Saga o ludziach lodu

Tekst ten poświęcam wszystkim wylegującym się na śródziemnomorskich plażach i smętnie myślącym nad tym, jaka to niesprawiedliwość ich spotkała, że nie urodzili się w krainie gajów oliwnych i pełnych soku pomidorów.

O czym myślałby na takiej plaży Grenlandczyk? Miejmy nadzieję, że nie o samobójstwie. To raczej mogłoby być hobby domowe - pogoda na tej arktycznej prawie wyspie wyjątkowo sprzyja depresjom i melancholii, przed którymi jednak twardzi ludzie lodu nauczyli się chronić.

GrenlandiaGrenlandia shutterstock

Antidotum na powszechną szarzyznę Grenlandii (nieba, krajobrazu, wody na horyzoncie) to niesłychane wręcz kolory domów, osad i całych miasteczek. Barwne są tu stroje i naczynia kuchenne, obrusy i narzędzia pracy, najbarwniejsze zaś długie opowieści snute wieczorami w rodzinnym gronie. Język Grenlandczyków to kolejne kuriozum - niezwykle bogaty w słownictwo i poetycko - opisowy skupia się oczywiście na relacjonowaniu warunków pogodowych. Naliczono już 49 określeń na śnieg i lód , np. sikuag, czyli cienki dryfujący lód, czy siirsinniq - narastająca warstwa lody na częściowo zamarzniętej rzece.

Zimno naznaczyło mocno grenlandzką mentalność - ludzie przyzwyczajeni są, że muszą trzymać się razem, aby było im ciepło i przytulnie. Stąd też nieco bardziej praktyczne podejście do seksu - dzielenie się małżonkiem z przyjacielem to tutaj zwyczaj dość powszechny. Niedziwne, że dziewczęta zwykle zachodzą w ciążę już w wieku 15 lat, jednak pierwsze dziecko oddają dziadkom na wychowanie, jako prezent.

Lokalny koloryt to także "Braedtet", czyli giełda rybaków i myśliwych, istniejąca w każdej najmniejszej nawet osadzie - znajdziemy tu wszystko od świeżo ubitych gęsi i kaczek poprzez ryby, a skończywszy na stekach z reniferów, fok i wielorybów. Można kupić, można upiec na miejscu na gorących kamieniach - ot, grenlandzka gastronomia "na wynos".

Kolejna ciekawostka to stolica Nuuk - miasto o populacji 15,000 wybijające się w świecie trzema podstawowymi faktami: są tu jedne tylko światła drogowe, dwa bankomaty oraz najprawdopodobniej najmniejszy uniwersytet co roku wydający 4-5 świeżo upieczonych absolwentów.

Boże Narodzenie jak wszędzie na świecie to okres świętowania i radowania się w rodzinnym gronie - kawa leje się litrami, ze stołów znikają tony słodkich wypieków zaś obdarowani cieszą się nowymi saniami czy kłami morsa, oczywiście w wyjątkowo barwnych opakowaniach. Najciekawszy jednak podarek gwiazdkowy na całym świecie to Mattak, czyli kawałek wielorybiej skóry z przylegającym tłuszczem, rarytas zamiast czekoladowego Mikołaja. Smakuje to ponoć nieco jak kokos, tylko trudniejszy jest w gryzieniu i zwykle trzeba połykać kawałki w całości. Inna grenlandzka świąteczna rozkosz podniebienia to Kiviak, czyli surowe mięso trzymane pod ziemią w foczej skórze przez kilka miesięcy. Jak widać, niestrawność poświąteczna to problem globalny.

Na koniec warto dodać, że ponieważ rybołówstwo kurczy się również i pod biegunem, ludzie szukają nowych źródeł zatrudnienia. Coraz więcej Inuitów (tak zwie się lokalna ludność eskimoska) zaczyna zajmować się turystyką, a szczególnie najmodniejszą atrakcją Grenlandii, czyli wielorybim safari!

AUTOR: AGATA CHABIERSKA

Zobacz też:

Impresje z Wysp Owczych

Więcej o: