Aleksandr PUSHkin says ?bye"

Suplement do singapurskiego pisarza. Ministerstwo Informacji, Komunikacji i Sztuki nie spoczywa w wysiłkach, żeby zachęcić obywateli 4-milionowego państwa do czytania książek. Ale naród woli biznes

Cyril tłumaczy mi drogę do najfajnieszej podobno księgarni w Singapurze, a na pewno do nietypowej, bo nie jest wielka, wielka przeogromna i nie znajduje się w jeszcze większym centrum handlowym: - Na stacji Tajong Pagar skręcasz w prawo, w górę schodami, i w lewo. Długo prosto i już jest. No to idę. Tylko, że w lewo, jak się później okazało, oznaczało centralnie w lewo, a nie ostro w lewo :-). Nic to, zwiedziłam kawał dzielnicy chińskiej z dwiema świątyniami, przedstawieniem opery chińskiej, minęłam najbardziej znaną w mieście jadłodajnię Maxwell. I wreszcie, najbardziej naokoło jak się tylko da (dzięki pomocy przechodniów rzecz jasna), trafiam do drzwi z zielono-białą nalepką: "Philip PULLman says ,hello'". Przyciągam drzwi i oto jestem w Books Actually. Jego współwłaściciel właśnie trafił na pierwszą stronę "The Staits Times" w ramach Singapurskiego Tygodnia Bibliotek - akcji promocji czytelnictwa publicznego i zachęcania meiszkańców do korzystania z bibliotek. Bo 29-letni Kenny Leck od dziecka pochłaniał tony książek, chociaż uczyć mu się nie chciało. Kenny Leck: - Tutaj pisarz nie zrobi kariery. Człowiek wydaje pierwszą powieść-sukces, a na kolejną trzeba czekać 5-7 lat. Ludzie nie zarabiają na książkach, muszą mieć inną pracę, pisanie to hobby. To samo właściwie dotyczy poetów: pierwszy tomik jest świetny, ale to by było na tyle. Nie ma kolejnych. Dlatego Cyril jest wyjątkowy - ciągle pisze coś nowego. Tak, mówił mi że ma zasadę, że codziennie siada i pisze przez godzinę. Z reguły wychodzi mu to koło północy. - Inni nie potrafią być tak systematyczni. Wiesz, on we wszystkim chce być dokładny, wszystko musi dokończyć. Jak przychodzi na obiad, to zgłasza się na ochotnika do zmywania :-) Singapurczycy niewiele czytają, stąd rządowa akcja zachęcająca do korzystania z bibliotek. - Niewiele. Sprzedaje się Bridget Jones i inne światowe bestsellery, dobrze schodzą książki o biznesie, marketingu, sekretach sprzedaży. I dlatego u ciebie nie ma żadnych z tych książek. Za łatwo by było :-) Wolisz się męczyć i promować lokalnych autorów.

- Wierzę, że nawet w Singapurze są ludzie, którzy lubią czytać. I jak do tej pory, a otworzyliś?y się prawie rok temu, wszystko idzie dobrze.

Opowiadanie Cyrila to wasza pierwsza publikacja, której cenzura by nie wydała. - Tylko 1000 egzemplarzy. Prywatne wydawnictwo, więc cenzurze nic do tego. W Singapurze oficjalnie są zabronione dwie rzeczy: guma do żucia - z powodu wandalizmu - i "Szatańskie wersety" Salmana Rushdiego - ze względu na dobrosąsiedzkie stosunki z muzułmańską Malezją. Nie ma co przesadzać z tym państwem policyjnym. Wydajemy coś, czego w Singapurze nie ma. To będzie seria esejów. Następny o filmach dokumentalnych Tan Pin Pin. Żegnam się, obiecuję oddać pożyczoną książkę, popycham drzwi, a "Aleksandr PUSHkin says ,bye'".

Więcej o: