Za dnia medyna zamienia się w suk - tętniące życiem targowisko przyciągające i miejscowych, i turystów. Wąskie uliczki pełne są handlarzy, którzy głośno zachęcają do kupna towarów, zaś targowanie się z nimi to nieodłączny element każdej transakcji. W powietrzu unosi się odurzający zapach tytoniu z wodnych fajek, ulotna woń jaśminu, drzewa sandałowego, aromat korzennych przypraw i tropikalnych owoców. Sklepiki i stoiska pełne są kolorowych tkanin, wyrobów z porcelany, mosiądzu, drewna...
Wstałam, żeby rozprostować nogi, i wtedy dostrzegłam jakiś przedmiot skrzący się w słońcu, tuż u moich stóp. Był to śliczny ażurowy wisiorek ze złota w kształcie rozłożonej dłoni, zawieszony na cienkim łańcuszku - "Dłoń Fatimy", najmłodszej, ukochanej córki Mahometa i jego pierwszej żony Chadidży. Jej pięć palców symbolizuje pięć strzał islamu, czyli filarów będących fundamentem tej religii. Są nimi: wiara w jednego Boga i jego wysłannika Mahometa, przestrzeganie modlitwy, płacenie podatku, poszczenie w ramadanie i pielgrzymka do Mekki. Według muzułmanów "Dłoń Fatimy" chroni przed wszelkim złem, kryje w sobie boskie błogosławieństwo. Wierzą, że przyniesie im szczęście, pomoże osiągnąć siłę i wzmocnić wiarę.
Nieraz widziałam podobne amulety, ale nigdy nie odczuwałam potrzeby, by mieć któryś na własność. Pewnie dlatego, że nie wierzę w magię przedmiotów i ich wpływ na nasze życie. Ale "Dłoń Fatimy" pojechała ze mną do Warszawy. Czasami wyjmuję ją ze szklanego pudełka na biżuterię i zawieszam na szyi. Wciąż jest tak samo piękna i tajemnicza jak wówczas, kiedy ją znalazłam.