Czerwone złoto

Węgrzy są dumni ze swojej papryki. W końcu rozsławia ich w świecie. Są tacy, którzy twierdzą, iż rozkoszowanie się węgierską kuchnią to prosta droga do najpiękniejszej formy samobójstwa.

Czerwone złoto

Węgrzy są dumni ze swojej papryki. W końcu rozsławia ich w świecie. Są tacy, którzy twierdzą, iż rozkoszowanie się węgierską kuchnią to prosta droga do najpiękniejszej formy samobójstwa.

Wiele tradycyjnych potraw powoduje, że podniebienie rozpala ogień, a serce niemal przestaje bić. A to za sprawą czerwonego złota, czyli papryki. Paprykowe zbiory wyznaczają rytm życia mieszkańców okolic Kalocsy i Szeged. Nic dziwnego, gdyż w Szeged słońce świeci przez ponad 2 tys. godzin w roku, dając mu tytuł słonecznego miasta Węgier. Nawleczone na nitkę strąki papryki niczym fantazyjne naszyjniki zwisają z dachów domów i straganów, susząc się w jesiennym słońcu.

Droga do kariery

Skala smaków papryki rozciąga się od łagodnie słodkiej po mocno ostrą. Warzywo to stosuje się w całości, jako przecier, pasta lub - zwyczajnie - sproszkowane. Dodawane obficie chyba do wszystkich potraw z wyjątkiem deserów barwi je na czerwony kolor, obdarza niepowtarzalnym smakiem i charakterystycznym aromatem. To prawda, że najbardziej znanym reprezentantem paprykowej rodziny jest niepozorna, lecz piekielnie ostra papryczka. Jedno ziarenko potrafi zaostrzyć w smaku cały garnek zupy. W rzeczywistości jednak jej bardziej łagodni kuzyni częściej trafiają na stoły. Długą drogę z Ameryki Południowej na węgierskie stoły papryka przebyła najprawdopodobniej dzięki tureckiemu pośrednictwu. Wysuszona i sproszkowana, przez wieki była przyprawą ubogich, których nie stać było na drogi pieprz przywożony z Indii. Dlatego też w starych księgach kucharskich próżno szukać potraw z papryką.

Z czasem papryka wspinała się po przyprawowej drabinie społecznej coraz wyżej i wyżej, aż stała się nie tylko narodową przyprawą, ale również przedmiotem zainteresowania Królewskiej Akademii Nauk w Sztokholmie. To właśnie mieszkający w Szeged naukowiec profesor Albert Szent-Gyoergyi odkrył, że papryka jest prawdziwą kopalnią witaminy C. W 1937 roku otrzymał za to Nagrodę Nobla.

Kalocza - paprykowa stolica

Paprykową stolicą jest Kalocza położona na południe od Budapesztu niedaleko Dunaju. Tutaj wszystko obraca się wokół niej. Paprykowe strąki malowane były na ścianach domów. Motywy te występują nawet na haftowanych bluzach i obrusach, z których słynęły mieszkanki miasta. Nic dziwnego, że na początku września, gdy wokół miasteczka czerwienią się paprykowe pola, warzywo to obchodzi swoje święto.

Muzeum Papryki

Niewielkie, za to jedyne na świecie Muzeum Papryki nietrudno przeoczyć, gdyż ukryte jest na stryszku dawnej restauracji. W mrocznych, pachnących suszoną papryką pomieszczeniach zgromadzono narzędzia stosowane przy uprawie papryki i wyeksponowano fotografie pokazujące jej historię na Węgrzech.

A przy okazji - to, co my określamy jako gulasz, w węgierskim wydaniu jest tylko gulaszową zupą. Prawdziwy, gęsty gulasz nazywa się poerkoelt. Nasz gospodarz gotował go nad ogniem w kociołku. Na sześć kilogramów pokrojonej w kostkę wołowiny, dwa kilogramy cebuli i spory słoik pasty pomidorowej wsypał dwie szklanki łagodnej, sproszkowanej papryki.