Symbol nieśmiertelności

To jedna z pierwszych pamiątek, jakie przywiozłem z Chin. Był koniec lat 90., rozpocząłem właśnie pilotowanie wycieczek turystycznych do Państwa Środka

Ich trasa była zazwyczaj stała: Xian, Luoyang, Szanghaj i z powrotem do Europy z Pekinu. Właśnie z tego miasta przywiozłem niewielką "sznurkową" pamiątkę - wciąż wisi w moim domu, przyczepiona do klamki okna dachowego, przypominając o nieśmiertelności przyjaźni i przywołując wspomnienia.

W przeddzień wyjazdu zwiedzaliśmy ogromne ogrody Pałacu Letniego, by później oddać się rozkoszom targowania się na nieistniejącym już w oryginalnym kształcie Bazarze Jedwabnym. Naszą przewodniczką była Ewa, młoda absolwentka polonistyki na tutejszym uniwersytecie. Jej prawdziwe imię brzmi oczywiście inaczej, ale "długonosym" łatwiej jest wymówić imię pierwszej biblijnej kobiety, niż łamać sobie język nad chińską wymową imienia Orzeł Górski. Uśmiechnięta i skromna Chinka od razu zjednała sobie naszą sympatię. My, ciesząc się, że tysiące kilometrów od Polski ktoś chciał nauczyć się polskiego, wybaczaliśmy jej każdą językową pomyłkę, ona zaś tolerowała nasze nieudolne próby mówienia w cesarskim języku.

Gdy grupa oddawała się zakupom, my z Ewą udaliśmy się do jednej z nielicznych wówczas kawiarni. W pewnej chwili Ewa sięgnęła do torebki i wyciągnęła niewielką czerwoną kopertę. - To dla ciebie - powiedziała. - Na pewno wiesz, co to jest.

Z koperty wyciągnąłem niewielki, sznurkowy znak nieśmiertelności. Był żółty, choć zazwyczaj jest intensywnie czerwony. - Ten kolor lubię najbardziej - wyjaśniła Ewa - a poza tym kojarzy się z moim krajem, niech więc kojarzy ci się i ze mną.

W Chinach podobne znaki widać na każdym kroku - w samochodach, na ścianach pokojów, murach ważnych zabytków i na tysiącach straganów z pamiątkami. Niekończąca się i zasupłana w węzeł linia symbolizuje wieczne życie i trwałość ważnych rzeczy.

Nie pamiętam już, co sprezentowałem Ewie, z pewnością życzyłem jej, by szybko przyjechała nad Wisłę. Po trzech latach tak się stało. Otrzymała stypendium i stanęła na polskiej ziemi. Dziś mieszka w Warszawie z mężem Polakiem i prześliczną córką. Czasami ją spotykam i choć nigdy o to nie zapytałem, zastanawiam się, czy pamięta sznurkowy symbol, który dała mi kiedyś w Pekinie i który wciąż spełnia swą funkcję.

Więcej o: