Dubrownik

Kiedy dziesięć lat temu wojska jugosłowiańskie zaczęły bombardowanie Dubrownika, Europa zamarła - wizja jednego z najpiękniejszych miast kontynentu zamienionego w gruzy była straszna. Jak Feniks z popiołów Dubrownik się odrodził - dzisiaj znowu są tu tłumy turystów, którzy zakochują się w nim od pierwszego wejrzenia

Dubrownik

Kiedy dziesięć lat temu wojska jugosłowiańskie zaczęły bombardowanie Dubrownika, Europa zamarła - wizja jednego z najpiękniejszych miast kontynentu zamienionego w gruzy była straszna. Jak Feniks z popiołów Dubrownik się odrodził - dzisiaj znowu są tu tłumy turystów, którzy zakochują się w nim od pierwszego wejrzenia

Atutem Dubrownika jest jego położenie - między wzgórzami i lazurowym morzem.

To już kraniec Chorwacji - niedaleko jest granica z Czarnogórą oraz Bośnią i Hercegowiną.

Stare Miasto

Świetny punkt widokowy na miasto stanowi góra Srdź (Sergiusz) , na którą dawniej można było wjechać wyciągiem krzesełkowym, ale po wydarzeniach roku 1991 pozostały tylko powalone słupy. Widoczna w dole starówka to właściwie ograniczony murami cypel wypełniony kamiennymi domami z czerwonymi dachami. Trudno się dziwić, że tak urokliwe miejsce znalazło się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Główną, najszerszą, a zarazem najbardziej reprezentacyjną ulicą dubrownickiego Starego Miasta jest 292-m długości Stradun, znany też jako Placa. Początek i koniec tego deptaka (poza uprawnionymi pojazdami ruch samochodów jest tu zabroniony) wyznaczają dwie bramy - tzw. Vrata, przy których stoją dwie fontanny zbudowane w 1438 roku. Wielka Fontanna Onofria (nazwa od jej twórcy - Onofria della Cava) pełniła niegdyś funkcję baptysterium. Jeśli mamy jakieś życzenia - mamy szansę, by je spełnić. Warunek - musimy się napić wody z każdego ze wszystkich 16 zdobionych maszkaronami otworów. Woda jest jak najbardziej pitna - doprowadza się ją ze źródła odległego o ok. 10 km.

Jeśli jednak chcemy poznać Dubrownik od podszewki, powinniśmy odbić od Stradunu w którąś z wąskich, bocznych uliczek. Wiele z nich pnie się schodami stromo do góry, tak więc tego typu spacer niekiedy trzeba okupić niezłą zadyszką. Być może po drodze spotkamy ubraną w czerń staruszkę, a już na pewno tu i ówdzie przyglądać się nam będą leniwe koty. Suszące się nad głowami pranie, rozwieszone w poprzek uliczek, w tym przypadku nie razi, wręcz - dodaje uroku.

Jeszcze inaczej wygląda miasto z murów miejskich, wzdłuż których zrobiono prawie 2-km długości trakt spacerowy. Ich wysokość dochodzi do 25 m, zaś szerokość sięga 6 m. Składający się z ponad 20 wież i bastionów kompleks fortyfikacji budowano od XIII do XVIII wieku, a teraz jest to ponoć najlepiej zachowany tego typu zabytek w całej Europie. Najpotężniejszą basztą jest Minceta, z której mamy też dobry widok na wybudowaną na 46-m klifie, już poza murami, twierdzę Lovrijenac. Wpisano tam po łacinie dewizę dubrowniczan: "Wolność nie może być zabrana nawet za cenę wszystkich skarbów tego świata".

Legenda o św. Błażeju

Nie zdziwmy się, jeśli natrafimy w Dubrowniku na symbole SB. Nam może się to źle kojarzyć, miejscowym - wręcz przeciwnie - to symbol patrona miasta, czyli św. Błażeja.

Jak ten męczennik, żyjący w III wieku w Kapadocji (czyli teren dzisiejszej Turcji), zdobył sobie takie poważanie wśród dubrowniczan, opowiada legenda. Otóż któregoś zimowego dnia roku 971 w pobliżu miasta zakotwiczyły statki rywalizującej z Dubrownikiem Republiki Weneckiej. Tłumacząc się koniecznością uzupełnienia zapasów wody i żywności, Wenecjanie zostali wpuszczeni do miasta, przy okazji spisując liczbę straży na miejskich murach i inne strategiczne szczegóły. Nie wiadomo, jak by się potoczyły losy miasta, gdyby nie miejscowy ksiądz imieniem Stojko, który idąc nocą przez miasto, zauważył półotwarte drzwi jednego z kościołów. Wnętrze wypełniały oddziały niebiańskich żołnierzy dowodzonych przez ubranego w biskupie szaty starca, który przedstawiając się jako Błażej (po chorwacku - Vlah), poprosił o przekazanie władzom miasta informacji, iż Wenecjanie szykują się do podstępnego ataku. Ostrzeżenia nie zlekceważono. Kiedy następnego dnia zamknięto bramy, a na murach zaczęto czynić przygotowania do obrony - Wenecjanie zorientowali się, że zostali zdemaskowani i wycofali się. Było to 3 lutego (971 roku) - już rok później zaczęto celebrować ten dzień jako wielkie święto i tradycję tę utrzymuje się do dzisiaj. Wizerunki patrona były i są dosłownie wszędzie - na monetach, pieczęciach, sztandarach, nie mówiąc już o licznych figurkach. Kto chce zobaczyć sprowadzone w 1026 roku relikwie męczennika - fragmenty jego ręki i nogi - musi się udać do katedralnego skarbca.

Historia miasta

Uważa się, że Dubrownik założyli w VII wieku uciekinierzy z niedalekiego, zniszczonego trzęsieniem ziemi Cavtatu. Tak naprawdę początkowo były to jednak dwie osady - Słowianie nazwali swoją Dubrava, zaś ludność romańska utworzyła Ragusę. Powstałe po połączeniu miasto po pewnym czasie stało się samodzielną republiką, która przetrwała przez ok. 1000 lat (od 1204 roku do początku XIX wieku). Była to prawdziwa morska potęga skutecznie rywalizująca z Wenecją - XVI wieczne kroniki mówią o 4 tys. dubrownickich marynarzach oraz ok. 200 statkach pływających po wszystkich morzach. Opowiadano też, że "żołnierzy było mało, a dyplomatów - dużo". Notabene to właśnie dzięki dyplomatycznej zręczności Rzeczpospolita Dubrownicka tak długo utrzymała swoją niezależność. Istniała tu nawet szkoła dyplomatów, których potem wysyłano na placówki do konsulatów w ponad 80 miastach i portach.

Najlepsze czasy to wieki XV i XVI. W 1667 roku nastąpiła katastrofa - miasto zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi. Na szczęście odbudowało się. Ostatni kataklizm to wspomniane już wydarzenia sprzed dziesięciu lat. Poległych upamiętnia krzyż postawiony na górującym nad miastem wzgórzu Srdz. W wielomiesięcznym oblężeniu zginęło ponad 3 tys. cywilów, a 20 tys. osób straciło dach nad głową. Nawet teraz gdzieniegdzie widać ślady kul, ale turysta nie odczuwa przesytu martyrologii, dziwi się raczej, jak szybko wszystko wróciło tu do normy.

Ludomir Michał Rogowski

Wiele znanych osób bywało w Dubrowniku, szczerze zresztą chwaląc jego urok. M.in. Bernard Shaw czy Agata Christie (przyjechała tu w swojej drugiej podróży poślubnej). Z naszych rodaków największym miłośnikiem tego miasta stał się niewątpliwie kompozytor i pisarz Ludomir Michał Rogowski (1881-1954), który pisał o Dubrowniku: "Cud. Bajka słoneczna. Przestrzeń morza. Niewiarygodne, cudne stare mury...". Swoją drogą mam wrażenie, że Rogowski - wybitny kompozytor i literat bardziej znany jest w Chorwacji niż w Polsce. Zaledwie 2 km na wschód od starego miasta, nad morzem, w otoczeniu laurowych drzew, stoi klasztor, w którym przez 27 lat, aż do śmierci, zamieszkiwał, o czym zresztą informuje wmurowana w ścianie tablica. Trzeba zresztą przyznać, że wielu dubrowniczan doskonale Rogowskiego kojarzy, a podczas Letniego Festiwalu zawsze odgrywane są też i jego utwory. Festiwal Letni to sztandarowa impreza kulturalna Dubrownika. Organizowany jest co roku już od 52 lat, od 10 lipca do 25 sierpnia. Dziedzińce pałaców, klasztorne krużganki, miejskie mury - każde nastrojowe miejsce staje się wówczas sceną różnego rodzaju koncertów, spektakli i wieczorów poetyckich.

Zwiedzanie miasta

Wchodzę do miasta prowadzącą od wschodu bramą "od Ploca" . Najpierw jednak przechodzę jeden most - dawniej zwodzony, mijam potężną twierdzę, po czym trafiam na przerzucony nad fosą drugi most - trudno się dziwić, że Dubrownik był miastem tak trudnym do zdobycia.

Każdy tutejszy budynek to zabytek, kawałek historii. Najpiękniejszym pałacem jest niewątpliwie XVI-wieczny Pałac Sponza , w którym niegdyś mieścił się urząd celny, potem mennica, bank i arsenał, teraz natomiast jest to archiwum ze zbiorem 2,7 mln (!) zapisanych stron, stanowiących świadectwo tego, co się działo w Republice Dubrownickiej od XIII wieku aż do jej upadku. Niemal po sąsiedzku jest inny pałac - Rektorów , siedziba władz i administracji Rzeczypospolitej Dubrownickiej, obecnie muzeum miejskie. Jego XV-wieczne mury sporo przeżyły - swego czasu przechowywano w nim bowiem proch, co było przyczyną kilku poważnych eksplozji.

Główny plac, przy którym stoją oba wymienione pałace, zdobi kolumna z kamienną figurą dzierżącego miecz rycerza Orlanda (Rolanda) . Długość łokcia jego prawej ręki wyznaczała miarę długości zwaną łokciem dubrownickim (51,2 cm). To pod kolumną niegdyś obwieszczano obywatelom wszelkie informacje i dekrety, tu też wykonywano publiczne wyroki.

Innym placem, który powinni zobaczyć zwłaszcza Polacy, jest tzw. Polana Gundulicia z pomnikiem Ivana Gundulicia nazywanego dubrownickim piewcą wolności. Na piedestale umieszczono cztery płaskorzeźby przedstawiające sceny z jego sztandarowego, napisanego w XVI wieku poematu "Osman". Poeta opisał w nim zwycięstwo wojsk Chodkiewicza pod Chocimiem, wyrażając przy tym nadzieję na rozgromienie Turcji przez Polskę.

W ciągu dnia plac zamienia się w targowisko, na którym można kupić wspaniałe suszone figi, migdały, oliwki i różnorakie świeże owoce.

Dubrownik - miasto kościołów

Dubrownik to miasto kościołów. Najważniejsza jest oczywiście katedra , choć to, co widzimy teraz, to już trzecia, XVII-wieczna budowla na tym samym miejscu. Szkoda, że nie zachowała się jej romańska "poprzedniczka" wybudowana dzięki pieniądzom przekazanym przez króla Ryszarda Lwie Serce. Wracając w 1192 roku z krucjaty, angielski władca cudem uratował się ze statku rozbitego w czasie sztormu, który rozszalał się w tych okolicach. Sfinansowanie świątyni stanowiło wota dziękczynne.

Warto zajrzeć do katedralnego skarbca . Są w nim m.in. złote i srebrne krucyfiksy, naczynia mszalne, obrazy mistrzów chorwackich, flamandzkich i włoskich, wreszcie relikwie - wspomniana noga i ręka św. Błażeja oraz fragmenty całunu, w który ponoć zawinięty był ukrzyżowany Chrystus.

Patronowi miasta poświęcony jest kościół przy Stradunie . Na schodach siedzą zmęczeni upałem turyści, w środku jakaś grupa wysłuchuje objaśnień przewodniczki pokazującej w ołtarzu wykonaną z pozłacanego srebra figurę św. Błażeja dzierżącego w ręce makietę miasta.

Z kolei potężny kościół obok bramy "od Ploca" należy do Dominikanów. Jego dumą jest obraz Tycjana, jednak oryginał jest w tej chwili w restauracji - została kopia.

Do najciekawszych zaliczany jest też kościół Franciszkanów. Piękny portal czy romański wirydaż z ogrodem i fontanną na pewno warte są uwagi, jednak najbardziej oryginalna jest apteka. Otwarto ją w roku 1317 i ciągle jest czynna, przez co zaliczana jest do najstarszych w Europie. Można zobaczyć nie tylko stare aptekarskie naczynia czy sprzęt laboratoryjny, ale także poczytać stare receptury. W jednym z manuskryptów jest mowa o pijawkach - zakonnicy zużywali ogromne ich ilości, oczywiście jako popularne w dawnych czasach lekarstwo. A na marginesie trzeba przyznać, że o co jak o co, ale o zdrowie w Dubrowniku dbano. Już w roku 1301 wprowadzono opiekę zdrowotną, w 1347 otwarto pierwszy szpital, zaś w 1377 roku uruchomiono pierwszą w świecie kwarantannę - co w przypadku licznych statków wracających z dalekich lądów było jak najbardziej uzasadnione.

Ale nie tylko katolickie świątynie znajdziemy w Dubrowniku. Jest tu też jedna z najstarszych w Europie synagog (z XIV wieku), a także cerkiew, przy której założono muzeum z kolekcją 77 ikon.

250 dni słońca

Pamiętając, że Dubrownik to dawna potęga morska, nie możemy na naszej trasie ominąć portu. Mowa o Starym Porcie , bo to tutaj cumowały niegdyś żaglowce przywożące przyprawy i różne egzotyczne dobra, a zabierające stąd m.in. sól czy srebro. Dzisiaj duże statki i jachty stoją w innej części miasta, a Stary Port traktowany jest raczej jako urokliwy zakątek miasta.

W strzegącej go twierdzy św. Iwana mieści się obecnie Muzeum Morskie oraz Akwarium. Stary Port to także miejsce, z którego turyści przeprawiają się na niedaleką wysepkę Lokrun, nazywaną też Wyspą Miłości. To dobry pomysł na kilkugodzinny wypad z miasta - wyspa jest pełna zieleni i na tyle mała, że bez problemów możemy ją obejść (zresztą samochodów tam nie ma). Jest tam klasztor benedyktyński, pozostałości zamku, ogród botaniczny i jeziorko zwane Morzem Martwym. Można też się wykąpać w morzu, chyba że wolimy miejską plażę niedaleko Starego Portu. Urokliwe plaże mają także hotele, zwłaszcza Villa Szeherezada i Excelsior.

W morzu można kąpać się w tych okolicach od kwietnia do października. Dubrownik szczyci się tym, że zaliczany jest do najbardziej słonecznych miast Europy. Słońce jest tu przeciętnie 250 dni w roku, średnia temperatura zimą wynosi 17 stopni, zaś latem 26.

Dubrownik jest piękny o każdej porze roku. I nie może się znudzić, bo za każdym razem jest inny. Kiedy już myślimy, że po całym dniu kluczenia po labiryncie wąskich uliczek znamy go na wskroś, wieczorem odkryjemy jego nowe oblicze. Jak w wielu południowych miastach, gdzie upał daje się we znaki zarówno turystom jak i miejscowym, porą największej aktywności jest wieczór. Stradun wypełnia wówczas tłum spacerowiczów podziwiających pięknie podświetlone budowle, a w kordobach, czyli knajpkach, których największe nagromadzenie jest wzdłuż równoległej do Stradunu ulicy Prijeko - nierzadko trudno o miejsce. Gwar rozmów przeplata się z muzyką, komu nie odpowiadają chorwacka muzyka ludowa, może wybrać pub z zachodnimi hitami lub siedząc na ulicznych schodach, posłuchać rzewnych ballad śpiewanych i granych na gitarze przez młodego hipisa. Na nastrój niewątpliwie wpływa wszechobecne tanie, a zarazem dobre wino. No i chorwacka gościnność oraz bezpośredniość, zwłaszcza w stosunku do Polaków.

Więcej o: