Spojrzeć w oczy czasowi

To, co widzimy na ulicach miasta, to pozostałość przeszłości wymieszana w bardziej lub mniej udany sposób z teraźniejszością. Na ulicach, placach, w parkach granica między tym, co było a tym co jest, jest bardzo niewyraźna. Inaczej w muzeach.

W szklanych gablotach, z drewnianych ram patrzą na nas niemi świadkowie historii, drwiący z tego co znajduje się wokół nich. Te drobne czasami przedmioty kpią z upływu czasu, są piękne pomimo jego przemijania. Wchodząc do muzeum, wchodzimy w inny świat, stajemy się częścią przeszłości i swoistej magii. W Dublinie muzeów i galerii nie brakuje, jednak każdy mieszkaniec tego miasta - nie ważne z jakiego miejsca na świecie go przygnało - powinien obowiązkowo odwiedzić choć cztery z nich.

Oddział archeologii i historii Muzeum Narodowego przy Kildare St. zachował chyba najwięcej magii ze swoimi marmurowymi schodami, mozaikami na posadzce, piękną kopułą. Budowla jest szkatułą, kryjącą skarby. Muzeum otwarte zostało dla odwiedzających w 1890 roku. Spoczęła tu jedna z najpiękniejszych kolekcji prehistorycznych wyrobów ze złota w całej Europie. Niektóre z tych przedmiotów wyglądają tak delikatnie są niezwykle kruche nieomal nierzeczywiste. Są namacalnym dowodem na kobiecą i męską próżność. Złote kolczyki być może zdobiły kiedyś uszy jakieś prehistorycznej elegantki, masywny torques okalał męską szyję, a pięknie zdobiona brosza spinała fałdy płaszcza czy sukni.

Nie tylko zresztą złote przedmioty kuszą wzrok. Kolekcja średniowiecznych przedmiotów sakralnych przyprawia o zawrót głowy. Zdobione szlachetnymi kamieniami relikwiarze, pastorały, kielichy, przedmioty wykonane z precyzją oddające szczere umiłowanie piękną tworzących je osób. Tak bowiem tylko można wytłumaczyć powstanie chociażby małej złotej łódeczki z jeszcze mniejszymi złotymi wiosłami.

Muzeum warto odwiedzić nie tylko dla broszy z Tary czy kielicha z Ardagh. Kolekcja ukazuje dzieje Dublina i Irlandii przez pryzmat najazdów Wikingów, zwracając uwagę na ich wpływ kulturowy i historyczny, a nie tylko na chęć podboju i zniszczenia.

Kolekcja egipska nie jest może najsilniejszym elementem muzeum, ale za to wpisuje się w powszechną niegdyś fascynację wszystkim co egipskie - co niestety doprowadziło do paradoksalnej sytuacji, w której najważniejsze zabytki egipskiej sztuki oglądać można w muzeach całego świata z wyjątkiem Egiptu.

Zaledwie dwa kroki od muzeum archeologii i historii znajduje się Muzeum Historii Naturalnej (Museum of Natural History). Ciekawa jest nie tylko znajdująca się tu kolekcja, ale i ile powód jej powstania, wynikający z wiktoriańskiego zamiłowania do kolekcjonowania przeróżnych dziwactw. Kto nie chce się zagłębiać w naukowe traktaty a ma ochotę dowiedzieć się czegoś na ten temat powinien sięgnąć po fenomenalną książkę Billa Brysona "Krótka historia prawie wszystkiego". Wiele kart tej książki zaludniają arystokraci samouki, którzy z łopatkami i pędzlami w dłoniach pieczołowicie poszukiwali skamielin, zamieniając swe rodowe siedziby w muzea i laboratoria.

Muzeum Historii Naturalnej nazywane jest "martwym ZOO" i choć nazwa jest niezbyt zachęcająca, doskonale oddaje charakter wypchanych, spreparowanych, skamieniałych i skostniałych eksponatów. Idealne miejsce nie tylko dla żądnych wiedzy dzieci, ale i dla tych, którzy chcą sobie zafundować szybką powtórkę z wiedzy nabytej na lekcjach przyrody i biologii.

Wizyta w muzeum historii naturalnej daje także świeże spojrzenie na Irlandię, na to jak uboga dzisiaj jest jej fauna i flora w porównaniu do czasów kiedy większość jej terytorium porastały lasy .

"Księgę z Kells" powinien zobaczyć absolutnie każdy. Dlaczego? Odpowiedź jest oczywista, warto spojrzeć prosto w oczy-karty historii, która sobie z nas kpi. Księga powstawała wiele lat, niejeden mnich stracił zapewne wzrok pracując pieczołowicie nad jej splatanymi zdobieniami, wpisując w dawno znane celtyckie plecionki symbolikę nowej wiary. Łącząc przeszłość z jego własną teraźniejszością. To cud, że księga przetrwała do naszych czasów. Przez trzy miesiące XI wieku leżała zagrzebana w ziemi, kiedy ją wydobyto nie było już śladu po jej złotej oprawie. Później trafiła do arcybiskupa Ussher, przez jakiś czas była wystawiona w Zamku Dublińskim dopiero w 1661 r. Karol I przekazał ją Trinity College. Teraz cieszy oczy tysięcy turystów, którzy w długich kolejkach cierpliwie czekają by podziwiać jej piękno. Dlaczego "Book of Kells" z nas kpi? Bo ona jest i będzie, jest niewzruszonym świadkiem historii, a my? Teraz jesteśmy, jutro nas nie będzie, my jesteśmy tej historii tylko małym trybikiem.

Jednym z najdłużej oczekiwanych muzeów w Dublinie jest Muzeum Wojska, którego przedsmak daje nam wystawa "Soldiers and chiefs: The Irish at War at Home and Abroud, 1500-2001" w National Museum of Decorative Arts and History. Kolekcja ta odważnie porusza kwestie udziału Irlandczyków w konfliktach zbrojnych na całym świecie, bardzo często wedle zasady: "byle z kim, byle tylko przeciwko Anglii". Pokazuje także niemały zresztą udział Irlandczyków w walkach o niepodległość Stanów Zjednoczonych, a także w I i II wojnie światowej. Niezwykle ciekawa jest część wystawy poświęcona wojnie o niepodległość, wojnie domowej a także współczesnemu udziałowi irlandzkich sił obronnych w misjach pokojowych. Wszystko to wzbogacone o interaktywne panele, projekcje filmowe, ciekawe, autentyczne eksponaty: listy, pamiątki, mundury, uzbrojenie. Co rzuca się nieco w oczy to fakt, iż kolekcja została przygotowana w sposób bardzo taktowny politycznie, ukazując słusznie zresztą w sposób równorzędny udział w konfliktach zbrojnych mieszkańców Północy i Południa wyspy.

Symboliczne jest zakończenie wystawy, gdzie na świetlnym panelu pojawiają się nazwiska wszystkich tych, którzy zginęli w czasie tygodnia walk Powstania Wielkanocnego z 1916 roku.

Każdy ten nawet najmniejszy przedmiot ze szklanej gabloty jest częścią historii, ważnej dla każdego narodu, stanowi jej integralną całość. Częścią tej historii jest pojedyncza litera z Book of Kells, szlachetny kamień wprawiony w Kielich z Ardagh, kości prehistorycznego irlandzkiego jelenia, maleńkie złote wiosło, nawet zaschnięte błoto z Beal na Blath na płaszczu Michaela Collinsa.

National Museum of Ireland - Archeology and History, Kildare Street, Dublin 2 (dojazd: autobus: 7, 7A, 10, 11, 13)

National Museum of Ireland - Decorative Arts and History, Collins Barracks, Benburb Str, Dublin 7 (dojazd: luas - przystanek Museum; autobus: 90, 25, 25A, 66, 67)

Museum of Natural History, Merrion Square, Dublin 2 (dojazd, autobus: 7, 7A)

Book of Kells - Trinity College, College Green, Dublin 2

źródło: Polski Express