Jedziemy do Rygi

W mało którym mieście tak bardzo można odczuć post-sowiecki klimat na każdym niemalże kroku, tak jak w Rydze. Dostrzeżemy go w kamienicach, kościołach, uliczkach - ale i ludziach.

To właśnie ta specyficzna atmosfera minionej epoki jest główną cechą odróżniającą Rygę od innych nadbałtyckich stolic - nowoczesnych Helsinek, średniowiecznego Tallina czy też barokowego Wilna. Łącza je za to świetnie zachowane starówki. Poprzednią epokę widać nie tylko w budynkach, ale również w ludziach i tym, co robią. Tutaj wciąż starsi ludzie na emeryturze pracują w tramwajach i autobusach sprzedając bilety.

Ryga, choć czasem w swoim stroju przesadza ze złotem, ubiera się niczym elegancka kobieta. Czasem włoży biały kożuch ze śniegu, czasem gustowną czerń nocy. I wszystko pasuje do jej czerwonych i brązowych murów z bogato zdobionymi fasadami i oknami. I nie mniej udekorowanymi i kolorowymi mieszkankami miasta oraz ekskluzywnymi samochodami ich partnerów. Właśnie takie jest Art Nouveau. Interesująco też wygląda Ryga spowita mgłą. Intensywne kolory budynków bledną, a duże rozmiary budowli nie sprawiają aż tak przytłaczającego wrażenia. Natomiast ginące we mgle tory tramwajowe, ulice i mosty powodują, że miasto wydaje się jeszcze mniej poznane i odkryte. Stolicę Łotwy i jej przepych najlepiej podziwiać z góry, z iglicy kościoła świętego Piotra. Na jej szczycie możemy odnieść nieodparte wrażenie, że jeden z budynków, skokowo zwężający się ku górze, już gdzieś widzieliśmy. Nie, nie jesteśmy w Warszawie i nie patrzymy na Pałac Kultury. To wciąż Ryga. Bo stolica nigdy nie śpi Ze wszystkich stolic nadbałtyckich, to właśnie Ryga miała zawsze największe znaczenie. Historyczne, ale też ze względu na położenie. Kiedyś była ona Mekką dla zachodnich szpiegów, którzy z tej właśnie pozycji bacznie obserwowali poczynania potężnej Rosji. W salonach bywali dyplomaci, na rogach ulic mokli szpiedzy, ukradkiem pod murami przemykali spece od zadań specjalnych. Tak w każdym razie możemy sobie dziś wyobrażać Rygę z lat trzydziestych, choć wszyscy przecież wiedzą, że żaden szpieg nie stałby na rogu ulicy, bo od razu by było wiadomo, kim jest.

Nocą Ryga zachowuje wielkomiejski styl, ubierając się według najnowszej mody. Nie tylko zachodniej, ale przede wszystkim tej zza wschodniej granicy. Życie nocne najlepiej poczuć samemu, choć bez obstawy lepiej się nie zapuszczać za daleko poza centrum. Kawiarnie, restauracje i puby zapewne będą zaludnione, ale właśnie dzięki temu możemy poczuć, co to znaczy bawić się w Rydze, w mieście nazywanym Paryżem Wschodu. Tylko do nas należy interpretacja, czy będzie to Paryż ze względu na architekturę, czy też... modę.

Więcej o: