Oksford: W todze i z plecakiem

Choć nie byłem regularnym studentem Oksfordu, z żalem żegnałem to miejsce, ściskając na do widzenia łapę wielkiego kocura, który przechadzał się co dzień po naszym kolegium z iście angielską flegmą

Jeszcze 100 lat temu mógłbym tylko pomarzyć o nauce tutaj, bo zwodzony most chroniący elitarność tej naukowej twierdzy opuszczany był tylko dla tych, którzy zajeżdżali powozami zaprzężonymi w co najmniej dwie klacze - jedna nazywała się z reguły Mamona, a druga Koneksja. Dziś gość z plecakiem ma czelność przyjeżdżać tu autokarem. O tempora, o mores!

Owe tempora zaczęły się (na szczęście) zmieniać, zwłaszcza po II wojnie światowej. Państwo opracowało program stypendialny dla mniej zamożnej, zdolnej młodzieży, która zaczęła się kształcić także na Oxbridge (tak skrótowo określa się uniwersytety Oxford i Cambridge). Skorzystała z tej pomocy m.in. córka pewnego sklepikarza znana potem jako Żelazna Dama. Miała szczęście, że nie urodziła się wcześniej! Tytuły naukowe zaczęto kobietom przyznawać dopiero w 1920 r. (w Cambridge, nazywanym tu nieco uszczypliwie the other place , dopiero 28 lat później!). Inną (wielce krzywdzącą) zasadą pamiętającą czasy Henryka VIII było przyjmowanie tylko studentów wyznania protestanckiego, aż do 1850 r.

***

Dzisiejszy Oksford ma 133 tys. mieszkańców i choć jest prężnym ośrodkiem przemysłowym (warto wspomnieć choćby słynne zakłady samochodowe Morris, obecnie część Rovera), ton nadaje mu 15-tysięczna brać żakowska studiująca w 36 kolegiach założonych w latach 1249-1990. Oprócz niej kształci się tu na kursach językowych młodzież z całego świata, a dla chcących pogłębiać i doskonalić wiedzę zawodową stworzono Department for Continuing Education, w którego programie dzięki stypendium The British Council miałem okazję uczestniczyć, zapoznając się jako belfer z najnowszymi metodami znęcania się nad studentami, co przykryte było płaszczykiem nazwy o barokowej wręcz długości - Extending English Language Teaching Skills. A Practical Approach.

Z kolegiów największy jest Christ's Chuch założony w 1525 r. przez kardynała Wolseya. To jego kaplica funkcjonuje jako oficjalna katedra Oksfordu, bo słowo "kaplica" nie zawsze oddaje wielkość i architektoniczny przepych przykolegialnych świątyń. Działa przy niej jeden ze znakomitych oksfordzkich chórów chłopięcych. Z urody słyną też Magdalen College (1458 r.) oraz New College (z 1379 r.!), przy którym przetrwały resztki murów starego miasta.

Naprawdę młode (jak na Oksford) jest Keble College, kolegium, do którego ja trafiłem, założone "dopiero" w 1868 r. Spośród pozostałych wyróżnia je to, że do budowy użyto nie typowego tu kamienia, ale cegieł. Ponoć z tego właśnie powodu - na znak sprzeciwu - znawca i krytyk sztuki John Ruskin zmienił trasę swoich spacerów!

Do środka wchodzi się przez wielką bramę z ukrytą wewnątrz portiernią i po przejściu kilkumetrowej, ciemnawej sieni wkraczamy na pierwszy z dziedzińców. Wypielęgnowane do granic ogrodniczej możliwości trawniki otaczają neogotyckie budynki (w większości akademiki). Bok jednego z dziecińców to kaplica (wielkości niejednego naszego kościoła), w której znajduje się jeden z bardziej znanych obrazów malarza z Bractwa Prerafaelitów W.H. Hunta - "Światło Świata". Po przeciwnej - biblioteka z pięknie belkowanym sufitem i wielka sala jadalna, w której siadywaliśmy na długich ławach za wielkimi drewnianymi stołami, czując się jak mnisi w klasztornym refektarzu. Wrażenie to potęgowały witraże, przez które słońce przepuszczało swoje promienie, tworząc na kamiennej posadzce wielobarwne mozaiki. Wokół drugiego dziedzińca rozsiadły się budynki, w których odbywały się zajęcia, i aula. Trzecia część, wybudowana niedawno, nowoczesną architekturą nawiązuje do otoczenia. To tu, na dachu, urządzaliśmy sobie czasami imprezy razem z profesorami. Wszystkie posiłki celebrowaliśmy w refektarzu przy obficie i elegancko zastawionych stołach. I choć znane powiedzenie mówi, że "najlepszym jedzeniem angielskim jest jedzenie francuskie" (jest w tym, niestety, wiele prawdy), to za każdym razem podejmowano nas niczym angielskich lordów. Na poranną kawę (między śniadaniem a lunchem) i na popołudniową herbatę przeznaczona była osobna sala. Wszystkie dzbany i kieliszki w naszym kolegium pochodziły z Polski (mała rzecz, a cieszy).

Wąskie neogotyckie okna mojego pokoju oplatało dzikie wino, za którym prześwitywała soczysta zieleń stale zraszanych trawników i brunatne ściany budynków po trzech pozostałych stronach dziedzińca - atmosfera iście gotycka. Co więcej, z kaplicy późno w nocy dochodziły dźwięki organów. Sam zresztą kilka razy przygrywałem na nich koleżance z Sycylii, choć repertuar mieliśmy niezupełnie religijny. Nie była to jednak profanacja, bo często odbywały się tam koncerty dla publiczności, a ich program zahaczał i o lżejszą muzę. Kaplicę wynajmowano też na śluby, których scenariusz wyglądał najczęściej tak: uroczystość wewnątrz, dudziarz na zewnątrz odgrywający kilka szkockich melodii, szampan i truskawki, przejście na drugi dziedziniec, gdzie pod rozstawionym eleganckim namiotem odbywało się skromne przyjęcie, a po dwóch, trzech godzinach państwo młodzi wsiadali do samochodu i z brzękiem puszek odjeżdżali na miesiąc miodowy. Panowie obowiązkowo we frakach i cylindrach (przynajmniej ci z najbliższego otoczenia młodej pary), a panie w kapeluszach.

***

Oficjalny strój - toga - obowiązuje studentów tylko w czasie egzaminów, otrzymywania stopni naukowych i tzw. Encaenii, czyli procesji z okazji przyznawania tytułów honorowych. Po skończeniu studiów rozpoznają się często po herbach i kolorach typowych dla każdego kolegium, a naszywanych na kieszonki marynarek lub krawaty.

Pełnoprawnym członkiem kolegium zostaje się po uroczystości matrykulacyjnej i tradycja nakazuje, żeby choć przez pierwszy rok mieć swoje lokum na jego terenie. Już w 1410 r. nakazano studentom zamieszkiwanie w murach swych uczelni z powodu zamieszania, jakie wprowadzali w mieście (stąd termin town and gown - miasto i toga). Obecnie rok akademicki podzielony jest na ośmiotygodniowe trymestry, a naukę kończy się po trzech bądź czterech latach egzaminami odbywającymi się w niezależnym od rodzimego kolegium budynku zwanym Examination School. Oczywiście kolegia też sprawdzają postępy swoich podopiecznych, organizując w trakcie nauki testy zwane Collections. Wielką wagę przywiązuje się do kreatywności, stąd też tak ważne są cotygodniowe spotkania z opiekunem naukowym (tutorem), w czasie których omawia się wykonaną przez nas pracę, dyskutuje, a nawet spiera. I to w cztery oczy, w zaciszu profesorskiego gabinetu!

Zaufanie, jakim darzy się tu studentów (wykłady nie są obowiązkowe), powoduje, że organizują sobie tydzień tak, żeby każdą chwilę wykorzystać nie tylko na studia, ale i na mnóstwo atrakcji, które wysypują się niczym z rogu obfitości. Wielu bierze udział w zajęciach sportowych (najbardziej znane są zmagania osad wioślarskich Oksfordu i Cambridge) lub artystycznych (bardzo popularne są amatorskie spektakle teatralne). Mamy w Oksfordzie dwie drużyny piłkarskie (Oxford United i Oxford City), można grać w rugby i krykieta, wybrać się na wyścigi chartów, zawody żużlowe, a raz do roku, w sierpniu, obejrzeć gonitwę koni - Sheriff's Race. Niezwykle popularny jest punting - długą, wąską łódkę (punt) odpycha się metalowym lub drewnianym drągiem, stojąc na jednym z jej końców. Z doświadczenia wiem, że trzeba przy tym bardzo uważać, bo dno rzeki to często plątanina wodorostów i korzeni, w której drąg łatwo może utkwić. Pamiętam Rosjankę, która tak mocno wbiła pal w dno, że kiedy odepchnęła łódkę, ta odpłynęła, zostawiając naszą koleżankę na środku rzeki owiniętą wokół drąga, po którym, chcąc nie chcąc, osunęła się szybko do wody.

Na amatorów rozrywek bardziej wysublimowanych czekają profesjonalne sceny teatralne: Apollo Theatre, Oxford Playhouse, najstarsza w Europie sala koncertowa Hollywell Room (muzyki można też posłuchać w Sheldonian Theatre) i najstarsze w Anglii muzeum - Ashmolean Museum, w którym można obejrzeć m.in. moich ulubionych prerafaelitów, sztukę Wschodu i dzieła starożytności. (Pamiętam, że kiedy chcąc zdobyć pozwolenie na robienie zdjęć, musiałem zejść do znajdującej się w podziemiu czytelni starodruków, zamarłem na widok siedzących tam czytelników - wszyscy mieli na rękach białe rękawiczki, a usta przysłaniały im maski takiego samego koloru! Wyglądali jak chirurdzy pochyleni nad swoimi papierowymi pacjentami).

W Oksfordzie działa jedna z sześciu bibliotek, które otrzymują egzemplarze wszystkich wydawanych na Wyspach książek - Bodleian Library z 6-milionowym księgozbiorem mieści się w Radcliffe Camera, pięknym okrągłym budynku w centrum miasta.

Wytchnienia można poszukać w ogrodzie botanicznym albo w którymś z wielu pubów. Warto wychylić pintę piwa choćby w The Eagle and Child, do którego zaglądali Tolkien i Lewis, albo przespacerować się do jednego z najstarszych - The Bear, gdzie na ścianach wisi olbrzymia kolekcja krawatów (uwaga: łatwo nabić sobie guza, bo sufity są niezwykle niskie). Nietypowych wrażeń dostarczy nam Freuds Arts Café - do niedawna był to kościół, a teraz pod bacznym okiem świętych spoglądających ze ścian można się raczyć alkoholem i kołysać w takt muzyki, która z sakralną niewiele ma wspólnego.

***

Z Oksfordem związało część swojego życia wiele angielskich znakomitości: Christopher Wren - wielki architekt, autor m.in. projektu londyńskiej katedry św. Pawła, Alexander Fleming - ojciec penicyliny, malarz i poeta Dante Gabriel Rossetti, ludzie pióra - Percy Shelley, Oscar Wilde, W.H. Auden, Iris Murdoch, Graham Greene... Tę listę można by ciągnąć bardzo, bardzo długo, aż do filozofa, profesora Leszka Kołakowskiego. I ciągle nierozstrzygnięty pozostaje dylemat, czy to Oksford przyczynił się do ich sławy, czy też dzięki nim splendor spływa na uniwersytet?

Pewnie jedno i drugie złożyło się na klimat tego miejsca, w którym chce się być, studiować, tworzyć. Zaciszne krużganki, piękne dziedzińce z wiekowymi, miękkimi niczym dywany trawnikami (po niektórych mają prawo stąpać jedynie profesorowie!), bicie dzwonów ze strzelistych wieżyczek kolegiów - wszystko to uspokaja emocje, a pobudza umysły. I choć zjeżdża tu na studia elita finansowa z całego świata, uliczki między kolegiami są za wąskie dla samochodów, więc trzeba przesiąść się na bardziej egalitarny i przyjazny wiekowym murom rower.

Dobre adresy

http://www.englishconnection.com , http://www.british-study.com/oxford - szkoły językowe

http://www.touristnetuk.com/wm/oxford , http://www.oxford.gov.uk/tourism - informacja turystyczna

http://www.oxford-hotels-info.com , http://www.cheapaccommodation.com - noclegi

http://www.dailyinfo.co.uk - aktualności: praca, kina, puby, mapy

Trochę cen

Dojazd z Londynu (ok. 90 km) koleją - z dworca Paddington, autokarem - z dworca Victoria Coach Station

Hotele - od 20 funtów, kempingi - ok. 10

Wypożyczenie roweru - ok. 15 funtów za dzień plus depozyt 50 funtów: Pennyfarthing, 5 George Street, tel. 249368, Dentons, 294 Banbury Road, tel. 553859; wypożyczenie łódki - ok. 10 funtów za godzinę plus depozyt jw.: Cherwell Boathouse, Bardwell Road, tel. 515978, C. Howard and Son, The Old Horse Ford Magdalen Bridge, tel. 61586

Wstęp do wielu muzeów i kolegiów jest wolny, np. Ashmolean Museum, Bate Collection of Historical Instruments, Museum of the History of Science, do pozostałych - 2-3 funty

Więcej o: