Od czerwca do października największy zimowy kurort w Chile, Termas de Chillan, przeżywa oblężenie narciarzy i snowboardzistów, którzy z końcowej stacji najdłuższego w kraju wyciągu La Silla (ok. 2500 m) podbijają stoki dawnego królestwa Inków. Zjazdy te oferują moc atrakcji: wspaniałe panoramy, puszysty śnieg, kręte trasy oraz liczne free-stylowe zbocza. Biała czapa nie zanika tu nigdy, zaś dymek z krateru pyka nieustannie, aczkolwiek bez niepokojących wybuchów. W niższych partiach gór można spotkać lisa lub żarłocznego kondora. Przyroda jest na tyle zuchwała, że drzewa nawet w najzimniejszych miesiącach kwitną na żółty kolor.
Pierwszy wyciąg w Termas de Chillan pojawił się dwadzieścia lat temu. Jednak od tamtej pory wiele się zmieniło. Dzisiaj narciarze mają do dyspozycji 35 km tras, dziewięć wyciągów, wypożyczalnie narciarskie, agencje turystyczne. Trasy znajdą tu dla siebie początkujący i zaawansowani narciarze. Deskarze mogą liczyć na atrakcyjny snowpark, zaś tym, którym szusowanie i wieczorne moczenie się w gorących źródłach nie wystarczą, mogą skorzystać z pełnej wrażeń jazdy w psim zaprzęgu.
W Termas de Chillan możemy spodziewać się infrastruktury i atrakcji godnych najlepszych miejscówek w Europie. Ale Chilijczycy nie wpadli jeszcze na pomysł dyskotek i jedyną nocną zabawą są tu tańce przy gitarowym akompaniamencie. O dziwo, nikt nie narzeka, choć w kurorcie nie brakuje przyzwyczajonych do wszelkich kaprysów turystów z USA, Kanady czy Europy. Można za to jeszcze obejrzeć niebo nad południową półkulą w małym obserwatorium astronomicznym albo zagrać w bilard przy kominku. Chilijczycy sami wiedzą co jest trendy!
AUTORKA: AGATA CHABIERSKA
Zobacz także:
Jeśli nie narty to co? Idealna deska snowboardowa dla początkujących