w tańcu towarzyskim, okres po wyjeździe z Polski, gdy musiał przerwać regularne treningi nie był łatwy. "Dla mnie taniec to forma rozładowania stresu" - mówi dodając, że bez tańca bywał spięty i podenerwowany. Zgadza się z nim Iza. Według niej, taniec współczesny, którym się zajmuje, wspaniale uwalnia emocje, a cała jego filozofia i dyscyplina niezbędna do regularnych, trudnych treningów przekłada się na życie codzienne - "Taniec otwiera Cię na drugiego człowieka i uczy pokory". Całą trójkę charakteryzuje bezinteresowność. Na zadane im wcześniej pytanie, czym jest dla nich taniec, odpowiadają: "Dla mnie taniec to życie, w którym nie muszę nic udawać" - mówi Konrad. "Dla mnie taniec to życie, w którym przez chwilę mogę być kimś innym" - dodaje Ola.
Katarzyna Głowicka jest doktorantką na Uniwersytecie Queen's w Belfaście. Zajmuje się kompozycją komputerową. Muzyką interesowała się od dziecka, a jej pierwszym instrumentem było pianino, na którym grała przez 12 lat. Studiowała we Wrocławiu, potem w Hadze. Na doktorat w Belfaście skusiła się między innymi z powodu The Sonic Lab, jak mówi Katarzyna, jednej z najdoskonalszych sal na świecie przeznaczonych do muzyki komputerowej. Naszpikowana głośnikami zarówno nad, jak i pod podłogą, która jest tylko metalową siatką, daje wielkie możliwości w zakresie manipulacji dźwiękiem.
Muzyką komputerową Katarzyna zajęła się na studiach we Wrocławiu. "Zawsze miałam pewnego rodzaju intuicję do komputerów" - mówi Kasia. "Nie musiałam zbyt dużo wiedzieć na ten temat, ale wymyślałam sposoby, aby coś działało". Teraz ta polska kompozytorka koncertuje średnio 20 razy w roku, w różnych krajach całego świata i aktywnie rozwija swoją pasję, biorąc udział w najróżniejszych projektach muzycznych. "Bycie kompozytorem jest bardzo trudne. Trzeba bardzo wierzyć w siebie. Jest to coś, co wypływa z ciebie. Następnie widzisz to na scenie" - mówi Katarzyna, dodając, że często interpretacja muzyków mija się z zamierzeniami kompozytora. "Ja jednak pielęgnowałam przekonanie, że mój pierwszy, dziecięcy zapał do kompozycji to jest właśnie to".
Szacuje się, że w Irlandii Północnej znajduje się ok. 30 tysięcy Polaków. W większości są to młode, kreatywne osoby, zapewne z wielkim potencjałem twórczym. Być może, z kulturalnego punktu widzenia, Irlandia Północna nie jest najlepszym miejscem do rozwijania swojej pasji. Brakuje tutaj dobrych teatrów, ciekawych galerii. Jednak z drugiej strony może powinniśmy potraktować to jako swoją szansę. Bo skoro czegoś nie ma, to dlaczego tego nie stworzyć? Ostatecznie nasza pasja jest w nas, a nie w naszym otoczeniu i to od nas zależy jak nią pokierujemy. Jest jeszcze ważny aspekt ekonomiczny, który w Polsce niestety odbierał nam narzędzia rozwoju. A tutaj? Marcin Wilkowski, zwycięzca konkursu fotograficznego zorganizowanego przez magazyn Głosik, mógł kupić nowy aparat, dzięki któremu zgłębia tajniki swojej fotograficznej pasji i profesji. Zenon Miśtak, o którym pisaliśmy w kwietniowym numerze, nabył właśnie nowy motocykl, na którym wraz z innymi polskimi motocyklistami, poznanymi dzięki obecności na naszych łamach, podróżuje po Irlandii.
Pobyt w Irlandii Północnej to pewnego rodzaju próba charakteru, test motywacji. Bohaterowie mojej opowieści fantastycznie zdają ten egzamin. Wierzę, że gdzieś obok, bardzo blisko, jest więcej takich osób. Warto wyjść z cienia i zaznaczyć swoją obecność.
Tekst z serwisu www.linkpolska.com
Poznaj inne historie Polaków mieszkających w Irlandii