W polskim języku nie ma odpowiednika słowa geek . To pieszczotliwe określenie na maniaka komputerowego. Albo speca w dziedzinie, o której istnieniu zwykli śmiertelnicy nie mają nawet pojęcia. Wśród geeków , zafascynowanych technologią i niezmordowanie przeszukujących internet, rekrutują się genialni hakerzy. Hobby geeka może być nowoczesne uzbrojenie, fantastyka, gry fabularne. O każdym z nich będzie się starał posiąść całą możliwą wiedzę, nie licząc się z nikim i niczym. Na pytanie, kto to jest geek , Tomek wypala - Skrzyżowanie leonarda da vinci z psychopatą.
Tomek sam uważa się za geeka i między innymi to skłoniło go do przeprowadzki do Irlandii. Tutaj znalazł wymarzone zajęcie w całym teamie takich jak on.
- Myśmy mieli trudniej - mówi o polskich geekach , porównując ich z tymi poznanymi na Zachodzie - Pierwszy komputer dostałem, jak miałem sześć lat. To późno, w porównaniu do amerykańskiego geeka .
W firmie pracuje rzesza fanów fantastyki, która współpracuje z kreatorami gier komputerowych. Wielbiciele gatunku z różnych krajów tłumaczą gry na swoje ojczyste języki. Pomagają ich twórcom opowiadać historie, pisząc skrypty dla aktorów podkładających głosy pod wygenerowane cyfrowo postacie. Każdy kto wciągnął się chociaż raz w ciekawą grę wie, jak irytujące potrafią być drętwe dialogi. Praca Tomka to dopilnować, aby kwestie chwytały wymagających miłośników fantastyki.
Zaczynał oczywiście nieciekawie - użerając się z klientami na linii irlandzkiego call center. Za pieniądze, które przywiózł do kraju, otworzył w swoim mieście irlandzki pub. Po roku prowadzenia pubu zatęsknił jednak za Zieloną Wyspą i wrócił. Drugie podejście było o wiele bardziej udane od pierwszego - wkrótce po przyjeździe dostał szansę na wymarzoną pracę.
- Miałem czarne bojówki i jakiegoś T-shirta, takiego luźnego, no i tak poszedłem. Zapytali co sprawia, że mam doświadczenie. Napisałem dwie książki RPG, mogę pokazać. Aha, jesteś przyjęty.
Został testerem gier komputerowych.
Managerowie firmy są geekami . Z e-mailowej korespondencji firmowej można się dowiedzieć, że senior tester kupiła właśnie Playstation 3 i otrzymuje oficjalne gratulacje. - To bardzo ciepłe i sympatyczne - kwituje Tomek.
Inni pracodawcy motywują zatrudnionych bonami świątecznymi albo karnetami na fitness. Zachętą w jego firmie jest na przykład to, że po pracy można podłączyć sobie każdą najnowszą grę do projektora w sali konferencyjnej.
Sama praca polega na wczytywaniu się w komunikaty wyświetlające się podczas grania. - Początek jest zawsze taki, że co sekundę się zatrzymujesz i wysyłasz raport.
Raport to każde nieudolnie przetłumaczone wyrażenie, które Tomek zauważy. A jako że wypatrzył sobie oczy na tekstach gier komputerowych, jest na nie dość wyczulony. Donosi tłumaczom ulokowanym gdzieś w Seattle, jak jest, jak powinno być i dlaczego właśnie tak. Gry są amerykańskie albo kanadyjskie, a pracują nad nimi Włosi, Francuzi, Niemcy, Hiszpanie i inni, wszyscy zebrani w jednym biurze. Kiedy jest więcej do zrobienia, zatrudniony jest team każdej narodowości. Zima jest sezonem ogórkowym i Tomek jest chwilowo jedynym Polakiem.
Jak oddzielić granie zawodowe od grania dla przyjemności?
- Cienką czerwoną linią. Mam flamaster.
Najbardziej niezwykłe jest to, że po dniu spędzonym w biurze na przechodzeniu jednego kawałka gry trzydzieści razy, wraca do mieszkania wieczorem i od wejścia rzuca się do swojego komputera. Gada z kumplami z Polski przez Skype, ogląda filmy, ale też gra w to, co najbardziej lubi. Czasami pokonuje przestrzeń dzielącą go od znajomych, wchodząc razem z nimi w sieciowy tryb gry. Współlokatorzy byliby zdziwieni, nie zastając go wieczorem na posterunku: przed swoim ogromnym ekranem, przy biurku obwarowanym stosami płyt CD. Jednostka centralna mruczy koło niego jak czarny kocur. A on, odcięty od realu imponującymi słuchawkami, komunikuje się ze swoją rzeczywistością przy pomocy mikrofonu.
Nie da się ukryć, że geek kocha swój komputer i wszystkie dodatki do niego. Dla tej miłości porzucił swoją ojczyznę. Mieszka w Dublinie dopiero dziesięć miesięcy, a w mieszkaniu już poupychane są cztery jego komputery. Ich liczba powiększa się, w miarę jak wymienia sprzęt na coraz nowszy. Ale za nic nie da wyrzucić starego monitora wciśniętego pod blat, ani obudowy o którą można potknąć się w living roomie.
- Znajomi mówią mi, że mimo dużych zarobków w Irlandii, jak wziąć poprawkę na ceny tutaj to życie w Polsce kosztuje w porównaniu podobnie. Ale ceny gadżetów są tu i tam takie same. Tyle, ile zapłacę za nie tutaj, musiałbym zapłacić też u nas, a zarabiam więcej - tłumaczy Tomek. A dla prawdziwego geeka ceny elektroniki są jak ceny pieczywa. Na pytanie, co ma na dziś w planach, rzucił tylko znad klawiatury - Nic specjalnego, skoczę na miasto, kupię coś do jedzenia i laptopa.