Czy będzie ze mnie kolonista?

Czy chcesz, żeby w te wakacje Twoje dziecko po raz pierwszy samo pojechało na kolonie? Na pewno lepiej, żeby spędzało wakacje poza miastem, poznając ciekawe miejsca i zaprzyjaźniając się z nowymi dziećmi. Sęk w tym, że potem gryziemy się - czy sobie poradzą same? Czy nie są jeszcze za małe?

Czy będzie ze mnie kolonista?

Czy chcesz, żeby w te wakacje Twoje dziecko po raz pierwszy samo pojechało na kolonie? Na pewno lepiej, żeby spędzało wakacje poza miastem, poznając ciekawe miejsca i zaprzyjaźniając się z nowymi dziećmi. Sęk w tym, że potem gryziemy się - czy sobie poradzą same? Czy nie są jeszcze za małe?

Od jakiego wieku dziecko może samo jeździć na kolonie? W grupach są często siedmio- i ośmiolatki, ale psychologowie twierdzą, że najlepiej wysłać na kolonie dziecko, które skończyło 10 lat. Kończy wtedy trzecią klasę, czyli okres nauczania początkowego. Samodzielny wyjazd podkreśla, że właśnie wkracza w następny etap edukacji. Dziecko powinno czuć się dumne z tego, że ufamy mu na tyle, że wyjeżdża sam, i rodzice wiedzą, że sobie poradzi.

Wyjazd w zupełnie innym środowisku, z nieznaną panią i dziećmi, do obcego otoczenia to duży stres. Jeśli chcemy go złagodzić, to może uda tak się zorganizować wyjazd, żeby były na nim na przykład dzieci znane ze szkoły czy z podwórka. Bywają też kolonie czy obozy organizowane przez szkoły, na które jako wychowawcy jadą znani dzieciom nauczyciele. Nastolatki zazwyczaj nie przepadają za takimi wyjazdami, ale dla małego dziecka obecność kogoś znajomego ( i oczywiście życzliwego!) może okazać się zbawienna, i pomoże lepiej znieść rozstanie z rodzicami.

Dziecko dziesięcioletnie rozumie upływ czasu i pojęcie tygodnia czy dwóch nie jest dla niego abstrakcyjne. Nie trzeba mu tłumaczyć, że mama przyjedzie i nie zostawia go na zawsze - a czasem tak wydaje się młodszym dzieciom. Ale co zrobić, kiedy chcemy wysłać na kolonie siedmio- czy ośmiolatka? Wtedy starannie wybierzmy kolonie dla malucha. Są czasami specjalne, właśnie takie dla sześcio- i siedmiolatków. Dzieci powinny mieć dużo opiekunów, którzy zastąpią opiekę domową. Jeden wychowawca powinien mieć pod opieką 10-12, maksymalnie 15 osób - inaczej nie będzie w stanie zauważyć potrzeb każdego dziecka.

Ważne są też warunki - najlepiej kiedy maluchy mieszkają w małych, kilkuosobowych pokojach, a nie w dużych salach. Cała kolonia czy obóz nie powinny być zbyt duże.

Czy dam sobie sam radę?

A po czym poznać, że nasza pociecha nadaje się do samodzielnego wyjazdu? Najważniejsze, żeby była "samoobsługowa", czyli umiała się samodzielnie ubrać, rozebrać i umyć oraz np. wyprać majtki czy skarpetki. Ważne jest też, czy dziecko łatwo adaptuje się wśród innych dzieci i czy ma dużo kolegów - to znaczy, że łatwo nawiązuje kontakty.

A jeśli zdarza mu się moczyć w nocy? Wbrew temu co nam się wydaje, nie jest to wcale takie rzadkie, ale musimy powiedzieć o tym nauczycielce.

Pomyślmy też o komforcie naszego dziecka - dajmy mu takie ubrania, które lubi, które nie gniotą się, nie za bardzo brudzą i w których dobrze się będzie czuł. Nie obarczajmy go martwieniem się o rzeczy, które może zgubić albo które mogą mu ukraść, nie dawajmy rzeczy drogich ani zbyt dużo pieniędzy.

Problemem ostatnich czasów stały się telefony komórkowe, tak powszechne, że rodzice wyposażają w nie nawet ośmiolatki. Czy to dobrze?

Z pewnością dobrze jest, kiedy dziecko ma kontakt z rodzicami, którzy dzwonią do niego w określonych dniach o określonych porach. Najlepiej ustalić to wcześniej i powiedzieć o tym nauczycielce. Dziecko źle by się czuło, kiedy do innych dzwoniliby rodzice, a do niego nie. Im mniejsze, tym częściej powinniśmy dzwonić, żeby wiedziało, że na pewno nie zapomnieliśmy.

Nie możemy tez przesadzać - ciągłe telefony z pytaniami "co robisz? co jadłeś? czy jesteś grzeczny?" pokazują dziecku, że nie ufamy mu i rozpraszamy jego wiarę w samodzielność. To po prostu nadmierna kontrola, której nikt z nas nie lubi!

W każdym ośrodku jest telefon stacjonarny i nie warto chyba obciążać malucha komórką, która może paść łupem złodziei, a poza tym łatwo ją zgubić. "W razie czego" i tak nie będziemy w stanie natychmiast przybyć z pomocą! A dziecko będzie cały czas myślało, czy zadzwonimy, albo, co gorsza, w momentach tęsknoty za domem bombardowało nas pełnymi łez telefonami. Lepiej więc chyba zrezygnować z dawania komórki i dzwonić na numer ośrodka lub wychowawcy. Zresztą coraz częściej w regulaminie obozów i kolonii spotyka się zakaz zabierania przez dzieci komórek!

Za pomoc w przygotowaniu materiału dziękujemy Elżbiecie Sołtys, która jest psychologiem, dyrektorem poradni psychologiczno-pedagogicznej w Ostrowcu Świętokrzyskim.