Titikaka - tutaj narodziło się słońce

Titikaka, największe na świecie jezioro wysokogórskie, leży na granicy dwóch państw - Peru i Boliwii. Mieszkańcy po obu stronach lubią żartować, że ich część jeziora to "Titi", a część sąsiadów to "kaka". Jedni i drudzy twierdzą też oczywiście, że ich część jest piękniejsza.

Nasza podróż zaczęła się od strony peruwiańskiej. Główną atrakcją są tu tak zwane "Islas Flotantes" - pływające wyspy. Zbudowane ze specjalnej trzciny, mogą pomieścić parę maleńkich chatek, w których na stałe mieszkają Indianie do dziś posługujący się językiem Ajmara. Turystów z całego świata przyciągają tu opisy z przewodników obiecujące możliwość przyjrzenia się prawdziwej andyjskiej kulturze nieskażonej zachodnią cywilizacją, nabycia pięknego rękodzieła i poznania autentycznych Indian Ajmara.

Przewodniki informują również, że na wyspach brakuje mieszkańcom niemal wszystkiego. Nie ma tu upraw, sklepów, a więc nie ma tu też ryżu, makaronu, zabawek dla dzieci i wielu innych rzeczy. Turyści przejęci losem Indian często przywożą im te towary w prezencie. Na tym odruchu humanitaryzmu świetny interes robią miejscowi, którzy żyją na lądzie, dokładnie w miejscowości Puno, skąd odpływają łodzie turystyczne. Przyjezdnym sprzedają w porcie ryż, makaron i kredki po cenach europejskich...

Tego samego dnia przekraczamy granicę i dojeżdżamy do boliwijskiej Copacabany. Po drodze dowiadujemy się, że następnego dnia wypada bardzo ważne święto religijne, Virgen de Copacabana , na które zjeżdżają całe rodziny wierzących, nie tylko z Boliwii, ale i z Peru. Msze, procesje, odpusty... Po przyjeździe udaje nam się znaleźć w miarę tani pokój, co prawda trzeba się trochę potargować, recepcjonistka tłumaczy że jest święto, przyjechało dużo ludzi, ceny poszły chwilowo w górę, ostatecznie jednak dostajemy klucz do pokoju.

Zostawiamy rzeczy i wychodzimy zobaczyć miasto. Jest ciemno. Przez główną ulicę przechodzi właśnie orkiestra odświętnie ubranych dzieci i dorosłych, niektórzy zamiast instrumentów niosą zapalone znicze. Muzyka niesie się po całym mieście aż nad wody jeziora, gdzie zebrały się grupki świętujących. Zazwyczaj senna Copacabana jest jedynie miejscem noclegu dla podróżnych wyruszających z samego rana na Isla del Sol (Wyspę Słońca), przez te trzy dni jednak "gringos" mieszają się z prawdziwym tłumem Boliwijczyków i Peruwiańczykow.

My też postanowiliśmy zostać tu choć chwilę dłużej niż tylko jeden wieczór. Nie było nam to jednak dane. O dziewiątej rano rozległo się walenie do drzwi. Chłopak z recepcji przyszedł powiedzieć, że do dziesiątej musimy wynieść się z hostelu. Na argument, że przecież zarezerwowaliśmy pokój na dwa dni, odpowiedział, że w międzyczasie ktoś inny zrobił rezerwację. Cóż, najwidoczniej znalazł się ktoś, gotowy przystać na świąteczną stawkę.

Zmieniliśmy więc plan i pół godziny później byliśmy na łodzi płynącej na Isla del Sol. Miejsce to ma znaczenie szczególne dla historii i kultury nie tylko Boliwii, ale także Peru. Tu bowiem, pośrodku wspaniałego jeziora, narodziło się Słońce. W tym też miejscu z mroźnych wód Titikaka wyszli pierwsi Inkowie - Manco Capac i Mama Ocllo i, jak podaje legenda, udali się na północ w poszukiwaniu idealnego miejsca na założenie pierwszej osady, z której później powstało Cuzco, stolica inkaskiego imperium.

Na niewielkiej wyspie znajduje się parę prywatnych kwater, gdzie można tanio wynająć pokój. Tak też zrobiliśmy, by cały następny dzień poświęcić na zwiedzenie wyspy. Chcieliśmy zobaczyć wschód słońca, więc wstaliśmy bardzo wcześnie rano. Isla del Sol można obejść w jeden dzień. Droga wije się w górę i w dół, roztaczając przed nami niesamowicie piękne widoki. Cisza, absolutna cisza i spokój, tymi słowami można chyba najlepiej oddać nastrój panujący na wyspie. Nie ma tam ani jednego samochodu. Nerwowe tempo cywilizacji wydaje się być bardzo, bardzo daleko. Następnego dnia po powrocie na ląd, wyruszyliśmy do Sillustani, wracając tym samym znowu na stronę peruwiańską. Jest to miejsce niezwykłe. W przepięknej scenerii jeziora Umayo, klifów i malujących się na horyzoncie gór, wyrastają preinkaskie grobowce. Nazywane "chullpas" mają kształt wież i osiągają wysokość do 12 metrów.

Przechadzaliśmy się między nimi, gdy nagle zaczął padać śnieg, dodając krajobrazowi surowości. Zbliżała się pora odjazdu. Opuszczaliśmy jezioro Titikaka i śladem pierwszych Inków udawaliśmy na północ, w stronę Cuzco..

. Ceny: Pokój w Copacabana podczas świąt - ok. 45 bolivianów (ok . 25zł), w okresie poza świątecznym - ok. 25- 30 bolivianów (ok. 15 zł) Obiad w restauracji - ok. 25-30 bolivianów, w miejscowym barze - ok. 15 bolivianów Nocleg na Isla del Sol - 15 bolivinów.

TEKST: AGNIESZKA OSZKODAR

Więcej o: