Stać Cię na najdalsze podróże!

Jeśli kumulacja w lotku wciąż trafia do kogoś innego, wcale nie znaczy to, że mamy rezygnować z dalekich i ekscytujących podróży. Zamiast biura podróży zaangażujmy siebie i swoje pomysły w niebanalną, ale za to naprawdę tanią przygodę.

Oczywiście, na wakacje trzeba czymś dojechać. I nieważne, czy jedziemy do sąsiedniego województwa, czy do Jordanii, najlepszym - i bezsprzecznie najtańszym, a zarówno szybkim środkiem komunikacji jest autostop. Przepis prosty: stajemy na poboczu i wesoło wystawiamy kciuk. Wbrew obiegowej opinii, ludzie zatrzymują się chętnie. O ile oczywiście, tak przydatnej na biwaku siekierki nie przytroczyliśmy w widocznym miejscu do plecaka.

shutterstock

Innym sposobem poruszania się, wymagającym wprawdzie więcej wysiłku, ale za to mniej odwagi, jest rower. Można dojechać wszędzie i można zatrzymać się w każdym momencie żeby zrobić zdjęcie (lub pójść do toalety), bez krępującego proszenia o to kierowcy.

Wybierasz rower? Koniecznie zobacz serwis ROWERY.GAZETA.PL

Jak już dojedziemy tam, gdzie chcemy albo gdy w trakcie łapania stopa na jakiejś bocznej drodze zastanie nas noc, nie oznacza to wcale, że musimy sięgnąć po portfel. Opcja podstawowa to oczywiście namiot. Kamping czy pole namiotowe nie kosztują dużo, ale przecież wciąż są kraje (Skandynawia, Bałkany, Bliski Wschód - jeśli wspomnimy tylko najbliższe miejsca), gdzie możemy się rozbić niemalże w każdym miejscu. Możemy spać spokojnie i nie bać się, że rano, przy wejściu do namiotu, będzie stał właściciel pola z widłami.

shutt

Inną opcją jest nocleg u kogoś. Można zwyczajnie zapukać do drzwi jakiegoś gospodarstwa (tu zdecydowanie lepsza jest wieś od miasta), albo zapytać o nocleg jeszcze przed wyjazdem poprzez jeden z portali wzajemnej, międzynarodowej gościnności, takie jak Hospitality Club albo Couch Surfing. Możemy wtedy być pewni, że nie tylko będziemy przez noc mieć dach nad głową, ale również nasz gospodarz pokaże nam miasto, opowie kilka ciekawych anegdotek, przybliży swoją kulturę oraz nas nakarmi.

PrzyjacielePrzyjaciele shutterstock No właśnie, jedzenie. Jeść w podróży trzeba, i o ile nie mieszkamy u kogoś z pełną lodówką, to musimy sami się o nie postarać. W czasach, w których sproszkowano niemal wszystko, nie jest to zbyt trudne, choć gotowanie na butli gazowej wymaga nieco wprawy. Najpopularniejsze danie na wszystkich wyjazdach o niskim budżecie, to oczywiście makaron z najróżniejszymi sosami - zapycha, jest ciepłe i da się je przygotować w kwadrans.

Najlepiej oczywiście zapisać się wcześniej na kurs survivalu i nauczyć się nie tylko, jak przeżyć mając jako dobytek zardzewiałą finkę, kawałek sznurka i trzy zapałki, ale również tego, które rośliny lub które ich części są jadalne, jak zrobić makaron z kory, a jak herbatę z pokrzyw. Wtedy bez względu na to, gdzie danej nocy będziemy spać (bo to, co najbardziej pociąga w takich podróżach, to spontaniczność) możemy mieć pewność, że brzuch nie będzie nam się skręcał z głodu, a dach nad głową w razie deszczu też sklecimy. Innym jeszcze pomysłem jest odwiedzenie takiego kraju lub regionu, w którym ceny są nieporównywalnie niższe od tych w Polsce. Do takich miejsc z pewnością należą kraje Ameryki Południowej czy Afryki i w takim przypadku jedyny wydatek, choć całkiem spory, to przelot. Jeżeli jednak jedziemy na dłużej, a przez ten czas przemierzamy sawannę czy puszczę pieszo, to ilość wydanych na bilet pieniędzy zaczyna przekładać się na ilość przeżytych bezcennych przygód.

Jeśli wciąż mamy wątpliwości, czy podróżowanie w ten sposób jest rozsądne (rozsądek musimy wykazywać przecież na co dzień w pracy, więc może warto się od niego uwolnić na wakacjach?) albo bezpieczne, wystarczy pamiętać o jednym - szczęście sprzyja odważnym.

Couch Surfing

Hospitality Club

AUTOR: KAMILA KIELAR

Zobacz też:

Podróż z najwyższej półki

Więcej o: