Delta dla smakoszy

Delta Dunaju jest jak zupa, którą gotują jej mieszkańcy: długo warzona, w znacznych ilościach, przyrządzana z mnóstwa składników, trochę przerażająca (na talerzu z pewnością znajdą się rybie oczy i wnętrzności) i... absolutnie wyśmienita. Uwaga - serwowana tylko z dala od cywilizacji!

Obszar delty, trzeciego największego mokradła na świecie, to - bagatela - 5800 km2. Większość leży w granicach Rumunii (reszta na terytorium Ukrainy). Powstała "zaledwie" 13 tys. lat temu, z osadów naniesionych przez Dunaj, który po przebyciu prawie 3 tys. km kończy swój bieg w Morzu Czarnym. Pięknem delty zachwycał się już Herodot. Czy jednak dałoby się odtworzyć jego trasę? Pewnie nie. Delta Dunaju, jeden z ostatnich dzikich rejonów Europy, stworzony przez wielką rzekę i całkowicie podległy jej kaprysom, zmienia się każdego dnia.

Najmniej kłopotliwym sposobem zwiedzenia delty jest żegluga. Najłatwiej wyruszyć z Tulczy - stąd trzema głównymi kanałami kursują regularne połączenia z Morzem Czarnym. Najpopularniejsza jest odnoga środkowa - Bratul Sulina. Oprócz tego jest Kilia (Bratul Chilia), dopływająca do osady staroobrzędowców Peripravy. Wioska znajduje się na piaszczystej wyspie Letea. Stąd można wybrać się na wycieczkę do unikatowego na skalę światową dębowego lasu Letea. Trzecia trasa to Św. Jerzy (Bratul St. Gheorghe). Szlak ten opływa od północy kompleks lagunowy jezior Razim i Sinoe. Jednym z ostatnich miast, które można osiągnąć samochodem jest Murighiol. My, z braku precyzyjnego planu, jedziemy autobusem do wioski Nufaru. W sam raz na emocjonujący obiad u naszych gospodarzy, którzy stali się nimi trochę wbrew swojej woli (mieszkańcy delty chętnie oferują nocleg, często z wyżywieniem, co nie oznacza, że wszyscy są zainteresowani tą formą zarobkowania. Ale kiedy turysta się uprze, to nie ma siły.

Mimo, iż w Nufaru z niecierpliwości przebieramy nogami, w dzikie rejony delty wypływamy dopiero następnego dnia. Drewniana łódka pruje wodę (ma motorek). Może żaby i ptaki jakoś nam wybaczą.

Chcemy zobaczyć pelikany, w końcu delta Dunaju to największy obszar ich gniazdowania poza Afryką. Po piaszczystym wybrzeżu porośniętym lasem żwawo maszerują kaczki ("Oddział Delta", rzecz jasna), pasą się krowy i półdzikie konie. Dość szybko zostawiamy za plecami ludzkie zabudowania. Żegnaj cywilizacjo! Krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie. Jesteśmy w dżungli (prawdziwej dżungli z lianami zwisającymi z drzew!), chwilę później wpływamy w wysokie trzcinowisko (trzcin też nigdzie nie ma więcej niż tutaj). Trzeba wyłączyć motorek, inaczej nieźle się zaplączemy. Nim kończę snuć wizję o wyplataniu koszyków, już wpływamy na... łąkę?! Taflę wody szczelnie przykrywa warstwa liści, poprzetykanych żółtymi i białymi kwiatami nenufarów. Wiadomo już, skąd Nufaru wzięło swoją nazwę. Po liściach kicają małe, zielone żabki. Świetnie się bawią, wskakując i wyskakując z łódki.

Dziesięć minut później (nie tak szybko!) zapominam o liliach. Woda staje się krystalicznie czysta, tym razem płytkie dno wyściela migoczący w słońcu dywan. To małże i wodne ślimaki. Nad głowami co chwilę przelatuje duże, karminowe albo turkusowe "coś". Ptaki? Nie, "coś" przysiada na liściu i widzimy, że to ważki wielkości małych samolotów.

Z wrażenia zapominam, że boję się żab. A ważek to już w ogóle. Głowa lata mi na wszystkie strony. Gdzie te pelikany? Są. Przyczajamy się za trzcinową ścianą. Sześć sztuk. Spokojnie wcinają. No tak, zupa rybna, prawdziwy przysmak mieszkańców delty. Nagle podrywają się do lotu, długo błądzimy szukając kolejnego stada.

Robię się głodna i zaczynam obsesyjnie myśleć o zupie rybnej. Bo z tą deltą to naprawdę jest jak z zupą. To, co początkowo wzbudza głośne protesty, w rzeczywistości decyduje o jej smaku. No i w obydwu przypadkach apetyt rośnie w miarę jedzenia.

W delcie nie powinno być kłopotów z wynajęciem łódki z przewodnikiem. Samotne wycieczki to kiepski pomysł - orientacja w rejonie jest wyjątkowo trudna (łachy piasku i trzcin nieustannie zmieniają swą lokalizację w miarę przybywania milionów ton osadów), łatwo natomiast zgubić się w labiryncie tysięcy kanałów, nierzadko ślepych.

Dla ochrony regionu na znacznych terenach mokradeł utworzono Rezerwat Biosfery Delty Dunaju (ARBDD), z czego wydzielono 18 stref ochrony ścisłej (ok. 8,7% całości). Wstęp do nich jest surowo wzbroniony. Pozostałe tereny można zwiedzać tylko po uzyskaniu specjalnej zgody od ARBDD (pośredniczą w tym biura podróży organizujące wycieczki po delcie). Delta Dunaju od 1992 r. znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

TEKST: PALISANDER

Więcej o: