Musiałem zabić swoją matkę

Rozmowa 3. o tym, co można zrobić , kiedy nadchodzi koniec świata

Alex D. Jestaire: - Tu, w tej kawiarnii zacząłem pisać "Tourville", po drugiej stronie ulicy jest klub Queen, w którym bywał mój bohater, Jean-Louis. Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska: - Dlaczego akurat tu? Champs Elysees to mityczne miejsce we Francji. Wszyscy na świecie wiedzą, gdzie są Champs Elysees, ludzie z całego Paryża, ze wszystkich przedmieść zjeżdżają tu wieczorami. W sobotę wystrojeni ludzie zapełniają wszystkie kluby. Tu zaczyna mój bohater Jean-Louis. Poza tym, pracuję niedaleko. Spotkaliśmy się rano, bo zwykle pracuję w nocy, cztery poziomy pod ziemią w wygłuszonym pokoju. Muszę mieć spokój - piszę linie dubbingowe do filmów. Zaczynałem od filmów porno, co było dość koszmarne. Teraz piszę do tanich horrorów, japońskiej mangi. Pracuję na filmach, które sam chciałbym obejrzeć. Właśnie skończyłem japoński film, w którym facet ma głowę misia koala - nie wiadomo dlaczego, ale nikomu to nie przeszkadza - ma problemy ze swoją dziewczyną, idzie do psychiatry i wtedy zaczyna się prawdziwa jazda. Lubisz horrory? Uwielbiam i nienawidzę jednocześnie. Ze 20 lat temu oglądałem "Haloween" i było strasznie. Teraz dzieciaki to oglądają i nie robi to na nich żadnego wrażenia. Teraz w filmach leje się krew, pokazuje się zbliżenia na tortury, cierpienie, rozpadanie się członków. I wsadziłeś to wszystko do swojej książki. Coś się zaczęło dziać w mojej głowie po World Trade Centre. Mieszkałem wtedy w Paryżu z Zoharem. Dużo gadaliśmy o filmie "Fight Club", o tym, co nas otacza, o telewizji. Ludzie często narzekają na telewizję, że nic w niej nie ma, że programy są gówniane. A to w ogóle nie o to chodzi, co jest w telewizji, ale że ona jest. Chodzi o gapienie się w światło, o kontakt z pudłem napędzanym elektrycznością. Mam też problem z północą Francji, gdzie teraz mieszkam. Jestem z południa, z Awinionu, moja mama jest Włoszką, połowa rodziny to Włosi. W Awinionie jest ciepło, ludzie są bardziej wylewni, płaczą, cieszą się, są romantyczni. A w Paryżu - szaro, deszczowo. Szkocja, w której mieszkałem jakiś czas, też jest deszczowa, ale inna. Trochę jak z "Harry Pottera" :-) Ale poważnie, coś jest w tej książce, że ludzie chcą czytać o małym faceciku w szpiczastej czapce, który lata na miotle! O co chodzi?! Siedem książek! Miło się czyta, szybko. Dlatego chciałem napisałem "Tourville" - wziąłem kulturę, telewizję, trendy i chciałem sprawdzić do czego doprowadzą. Żyjemy w punkcie zwrotnym ludzkości. Po raz pierwszy na całym świecie więcej ludzi mieszka w miastach niż na wsi. To się dzieje naprawdę, naprawdę produkujemy coraz więcej śmieci, oglądamy coraz więcej telewizji, marzymy o bezpośrednim połączeniu z internetem przez własną głowę. I ja zobaczyłem upadek Bablionu. Nie z powodu najazdu barbarzyńców, ale dlatego, że rozpadł się od środka. Upadek to mało powiedziane. W Tourville współczesna kultura zabija. Fizycznie eksterminuje każdego bohatera po kolei. Po wydaniu książki postawiłem stronę internetową teletourville.net. Chodzę z kamerą i pytam: "Co myślisz o końcu świata" albo: "Gdybyście się nagle dowiedzieli, że nadchodzi koniec świata, co byście zrobili?" Ostatnio odpowiadał trockista: "Nic. Pewnie byśmy umarli. Najwyżej bogatym udałoby się wykupić". I pewnie tak by było. Jacques Derrida napisał, że każdy z nas ma zaprogramowany koniec świata - własną śmierć. Koniec świata może być po prostu śmiercią narratora. Jean-Louis stopniowo się stacza. On jest jak agent Cooper z "Twin Peaks" Davida Lyncha. Przyjeżdża do małego miasteczka i wtedy wszystko zaczyna się walić. Jean-Louis fascynuje się Lynchem i jednocześnie go nienawidzi, bo Lynch daje nam coś strasznego i sexy zarazem. Jak zaczynałem pisać książkę, paliłem zioło, chodziłem na rave parties byłem przepełniony miłością - i pierwszy rozdział jest o seksie i miłości. Dopiero po takim wstępie mogłem się zabrać za rzeczy straszne. Zamknąłem jedno małe miasteczko w ramach powieści i nastawiłem piekarnik na maksa. Część pierwsza to pilot, jak w serialu, potem są trzy pory roku: lato - miłość, jesień - gnicie i zima - krew. Wszystko, co może się źle skończyć, kończy się źle. To z czego Jean-Louis się cieszy? Ostatnio w Londynie zauważyłem, że ludzie tam, na przekór pogodzie, ubierają się kolorowo, letnio. Walczą z rzeczywistością. To samo robi Jean-Louis. Do końca się nie poddaje. Francuzi są szarzy, upierdliwi, nerwowi. Jean-Louis do końca się bawi. Jak wymyślałeś te wszystkie koszmary? Prawie umarłem pisząc końcówkę. Zamknąłem się w domku ciotki w lesie, żeby odizolować się od miasta, pędu, jego dźwięków. Miałem odłożone na kilka miesięcy pieniądze - siedziałem tam prawie do wigilii. Za każdym razem kiedy rano dorzucałem drewno do kominka, wiedziałem, że muszę usiąść przy biurku i zabić kilka osób w Tourville. I w końcu skończyło mi się drewno, a nie było mnie stać na ogrzewanie elektryczne. Strasznie zimno się zrobiło. W Tourville też była wtedy zima. Nie mogłem przestać pisać, bo to wszystko się działo na bieżąco. I zabijałem. Cedric, przyjaciel Jeana-Louisa, chciał go zabić za to, że w mieście zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Zabiłem też pielęgniarkę, której pierwowzorem była moja matka. Zabiłeś swoją matkę? Musiałem siebie samego przestraszyć, żeby przestraszyć innych. Na końcu jest zbiorowe sekciarskie samobójstwo. Rano zadzwoniła moja matka, że dziadek umarł. To naprawdę była jazda. Rozmawiała Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska

Więcej o: