Rozmowę z obsługą zaczynałem zwykle od pytań: - Kriepasti? Orużije? (fortece? uzbrojenie?). Podobnie było i w głównym kniżnym magazinie Pińska. Miałem jednak pecha, bowiem zbliżały się właśnie uroczyste obchody zakończenia Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945. Ekspedientka spurpurowiała i wrzasnęła: - Czyście poszaleli?! 55 lat od wojny, a wam tylko broń i broń w głowie! Zdębiałem. Wydawało mi się, że cała księgarnia patrzy z niechęcią na polskiego militarystę. Czmychnąłem do kasy, porywając ze sobą jakąś książkę o wyglądzie dużego modlitewnika.
Była to "Prawosławna kuchnia świąteczna". Po pierwszych stronach - z modlitwami oraz opisem świąt i obrzędów kościelnych - znalazłem się w krainie kuchni białoruskiej (z przepisami dostosowanymi do możliwości ekonomicznych obywateli). Wśród kulinarnych niespodzianek odkryłem jakże przydatny i w Polsce zestaw receptur do sporządzania alkoholi w domowym zaciszu - osiem gatunków piwa, kilkanaście rodzajów miodów, ponad 30 nalewek, likiery, wina... "Kuchnia" wylądowała w mojej bibliotece na honorowym miejscu.
Kilka miesięcy później znów odwiedziłem Pińsk, wstąpiłem też do głównej księgarni. Powitał mnie radosny okrzyk: - Orużije priszło!