Etiopia - kraj królowej Saby

Cześć Lucy! mówią turyści w Muzeum Narodowym w Addis Abebie do najsłynniejszej w Afryce kobiety. Lucy jednak milczy, bo leży w gablocie i ma 3,5 miliona lat.

Etiopia - kraj królowej Saby

Cześć Lucy! mówią turyści w Muzeum Narodowym w Addis Abebie do najsłynniejszej w Afryce kobiety. Lucy jednak milczy, bo leży w gablocie i ma 3,5 miliona lat.

Addis Abebe - zachcinka cesarzowej Taitu

Nowy Kwiat - tak tłumaczy się nazwę miasta, które było zachcianką żony cesarza Menelika II. Sprzykrzyło się cesarzowej Taitu bezustannie schodzić w dolinę, by rozkoszować się gorącymi źródłami Finfi, a i władca też potrzebował solidnej siedziby. Było to zaledwie sto lat temu.

Gdy założono Addis Abebę, pewien spryciarz sprowadził do bezleśnej doliny sadzonki eukaliptusów aż z Australii. Przyjęły się znakomicie i teraz wszystkie okoliczne wzgórza porasta las. Rześki klimat miasto zawdzięcza położeniu na wysokości 2400 m n.p.m. i jak na afrykańskie warunki czyni pobyt tutaj naprawdę przyjemnym.

Muzeum Narodowe

Podobnie jak w wielu innych stolicach tzw. Trzeciego Świata atrakcje są bardzo przeciętne. Najciekawszym obiektem do zwiedzania w Addis Abebie jest Muzeum Narodowe. Poza szkieletem słynnej Lucy obejrzymy interesujące skamieniałości dawno wymarłych zwierząt, a na pierwszym piętrze tron ostatniego cesarza, jego szaty koronacyjne i korony. Bardzo interesujące są figury ze starożytnego królestwa Aksum, pochodzące jeszcze z czasów przedchrześcijańskich.

Katedra św.Trójcy

Ale innych ciekawych miejsc jest jak na lekarstwo.W katedrze św.Trójcy możemy obejrzeć skromne kamienne grobowce ostatniego cesarza i jego małżonki. Znajdują się tutaj od niedawna. Doczesne szczątki 225. imperatora Hajle Selassje I - Zwycięskiego Lwa z Plemienia Judy, Obrońcy Wiary Chrześcijańskiej etc., zakopane były bowiem pod jego biurem.

Po obaleniu cesarza w 1974 r. Etiopia przez 17 lat przeżywała eksperyment socjalistyczny. Na porządku dziennym było brutalne łamanie praw człowieka, trwała wojna z Erytreą i w Ogadenie, kraj nękały susze, w czasie których tysiące ludzi umarło z głodu, ale na broń wydawano milion dolarów dziennie. Na dodatek doszła wojna domowa z opozycją. Wszystko to skończyło się w 1991 r., kiedy główny eksperymentator, czyli pułkownik Mengistu, który zmuszał etiopskich chłopów do studiowania genialnych myśli Lenina, uciekł do Zimbabwe.

Etiopia z mozołem zaczęła poprawiać swój wizerunek w świecie jako kraju nie tylko zagłodzonych dzieci, ale też fascynującego celu turystycznego w Afryce.

"Tybet Afryki"

"Tybet Afryki" - dosyć niezręczne hasło tutejszych biur podróży, ma uświadomić turyście, że jest to najwyżej położony kraj kontynentu. Trekkingi w góry Semien wznoszące się na ponad 4,5 tys. m. ściągają w porze suchej ludzi, którzy zaliczyli już Nepal i Andy. Liczne parki narodowe na południu są znane wśród ornitologów ze względu na wielką ilość ptactwa. Jednak największa liczba turystów przyjeżdża do Etiopii, aby przemierzyć słynny "szlak historyczny", bo nigdzie indziej w Czarnej Afryce nie zobaczymy tylu cudów z przeszłości. Mit białego człowieka, że Afryka nie wytworzyła żadnych godnych zainteresowania budowli, pęka w Etiopii jak mydlana bańka.

Legenda o pięknej Sabie

Świat Etiopczyków przenikają legendy, mity i baśnie. Etiopczycy wierzą, a nawet mieli to zapisane w konstytucji, że ich cesarze pochodzili w prostej linii od mitycznej królowej Saby i mądrego króla Salomona. Trzy tysiące lat temu władająca Południową Arabią piękna Saba udała się do Jerozolimy, by poznać Salomona. Pod koniec wizyty przebiegły władca nakarmił królową słonymi potrawami. Nocą silne pragnienie zmusiło Sabę do sięgnięcia po dzban wody. Zerwała w ten sposób umowę zawartą z Salomonem: on jej nie tknie, dopóki ona nie sięgnie po coś, co należy do niego...

Aksum

Aksum jest obecnie niewielkim miasteczkiem położonym w północnej Etiopii, kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Ertyreą. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić, że dwa tysiące lat temu było stolicą królestwa, które starożytni stawiali na równi z Indiami, Chinami, Persją i Rzymem! Potomkowie ludów, którzy napłynęli na Wyżynę Abisyńską z ziem południowej Arabii, stworzyli kwitnące imperium, handlujące przez porty Morza Czerwonego z całym ówczesnym cywilizowanym światem. Starożytni kupcy przybywali po złoto, niewolników, kość słoniową i przyprawy. W samym szczycie swej potęgi między I a VII w. n.e. królestwo Aksum oparło się o Nubię i środkowy Nil w Sudanie. Znamy imię ich największego króla - Ezana. Już w IV wieku przyjął on chrześcijaństwo, co potem pomogło Etiopii w zachowaniu swojej tożsamości i zapewniło skuteczną obronę przed napierającym zewsząd islamem. Niewiele zostało w Aksum z dni chwały i potęgi dawnego imperium, ale właśnie tu znajdują się korzenie Etiopii. W IV wieku przyjęto tu chrześcijaństwo, tu też była kolebka obecnego języka etiopskiego

Są dwa główne powody popularności Aksum.

Granitowe stelle

Pierwszym jest majestatyczny widok kamiennych kolumn (stel) postawionych jeszcze w czasach przedchrześcijańskich. Granitowe stelle w Aksum były czymś w rodzaju gigantycznych tablic nagrobnych, a podstawy służyły dodatkowo jako ołtarze ofiarne. Największa kolumna z III w. n.e., o długości 33 m i wadze ponad 500 ton, jest większa niż podobne obeliski w Egipcie. Leży wprawdzie strzaskana, ale inne o wysokości ponad 20 m stoją dumnie wpatrzone w niebo, dając świadectwo kunsztu inżynierskiego dawnych mieszkańców. Brak tu jednej z najwyższych stell o wysokości 26 m, która zrabowana w czasie włoskiej okupacji Abisynii zdobi teraz jeden z placów w Rzymie, ale jak się dowiedziałem, ma wkrótce powrócić na swoje miejsce.

Budynek Arki Przymierza

Drugim powodem odwiedzenia Aksum jest niepozorny budynek z żółtej cegły stojący kilkaset metrów od pola stell. Według niezachwianego przekonania Etiopczyków przechowywana jest w nim autentyczna Arka Przymierza, czyli skrzynia, w której umieszczono kamienne tablice z dziesięciorgiem przykazań otrzymanych przez Mojżesza. Jak tu trafiła? Owocem nocy miłosnej Saby i Salomona był chłopiec Menelik I, który został pierwszym cesarzem Etiopii. Gdy podrósł, pojechał odwiedzić swego ojca w Jerozolimie. Wtedy właśnie ukradł Arkę i przywiózł do Etiopii. Nie ważne, że historia ta brzmi nieprawdopodobnie. Istotne, że do dzisiejszego dnia Arki pilnuje specjalny strażnik i nikt poza nim nie ma prawa wejść do budynku. Co tam naprawdę jest, tego przypuszczalnie nigdy się nie dowiemy!

Budynek Arki stoi w otoczeniu kościołów. Jeden z nich - św. Marii z Syjonu - był przez wieki kościołem koronacyjnym cesarzy etiopskich. Obok stoi ufundowane przez żonę ostatniego cesarza muzeum. Tutejszy mnich bez żadnych problemów wynosił nam do fotografowania korony, misternie rzeźbione krzyże i pisane na skórze księgi. Wiek niektórych eksponatów wynosił ponad 1000 lat!

Według zgodnej opinii archeologów okolice Aksum kryją w sobie pełno zagadek.Twierdzą, że odsłonięto jedynie 10 proc. pozostałości starożytnego królestwa.

Lalibela

Godzinny skok małym fokkerem nad górami i lądujemy w Lalibeli. Do niedawna niedostępna w porze deszczowej ze względu na zalane lotnisko doczekała się teraz betonowego pasa startowego. Kręta malownicza droga pnie się do murzyńskiej osady odległej około 25 km.

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami... - tak należałoby opisać położenie skalnych osobliwości tej niepozornej wioski leżącej w cieniu wysokiej na ponad 4100 m. n.p.m. góry Abuna Josef.

Skalne kościoły

Jeśli symbolem Francji jest wieża Eiffla, a Holandii - wiatraki, to symbolem Etiopii mogą być skalne kościoły w Lalibeli. Jak wszędzie w tym kraju legenda tłumaczy wszystko: w XII w. narodził się chłopiec, którego otoczył rój pszczół. Matka nazwała go Lalibela, co znaczyło "pszczoły rozpoznały w nim suwerena". Za jego panowania powstały w Etiopii kościoły skalne, jakich nie znajdziemy nigdzie na świecie. Oddzielone są od siebie wąwozem strumyka zwanym Jordan. Dopiero z bliska można docenić trud i kunszt rzemieślników sprzed 800 lat. Świątynie te bowiem zostały nie zbudowane, ale wykute z otaczających twardych skał. Prymitywne narzędzia, takie jak dłuta, skrobaki i siekiery, służyły tym ludziom do zaznaczenia na wierzchołku skały planu kościoła, a następnie do rycia rowów wokół bloków skały aż do całkowitego wyodrębnienia bryły. Po wykuciu zewnętrznych ścian należało wyżłobić nawy, kolumny, pamiętając o proporcjach, oświetleniu i ornamentyce! Bet Gorgijos, czyli kościół św. Jerzego, ma np. 15 m wysokości, inny - jak Bet Medhane Alem, czyli Dom Zbawcy Świata - 11 m wysokości oraz 72 filary. Niektóre kościoły widać dopiero wtedy gdy dojdziemy do kilkunastometrowej przepaści - ich dachy są na poziomie naszych stóp. Są świątynie wykute na kształt greckich krzyży, a inne - prostokątów połączonych ze sobą głębokimi tunelami pod skałą. Również i tu nie obyło się bez cudów. Ponoć pewnej nocy, kiedy cesarz zapadł w sen, aniołowie zabrali go do nieba i ukazali miasto pełne skalnych kościołów. Polecili mu zbudować podobne na ziemi. Etiopczycy wierzą, że niektóre kościoły powstały przy pomocy tych istot, a już na pewno jeden, który pojawił się w ciągu kilkunastu godzin!

Gdy w XV Etiopię zaczęły odwiedzać misje portugalskie, jeden z księży Francisco Alvarez dał opis Lalibeli, dodając od razu, że wątpi, czy ktokolwiek o zdrowych zmysłach uwierzy w jego relację. Nie ma się więc co dziwić, że świątynie są na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Gonder

Łagodne wzgórza pełne zielonych drzew otaczają inną dawną stolicę Etiopii - miasto Gonder. To również żelazny punkt historycznego szlaku. Został stolicą w XVII w. za panowania mądrego króla Fassiledesa. Jego tatuś przesadził nieco, chcąc siłą wprowadzić religię katolicką i wywołując zamieszki, które spowodowały śmierć ponad 30 tys. poddanych. Fassiledes wypędził Portugalczyków i założył nową stolicę w Gonder. Dzięki temu turyści mogą podziwiać wielki kompleks miasta królewskiego i opasujących go murów. Nigdzie w Afryce na południe od Sahary nie ujrzymy murowanych zamków z zębatymi murami, wyniosłymi wieżami i obszernymi dziedzińcami. Każdy kolejny władca w Gonder pozostawił po sobie imponujące pałace. Np. pałac największego władcy z tego okresu - cesarza Iyasu - był dekorowany kością słoniową, złotymi listkami i kamieniami szlachetnymi. Do naszych czasów pozostały gołe mury. Resztę zniszczyły trzęsienia ziemi, wojny, włoska okupacja i angielskie naloty. Poza kompleksem miasta królewskiego w Gonder stoi dobrze zachowana łaźnia Fassiledesa. Jest to wielka murowana sadzawka położona w cieniu figowców.

Wsie Falaszów

Parę kilometrów od miasta można odwiedzić wsie Falaszów, czyli czarnych Żydów. Skąd się tu wzięli - nie wiadomo. Niektórzy z nich twierdzą, że przybyli do Etiopii trzy tysiące lat temu jako eskorta cesarza Menelika. Nie znają zupełnie hebrajskiego i wyznają specyficzną formę judaizmu. Wyglądem nie różnią się zupełnie od sąsiadów. Do niedawna w Etiopii było ich stosunkowo dużo, ale w latach 90. Izrael w dwóch wielkich mostach powietrznych zabrał ich do Ziemi Obiecanej. Za pierwszym razem akcja była tajna. Drugim razem, już oficjalnie, Falaszy zapakowano do jumbo jetów bez foteli, żeby ich więcej zmieścić. Ci, co pozostali, sprzedają turystom gliniane pamiątki, w tym połączone figurki Saby i Salomona, a obok nich małego Menelika!

Jezioro Tana

Są na świecie jeziora, których nazwy wywołują u szanującego się eksploratora wzmożone bicie serca. Tak jest z Bajkałem, Titicaca i z pewnością do tego towarzystwa możemy zaliczyć jezioro Tana. Leży ono na wysokości 1800 m. W zależności od stanu wody liczy ok. 3,5 tys. km kw. O jego sławie przesądziła opinia kolebki Błękitnego Nilu. To, że ta rzeka rodzi się wcześniej, bo w otaczających górach, i już jako tzw. Mały Abbaj wpływa do jeziora Tana, nikogo tu nie wzrusza. W końcu września, gdy ustaną deszcze na Wyżynie Abisyńskiej, jezioro Tana nadaje wypływającej rzece kolor kawy z mlekiem.

Podróż po jeziorze

Z miasteczka Bahar Dar można wybrać się małym stateczkiem na wysepki porośnięte gęstymi tropikalnymi lasami. Na niektórych wysepkach usadowiły się klasztory zbudowane jeszcze w średniowieczu, do tej pory pełne starych krzyży, ksiąg i koron cesarskich. Są też wysepki, na które wzbroniony jest wstęp kobietom.

Papirusowe łodzie

Na jeziorze można natknąć się na papirusowe łodzie. Jest to jedno z nielicznych miejsc, gdzie spotyka się ten rodzaj transportu. Sam Thor Heyerdahl przed swoją wyprawą na tratwie "Ra" odwiedził jezioro, aby podpatrzeć zasadę ich budowy.

Tis Isat, czyli Buzujący Dym

Jezioro Tana, chociaż stanowi pierwszorzędną atrakcję Etiopii, jest zaledwie preludium do największej osobliwości przyrodniczej. 30 kilometrów od jeziora Nil Błękitny trafia w swoim biegu na wielką szczelinę tektoniczną, tworząc wodospady. Zdaniem bywalców należą do pierwszej piątki świata. Tubylcy to miejsce nie bez racji nazywają Tis Isat, czyli Buzujący Dym. Żeby ujrzeć je w całej krasie, należy przyjechać po zakończeniu pory deszczowej, kiedy wezbrany Nil toczy swe wody pośród malowniczych wzgórz i spada nagle kilkoma kaskadami bez mała 50 metrów. U podnóży wrze kipiel i powstaje tęcza. Kilkaset metrów od wodospadów rozpylona woda tworzy mżawkę, która zrasza bujną roślinność. Dalej Nil pędzi skalnym kanionem i zaledwie 80 km od jeziora płynie już 1300 m niżej. Jest tak niedostępny, że niektóre jego odcinki nie są poznane do dzisiaj!

Więcej o: