Paszport

Wybierając się na Kostarykę, miałam nadzieję, że spotka mnie jakaś niesamowita przygoda, np. zobaczę jaguara, będę pływać z delfinami... Nie przypuszczałam, że ta przygoda zacznie się już na lotnisku w Amsterdamie, skąd miałam odlecieć do stolicy Kostaryki - San Jose.
Fot. Małgorzata Zegar

Byłam przygotowana na wszystko. Na to, że zgubię e-ticket (wydrukowałam trzy razy), pieniądze (schowane w trzech różnych torbach) itd. Paszport trzymałam w kurtce w wewnętrznej kieszeni.

Przed stanowiskiem odprawy paszportowej z dumą pokazałam wszystkie potrzebne dokumenty i odetchnęłam z ulgą - już nic nie mogło powstrzymać mnie przed oglądaniem cudów Kostaryki. I wtedy urzędniczka powiedziała: - Z tym dokumentem jest coś nie tak... - i pokazała mi, że zdjęcie wyłamało się z folii. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom - parę dni wcześniej, kiedy wylatywałam z Warszawy, wszystko było w porządku! Poinformowała mnie, że ze zniszczonym paszportem nie mogę nigdzie lecieć i poleciła zgłosić się do konsulatu w Hadze. Po rozmowie z kompetentnymi i przemiłymi pracownikami konsulatu następnego dnia pojechałam pociągiem do Hagi. Cieszyłabym się tą niespodziewaną podróżą i możliwością podziwiania eleganckiego miasta, gdybym przed samym wyjazdem nie przeczytała na stronie ambasady polskiej w Hadze, pod jakimi warunkami można otrzymać nowy paszport i ile trzeba na niego czekać. Jednak na miejscu, w wydziale konsularnym ambasady, uspokojono mnie, że dość nadzwyczajna sytuacja, w jakiej się znalazłam, uprawnia mnie do otrzymania w trybie natychmiastowym paszportu tymczasowego. Podpisałam oświadczenie, w którym zobowiązałam się do wystąpienia zaraz po powrocie do Polski o nowy paszport. Po godzinie trzymałam w ręce dokument, dzięki któremu mogłam kontynuować podróż. Muszę przyznać, że gdyby nie parę rozmów telefonicznych z pracownikami konsulatu, poddałabym się i wróciła do Polski. A tak, bogatsza o jeszcze jeden paszport (który jest wyjątkową pamiątką z wakacji), mogłam spełnić swoje marzenia. Dziękuję wszystkim, którzy mi w tym pomogli.

Więcej o: