Stare miasto

Niezależnie od celu wizyty w Brukseli, wieku i zasobności portfela obowiązkowo trzeba zwiedzić Grand-Place, czyli rynek starego miasta.

Stare miasto

Niezależnie od celu wizyty w Brukseli, wieku i zasobności portfela obowiązkowo trzeba zwiedzić Grand-Place, czyli rynek starego miasta.

Na Grand-Place najlepiej dojść spacerkiem, bo pchanie się samochodem w pobliże wąziutkich uliczek to karkołomne przedsięwzięcie. Najwygodniej z góry, od strony katedry św. Michała Archanioła i Goduli z białego kamienia.

Katedra ma dwie wieże, jak jej francuskie koleżanki, choć styl, w którym ją zbudowano - brabancki gotyk - wymagał tylko jednej. Budowę katedry rozpoczęto w 1220 roku, a trwała prawie dwa wieki. Była zresztą wielokrotnie upiększana. Warto tam zajrzeć na chwilę, by zobaczyć piękną ambonę z motywem Adama i Ewy, już niestety wygnanych z raju.

Najsłynniejsza knajpka

Przy rue Montagne aux Herbes Potager nr 7 mieści się Morte Subite, najsłynniejsza knajpka Brukseli. Należy od dziesięcioleci do rodziny browarników produkujących znane w Belgii piwo, też nazywające się Morte Subite. Ta niecodzienna nazwa sięga drugiej połowy XIX wieku, kiedy namiętnie przychodzili tu pracownicy belgijskiego banku centralnego. Pili piwo i dla zabicia czasu rżnęli w karty, przy czym na przegranego wołano "nagła śmierć".

Niepowtarzalny charakter knajpki bierze się z jej tramwajowatego wnętrza w stylu lat 20. Zgiełk i szczypiący w oczy dym papierosowy można wytrzymać, również ceny nie są zbyt wygórowane.

Galeria św. Huberta

Z lekkim szumem w głowie kierujemy się teraz do galerii św. Huberta, najstarszego bodaj pasażu handlowego Europy. Mijamy rzędy luksusowych sklepów z damską garderobą, torebkami za kilkanaście tysięcy franków, kolorowymi figurkami elfów.

Koniecznie trzeba się zatrzymać przed zaskakującą o każdej porze roku przepychem i fantazją witryną flagowego sklepu Neuhausa, jednego z najsłynniejszych belgijskich wytwórców czekoladek. Pralinki, ręcznie robione, ze świeżym kremem, z ortodoksyjnej czekolady (tylko kakao), są obok piwa i sztuki restauracyjnej jedną z międzynarodowych wizytówek Belgii. Każdy z producentów oferuje własny, ekscytujący wybór kształtów, smaków, nazw i kolorów czekoladek. Co do ceny, uwaga: luksus kosztuje. Można kupować na sztuki.

Rue Bouchers

Po drodze do Grand-Place czeka nas jeszcze jedno kulinarne kuszenie. To rue Bouchers, uliczka dziesiątek restauracji oferujących owoce morza w najróżniejszych konfiguracjach: od pizzy, poprzez paellę po fantazyjne talerze, na których kraby sąsiadują z królewskimi krewetkami i ślimaczkami różnego kalibru. To, co wkrótce zjemy, możemy obejrzeć na obłożonych lodem stołach. Niektórym stworzeniom ruszają się jeszcze wąsy.

Jedyny mankament to dość nachalnie nagabujący klientów kelnerzy. Nie daj Boże, by zdolni językowo potomkowie przybyszy z Libanu czy Maroka usłyszeli, że rozmawiamy po polsku - przyciągać nas będą okrzykami: "Panie, tutaj, dobre, tanio, panie, tutaj, tanio...".

Grand-Place

Ci, którzy pierwszy raz wchodzą na Grand-Place, muszą przyznać, że ten widok zapiera dech. Od samego oglądania fasad i zwieńczonych posągami dachów można dostać oczopląsu. Warto więc zlustrować je, siorbiąc piwo w którymś z ogródków licznych knajpek. Uwadze łowców architektonicznych wrażeń polecam nr 6 - czyli Maison du Cornet z 1697 roku, siedzibę cechu transportowców. Górne piętro tego domu podobne jest do rufy statku.

Na północnej ścianie Grand-Place znajduje się Muzeum Miasta Brukseli . Można tu zobaczyć niecodzienną kolekcję ok. 670 strojów słynnego brukselskiego Manneken Pis, czyli siusiającego chłopczyka - w skrócie: "Siusiaka". Wśród strojów rycerskich, królewskich i generalskich jest też mundur pilota LOT-u i Krakowiaka. "Siusiakowi" przywożą stroje głowy państw podczas oficjalnych wizyt w Brukseli. W drodze do niego można odwiedzić jeszcze malutkie muzeum piwa na Grand-Place (nr 10, Maison du Arbre d'Or) i kamieniczkę pod nr 9 (Le Cygne, czyli Pod Łabędziem), gdzie kiedyś na piwo i coś mocniejszego przychodził Karol Marks. Brukselczycy mówią, że tu właśnie spotkał Engelsa...

Manneken Pis

Żeby dotrzeć z Grand-Place do siusiającego chłopczyka, czyli Manneken Pis, trzeba iść trzy minuty wzdłuż rue de l'Etuve. Siedemnastowiecznemu Manneken Pis wystawiono młodszą (o jakieś trzy wieki) siostrzyczkę, kucającą w brązie - Jeanneke Pis. Znajduje się dokładnie po przeciwnej stronie Grand-Place, na odchodzącym od uliczki rybnych restauracji (rue Bouchers) zaułku Impase de Fidelite. O tej przedziwnej fontanience nie przeczyta się ani słowa w oficjalnych przewodnikach. Taka była wola sponsora, który dał pieniądze na "odlew w brązie". No i dobrze, zawsze tu więcej spokoju niż przy Manneken Pis, okupowanym zawsze przez tłumy turystów.

Miłośnicy sztuki po staromiejskim spacerze muszą wrócić w górę miasta (na prawo od katedry). W niewielkiej odległości od Pałacu Królewskiego znajdują się Królewskie Muzea Sztuk Pięknych .

W części poświęconej sztuce współczesnej podziwiać można m.in. wspaniałą kolekcję belgijskich surrealistów, np. Rene Magritte'a i Paula Delvaux.

Więcej o: