Skoczów

Gdy podczas odkrywania uroków Skoczowa znikniemy gdzieś na dłużej, może się okazać, że to utopiec smykał nas po moczarach

W Skoczowie nie da się uciec od historii. Już w XV w. Jan Długosz zanotował w "Dziejach Polski": "Skoczów to pierwsze miasto nad Wisłą od jej źródeł". Dzisiaj jest inaczej, co nie zmienia faktu, że to najstarszy gród nad górną Wisłą i jedno z najstarszych miast Śląska.

Trafić tu łatwo. Skoczów leży na skrzyżowaniu dwóch popularnych dróg: dwupasmówki Katowice - Wisła i trasy Cieszyn - Bielsko - Gdańsk (przebudowywanej właśnie na drogę ekspresową).

Podobnie było kilkaset lat temu, gdy powstawała tu strażnica nad ważnym przecięciem szlaków. Jeden łączył Pragę przez Morawy z Krakowem, drugi prowadził ze Słowacji przez Przełęcz Jabłonkowską na północ. Ciągnęli tędy kupcy z bursztynem, miedzią, solą. Do osady zaczęli napływać rzemieślnicy i z czasem urosło miasto. Dzisiaj wiele osób omija je, zmierzając w Beskidy albo do słynnego Cieszyna. Warto choć na chwilę zjechać ze szlaku...

***

Spacerując malowniczymi uliczkami usłyszymy od napotkanych mieszczan kilka wersji powstania grodu. Jedna mówi o starej biednej kobiecie, która przyszła sprzedawać jajka do osady zamieszkanej przez plemię Gołęszyców na terenie dzisiejszego Międzyświecia (teraz to pozostałości po tzw. Grodzisku Piekiełko, 2 km na południowy zachód od Skoczowa, które koniecznie trzeba zobaczyć). Ludzie ją przeganiali, kobieta przewróciła się i stłukła jajka. Kiedy rzuciła klątwę na prześladowców, osada zapadła się pod ziemię. Z czasem powstała nowa "o skocz" od tego miejsca. Inna wersja wspomina o niewieście, która nie chcąc Niemca za męża, "skoczyła" do rzeki. Kolejny przekaz, bardziej prawdopodobny, mówi, że jednym z zasadźców (założycieli) był niejaki Skocz. Jeszcze inna legenda powiada, że w X w. prastary gród Gołęszyców "przeskoczył" (został przeniesiony) bliżej Wisły, gdzie założono nową osadę - Skoczów.

Historycy wiążą początki miasta z działalnością cieszyńskiego księcia Mieszka I. Pierwsza pisana wzmianka o istniejącym tu grodzie Zchotschow pochodzi z 1232 r. W XV w. stał już zamek. Dzisiaj, niestety, już go nie zobaczymy - został rozebrany na początku XX w. Idąc ul. Zamkową w kierunku miejsca, gdzie stał zamek (okolice boiska gimnazjum nr 2), znowu pomyślmy o historii. W 1683 r. sunęły tędy na Wiedeń wojska króla Jana III Sobieskiego, w 1770 r. chronili się konfederaci barscy, później przed Napoleonem kryła się w zamku Maria Luiza, córka cesarza Franciszka II. Zawitał tu również książę Józef Poniatowski oraz car Aleksander II zmierzający na Kongres Wiedeński. Był cesarz Franciszek II, a dwukrotnie - Franciszek Józef I. Tego ostatniego monarchę możemy spotkać latem, kiedy pracownicy Miejskiego Domu Kultury odtwarzają jego wizytę z 1886 r. - wąsaty Franz Josef znowu jeździ powozem wśród podwładnych.

***

Ale chyba bardziej niż znamienitych gości Skoczów zapamiętał nieszczęścia, jakie go dotykały. Od 1470 do 1756 r. czterokrotnie trawił go pożar, obracając w popiół drewnianą zabudowę. Na szczęście w czasie odbudowy zachowano średniowieczny układ urbanistyczny, co dzisiaj jest jego największą zaletą.

Najważniejszym jej elementem jest niewielki uroczy rynek otoczony kolorowymi kamieniczkami z przełomu XVIII i XIX w., niektóre z secesyjnymi fasadami (wiele odnowiono po pożarze w 1910 r.). Najciekawsza budowla wznosi się w rogu rynku - późnobarokowy niewielki ratusz z 1797 r. z żółtą fasadą. Na wejściem malutki balkonik, po jego jednej stronie herb Skoczowa, po drugiej herb Koronny Polski Arcyksięcia Albrechta Kazimierza Sasko-Cieszyńskiego. Okna zdobią czerwone kwiaty. Całość wieńczy wieża zegarowa, z której w południe rozlega się hejnał grany na cieszyńską melodię "Przez wodę, koniczki, przez wodę". To zasługa Towarzystwa Miłośników Skoczowa, które postarało się także o łańcuch dla burmistrza, a ostatnio zaczęło wieszać w ratuszu portrety dawnych zasłużonych włodarzy Skoczowa.

Na środku rynku stoi jeden z symboli Skoczowa - fontanna z Jonaszem zwanym też Trytonem (ostatnio pięknie odrestaurowana). To dlatego skoczowianie nazywają swoje miasto Trytonowy Gród. Jonasz vel Tryton wyszedł w XVIII w. spod dłuta Wacława Donaya (1744-1796), skoczowskiego rzeźbiarza (jest także autorem posągu św. Floriana w fontannie na rynku cieszyńskim).

***

Możemy też pójść szlakiem skoczowskiego świętego Jana Sarkandra, męczennika z początków wojny trzydziestoletniej. Urodził się w 1576 r. w piwnicy domu przylegającego do ratusza. Piwnica z oryginalnym łukowatym sklepieniem z kamienia istnieje do dziś, jest w niej nastrojowa kapliczka. Powyżej mieści się Muzeum św. Jana Sarkandra (wtorek-sobota, 9-16, bilet 4 i 2 zł). Tutaj poznamy koleje jego życia (zm. w 1620 r.) i kultu, zobaczymy m.in. XVII-wieczny konfesjonał czy tabernakulum. Kolejne przystanki na Szlaku Sarkandrowskim to m.in. portret świętego na fasadzie ratusza oraz tzw. Szpitalik, XV-wieczny kościółek Znalezienia Krzyża Świętego, miejsce chrztu Sarkandra. Stoi tu duża kamienna chrzcielnica pamiętająca tamto wydarzenie. Na sklepieniu widnieją sceny z życia świętego. Warto zajrzeć też do późnobarokowego kościoła św. św. Piotra i Pawła z XVIII w. z jednym z piękniejszych wnętrz na Śląsku Cieszyńskim.

Wreszcie szlak zaprowadzi nas na Wzgórze Kaplicówka (nazwa pochodzi od kaplicy Sarkandra). Rozlegający się ze szczytu wspaniały widok na miasto, Beskid Śląski, dolinę Wisły i Pogórze Cieszyńskie wart jest wysiłku. W Kaplicówce w 1995 r. mszę odprawił Jan Paweł II, co upamiętnia okolicznościowy obelisk. Schodząc ze wzgórza, warto zobaczyć smukły ewangelicki kościół św. Trójcy z XIX w.

***

Skoczów jest też dumny z Gustawa Morcinka (1891-1963), najbardziej znanego pisarza Śląska. Mieszkał tu w latach międzywojennych, pracował jako nauczyciel i tworzył - po jego śladach przejdziemy Szlakiem Morcinkowskim. Zobaczymy m.in. domy, w których mieszkał, szkołę, gdzie uczył, i pomnik w parku między ul. Objazdową i Mickiewicza. Z kolei przy ul. Fabrycznej znajduje się muzeum im. Gustawa Morcinka (wtorek, czwartek, piątek 9-15, środa 9-17, weekend 10-14). Obejrzymy jego gabinet z oryginalnym biurkiem, maszyną do pisania, szafami bibliotecznymi pełnymi dzieł, portretami pisarza, jego matki i siostry. Są również fotografie i prezenty od górników, którym poświęcił wiele dzieł, m.in. "Wyrąbany chodnik", "Łysek z pokładu Idy".

Muzeum warto też zwiedzić dla samego budynku - najstarszej murowanej kamienicy w Skoczowie z 1793 r., piwnice (miejsce wystaw) sięgają XIV w. Wcześniej była tu zamkowa kaplica, przytułek dla ubogich, gospoda cechowa i stancja, gdzie nocowali konwojowani więźniowie. Na podwórku stoi unikalna damfula z początków XX w. - wóz strażacki z sikawką napędzaną pompą parową, pierwszy taki na Śląsku Cieszyńskim. Wyjeżdżając do pożaru, rozpalali go w remizie, w potem damfula przez całą drogę prychała i szumiała.

***

Skoczów leży między trzema rzekami: Wisłą, Bładnicą i Brennicą (co było swojego rodzaju przekleństwem, bo gwarantowało powodzie i utrudniało rozwój), w mieście jest też wiele stawów. Dlatego podczas zwiedzania zachowajmy ostrożność. Od pokoleń krążą bowiem opowieści o utopcu - postaci z potworną twarzą, żabimi rękami, we fraku i cylindrze. - Starsi mieszkańcy opowiadają, że można go spotkać w każdym stawie i na mokradłach. Jak ktoś zabawił do rana w gospodzie, to potem mówił żonie, że go utopiec smykał po moczarach - śmieje się Robert Orawski, prezes Towarzystwa Miłośników Skoczowa.

Niedawno utopiec został oficjalną maskotką Skoczowa, ale ponieważ w projekcie uczestniczyły dzieci, utopiec jest sympatyczny i zwie się Plosoczek. Wkrótce ma tu stanąć jego pomnik.

Skoczowskie atrakcje

Wielkanoc - o północy w Wielki Czwartek mieszkańcy myją nogi w Wiśle, w Wielki Piątek i Sobotę ulicami przechodzi Judosz - słomiana kukła symbolizująca zło.

Czerwiec - Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w Rzucie Beretem z Antenką (na rynku). Skoczowska fabryka Polkap od lat produkowała, oprócz kapeluszy (nosili je m.in. nasi sportowcy na igrzyskach olimpijskich) te charakterystyczne nakrycia głowy; Dni Skoczowa - na ulicach spotkamy wąsatego dobosza Warcęgę. odczytującego postanowienia miejskie (taki sam był tu przed wojną).

Jesienią odbywa się zjazd kapel podwórkowych z całego kraju.

Tatarak na zdrowie

W Skoczowie tataraku zawsze było pod dostatkiem, bo w okolicy są stawy i mokradła. Mieszkańcy odkryli, że jego kłącza zalane spirytusem zbawiennie działają na trawienie. Kieliszek tatarczówki pije się tu w Wielki Piątek, by przygotować żołądek na świąteczne uczty.

Towarzystwo Miłośników Skoczowa postanowiło, że ten zdrowy napitek będzie promował miasto, tak jak śliwowica Łąck. W marcu firma Toorank Polska z pobliskiej Jasienicy wypuściła pierwszą serię tatarczówki, wzorując się na trunku zrobionym przez byłego burmistrza. Alkohol długo leżakował w dębowych beczkach, nabierając mocy. Ma 50 proc. zawartości alkoholu i oryginalny smak z korzennymi i roślinnymi nutami oraz aromatem tataraku podkreślonym kardamonem. 200 ml tatarczówki w numerowanych butelkach w kształcie karafki z dębowym korkiem kosztuje 32 zł.

W sieci

http://www.skoczow.pl

Więcej o: