Po wyborach

O tym, jak będzie wyglądał nasz kraj, czy ocaleją piękne krajobrazy, którymi się szczycimy, zadecydują samorządowcy, których właśnie wybraliśmy

Wiem, co piszę. To nie rząd w Warszawie, nawet nie Ministerstwo Środowiska, ale właśnie samorządy lokalne podejmują decyzje, które odciskają największe piętno na naszym krajobrazie i środowisku. Owszem, władze centralne mogą stopować różne głupie pomysły, choć, niestety, na ogół tego nie robią w myśl nie zawsze mądrej zasady, że ludzie wiedzą, co dla nich dobre.

Ale to nie Warszawa inicjuje mnóstwo rzeczy złych i niepotrzebnych. Weźmy pierwszy przykład z brzegu - wycinka przydrożnych drzew, a czasami wiekowych i pięknych alej. Toż to nie domena Warszawy, ale gmin, powiatów i województwo, w których, zamiast modernizować drogi, postanowiono szybko za pomocą piły poprawić bezpieczeństwo, a przy okazji dać zarobić znajomemu na sprzedaży drewna i wycince. Inny przykład - regulacja małych rzek, po kilometrze, po kilkaset metrów. Wyprostować brzeg i umocnić, wycinając przy tym drzewa. Takie roboty prowadzone są czasami na zupełnych pustkowiach, gdzie rzeka nikogo nie zaleje. Tu zarobi kolega, który ma piłę, i taki, który ma też koparkę. Samorządowiec może też się zgodzić na fermę norek na kilkaset tysięcy sztuk w pobliżu rezerwatu ptaków albo elektrownie wiatrowe w miejscu słynącym z pięknego krajobrazu. To oczywiście za skromną opłatą i do kasy gminy i zapewne też - nie oszukujmy się - do kieszeni.

Nie mam wątpliwości, że ponad połowa głupich pomysłów mających wpływ i na krajobraz, i przyrodę nie rodzi się w głowach "szalonych" warszawskich polityków, ale właśnie tych lokalnych. Co więcej, suma ich małych, pojedynczych decyzji może przybrać rozmiary katastrofy. I temu nie zapobiegnie żaden rząd i żadna ustawa, co najwyżej może je tylko trochę ograniczyć.

Więc jedyna nadzieja w nas - wyborcach. Zaraz, zaraz, ale czy ja tego nie piszę za późno? Przecież już po wyborach. Myślę, że nie, bo każda władza jest nieco wrażliwsza na głosy obywateli właśnie po wyborach. Jeśli więc czemuś się twardo sprzeciwimy, jest większa szansa na zwycięstwo. A poza tym za cztery lata znów są wybory...

Więcej o: