Nasz weekendowy wypad zaczął się w Jabłonce, malutkiej wsi (istnieje od 1428 r.) nad morenowym jeziorem Omulew w kształcie litery H w puszczy Napiwodzko-Ramuckiej. Do dzisiaj, mimo że mieszkają tu przede wszystkim letnicy, zachowała oryginalny charakter wsi rybackiej. Sporo w niej starych domków z czerwonej cegły. Jest też cmentarz ewangelicki z XIX-wieczną dzwonnicą i czynna kilka razy w miesiącu drewniana kaplica ewangelicka. W czasie II wojny na lekko pofałdowanym terenie wokół wsi toczyły się walki - w okolicznych lasach widzieliśmy okopy, rowy przeciwczołgowe i bunkry. We wsi znajduje się wypożyczalnia kajaków, łódek i żaglówek.
Z Jabłonki pojechaliśmy rowerami na zwiedzanie okolicy. Jedna z przyjemniejszych tras biegnie przez wieś Wikno i wokół jeziora Omulew. Wikno w XIX w. było leśniczówką, w której mieszkało kilka osób. Dziś jest tu kilkadziesiąt zabudowań (głównie domki letników) i niewielki ośrodek jazdy konnej. Do Wikna dojechaliśmy asfaltową drogą, która zaraz za wsią skręca w lewo w leśną drogę prowadzącą do pensjonatu Gawra. Przy Gawrze skręca się w prawo i, jadąc cały czas prosto, dojeżdża do ujścia rzeki Koniuszanki do jeziora Omulew. W 1978 r. powstał rezerwat krajobrazowy Koniuszanka II, by zachować i chronić stare drzewa i ciekawy układ morfologiczny z przełomowym odcinkiem rzeki Koniuszanki. W rezerwacie rośnie aż 78 drzew pomników przyrody. Rzeczywiście robią wrażenie - grube pnie, rozłożyste konary, gęsty parasol liści. Najdorodniejszy z dębów przez Niemców nazwany Dębem Cesarza Wilhelma ma ponad 6 m obwodu. Podziwialiśmy też 200-letnią sosnę i daglezje - długowieczne, wysokie, wiecznie zielone drzewa o potężnych pniach. Koniuszankę szczególnie upodobały sobie bobry i pluszcze, ptaki przystosowane do życia nad wartkimi strumieniami. Bociana czarnego nie udało nam się zobaczyć, ale spacerując półtorakilometrową ścieżką dydaktyczną podziwialiśmy wijącą się rzeczkę, stare drzewa i przepiękne krajobrazy.
Nieco dalej, przy drodze z Napiwody do Jabłonicy, między osadami Rakarnia i Moczysko, znajduje się rezerwat Koniuszanka I utworzony na łąkach, na których zachodzi zjawisko sufozji, czyli przemieszczania składników gleby przez wody podziemne. Przepływający tu strumień zanika w ziemi, by ponownie wypłynąć 2 km dalej. Tam jednak nie udało nam się dojechać, bo nie ma szlaku łączącego oba rezerwaty.
Dalsza trasa oddaliła nas od jeziora Omulew. Minęliśmy malutkie leśne jezioro Dłużek i dotarliśmy do uroczego zakątka nad jeziorkiem Trzcino, z dawną leśniczówką na polanie. Odpoczęliśmy na pomoście, mocząc nogi w czystej wodzie. Potem ruszyliśmy dalej leśnymi drogami, to przybliżając, to oddalając się od jeziora. Szlak nie jest najlepiej oznakowany, krzyżuje się z innymi ścieżkami, więc żeby nie zabłądzić, trzeba się trzymać najbardziej wyraźnej drogi i szukać znaków na drzewach (warto też zabrać mapę topograficzną terenu).
Minęliśmy połyskujące za drzewami jezioro Czarne i przy południowo-wschodniej odnodze Omulewu wyjechaliśmy niespodziewanie na krótki odcinek asfaltowej drogi prowadzącej do rządowych i wojskowych ośrodków wypoczynkowych (teren ogrodzony). Tu trzeba uważać, żeby nie pojechać w kierunku wsi Zimna Woda (chyba że chcemy zobaczyć zniszczony cmentarz wojenny ze zrujnowanym pomnikiem żołnierzy niemieckich). Tuż za wsią po lewej stronie drogi do Nidzicy widać krzyż prawosławny - miejsce spoczynku żołnierzy rosyjskich. Jadąc szosą w przeciwną stronę, w kierunku Nowe Borowe, dotrzemy do kolejnego rezerwatu - Dębów Napiwodzkich (powstał w 1989 r.). My obejrzeliśmy cmentarze w Zimnej Wodzie, wróciliśmy do leśnej trasy i dojechaliśmy do wschodniego krańca jeziora.
Na kolejny odpoczynek zatrzymaliśmy się przy mostku i tamie na rzece Omulew wypływającej z jeziora. Można tu zobaczyć orły białe i bobry. Udało nam się wypatrzyć tylko ślady działalności rzecznych konstruktorów tam - ścięte pnie drzew i utworzone przez nie rozlewiska. Przez całą drogę minęliśmy tylko czwórkę rowerzystów, a największą przygodą było spotkanie z wygrzewającą się w lesie żmiją z pięknym biało-czarnym zygzakiem na grzbiecie. Ciągle okrążając jezioro, dotarliśmy do wsi Natać Mała częściowo położonej w lesie, częściowo nad wodą. Tu leśny szlak się skończył.
Do Jabłonki wracaliśmy asfaltową szosą Olsztyn - Nidzica. Przejeżdżając przez Natać Wielką, obserwowaliśmy bociany, które upodobały sobie na gniazda okoliczne dachy i słupy.
W tempie spacerowym da się objechać Omulew (ok. 20 km) w cztery godziny. Okolice jeziora są bardzo spokojne, niewiele tu ośrodków wczasowych, z rzadka widać żaglówki. Nawet w szczycie sezonu można znaleźć ustronne miejsce i wykąpać się w stroju Adama. Podglądają nas jedynie ryby i być może jakiś wędkarz, choć nie ma ich zbyt wielu w Omulewie, słynącym kiedyś z sielaw i sandaczy. Najwięcej ludzi spotyka się od strony Jabłonki i Wikna, bo w tych wsiach dostęp do jeziora jest najłatwiejszy. Miejsca do kąpieli znajdziemy też w Nataci Małej.
Wróciwszy do Jabłonki, wypożyczyliśmy łódkę i popłynęliśmy na niewielką wyspę na środku jeziora zwaną przez letników Wyspą Kormoranów. Rzeczywiście, wielka liczba tych ptaków wije tu gniazda. Ponieważ odchody kormoranów są żrące, tutejsze drzewa obumarły.
Opływając wysepkę, trafiliśmy do niewielkiej zatoczki. Najpierw zauważyliśmy perkoza. Pływał tam i z powrotem, wyraźnie zaniepokojony. Po chwili dostrzegliśmy, że w gnieździe między nenufarami leżą jajeczka. Popłynęliśmy dalej, by nie zakłócać spokoju perkoziej rodziny.
Wyprawę zakończyła kolacja w restauracji Pod Bażantem. Smażony szczupak i jajecznica z kurkami były pyszne.
Gdzie jeść. Restauracja Pod Bażantem, Jabłonka 13 - obiad 15-30 zł, tel. 0 89 625 94 15.
Gdzie spać. Pensjonat Gawra nad Omulewem, Wikno - dwójka 45 zł od osoby, apartament 60, tel. 0 89 625 94 49, domek kempingowy - 20-25. Pole biwakowe Ranczo, Jabłonka - całoroczny dom letniskowy 35 zł od osoby, 0 89 625 94 32, http://www.agroranczo.prv.pl . Frajda, Jabłonka 7 - apartament dla 5 osób - 150 zł/doba, wypożyczenie łodzi 3 zł/godz., 30/doba, kajak 6 zł/godz., 25/doba, rower 6 zł/godz., 25/doba, tel. 0 89 625 94 39, http://www.frajda-mazury.pl .