Każdy sznur składa się z pięciu kolorowych chorągiewek lub ich wielokrotności. Niebieska symbolizuje energię, zielona - aktywność, biała - pokój, żółta - mądrość, a czerwona moc. Wypisane są na nich buddyjskie mantry, a wiatr unosi te modlitwy w świat.
W Ladakhu w indyjskich Himalajach spędziliśmy prawie miesiąc, a flagi modlitewne towarzyszyły nam w wielu miejscach. W Leh, głównym mieście regionu, kupiliśmy więc na pamiątkę kilka kompletów - dla siebie i przyjaciół. Wkrótce potem ruszyliśmy na trekking, którego celem było zdobycie górującego nad Leh ponad sześciotysięcznego Stoku Kangri. Zbędne podczas wędrówki rzeczy zostawiliśmy w hoteliku. Jeden zestaw flag zabraliśmy jednak ze sobą, z cichą nadzieją, że uda się je zawiesić na wierzchołku.
Nasz trekking zamiast zwyczajowych czterech dni trwał sześć. Dwie kolejne próby wejścia na szczyt nie powiodły się. Podczas pierwszej wynajęty przewodnik pomylił drogę i wywiódł nas w strome lodowcowe pola i kamieniste żleby, podczas drugiej - choroba koleżanki zmusiła nas do zawrócenia do bazy.
To miała być trzecia, ostatnia próba. Rozstaliśmy się z przewodnikiem, podreperowaliśmy zdrowie i kolejnej nocy przed świtem wyruszyliśmy sami. Tego samego dnia, dokładnie w południe, cała nasza czwórka stanęła na pierwszym w życiu sześciotysięczniku, a niesione przez nas flagi zawisły na jego wierzchołku! Po powrocie do Leh natychmiast kupiliśmy taki sam komplet. Wisi teraz w pokoju córek i przypomina nam wszystkim o tamtych flagach - zawieszonych wtedy wysoko w górach i łopoczących ciągle tak daleko stąd.