Zaczynamy w Grodzisku Mazowieckim, gdzie dojedziemy pociągiem (z Warszawy lub Łodzi nie ma innej możliwości). Kiedy tam dotrzemy, najpierw warto obejrzeć dworzec - duży, pięknie zachowany budynek z 1920 r., przykład stylu dworkowego w architekturze kolejowej, z portykiem kolumnowym od strony miasta, wysokim dwuspadowym dachem i skarpami w narożach. Grodzisk był pierwszą stacją Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej i zabudowania kolejowe przypominają o tym do dziś. Niedaleko dworca w starym parku Skarbków stoi budynek z wieżą, tzw. willa włoska, obecnie siedziba Ośrodka Dokumentacji Zabytków (prawdopodobnie dawny dworzec).
W Grodzisku warto też zajrzeć do prywatnego muzeum instrumentów muzycznych w kościele przy ul. Łąkowej 1 (przedtem umówiwszy się telefonicznie z właścicielem Antonim Kanią, numer na stronie http://www.grodzisk.pl ). Wśród ponad tysiąca oryginalnych instrumentów zbieranych przez właściciela na całym świecie, zobaczymy m.in.: gitarę ze skorupy żółwia, harmonię pedałówkę, dziwny świszczący instrument zrobiony z pompki od roweru, zestawy instrumentów, na których grały wiejskie i miejskie kapele.
W Grodzisku przy ul. Żydowskiej znajduje się także jeden z najlepiej zachowanych na Mazowszu kirkutów. Nekropolia jest wprawdzie zamknięta i ogrodzona, ale przez bramę widać szeregi nagrobków, na których można odczytać napisy (aby wejść na teren cmentarza, trzeba najpierw skontaktować się z Zakładem Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, tel. 0 22 755 52 31, i zapytać o pana Waldemara Borowego, który po nim oprowadza).
Z Grodziska Mazowieckiego pochodzi Illex Beller, który wyjechał stąd jako mały chłopiec, obecnie mieszka w Paryżu. Na starość porzucił zawód handlowca i został malarzem, jak mówi - przez tęsknotę. Maluje bowiem tylko sztetl Grodzisk, miasto dziś nieistniejące, aby uratować je przed zapomnieniem (obrazy można obejrzeć na stronie: http://www.pitchipoi.com ). Przyjeżdżał dwa razy do Grodziska, ale nie odnalazł siebie w powojennym mieście. Rozbudowało się, zmieniono układ ulic, powstały osiedla - niewiele zostało z dawnego żydowskiego miasteczka.
Spod grodziskiego dworca ruszamy prosto ulicą Kościuszki. Mijamy stary cmentarz (musimy go mieć po lewej stronie) i około godziny jedziemy przez mazowiecką równinę. Przejeżdżamy przez wiadukt nad trasą katowicką i docieramy do wsi Żabia Wola. Za nią rozciągają się wielkie Lasy Skulskie. We wsi Skuły zobaczymy drewniany kościółek z odrestaurowanymi dwa lata temu XIX-wiecznymi polichromiami. Nazwa Skuły nie jest przypadkowa - wieś była miejscem zesłań dla niepokornych wobec cara Rosjan. Przywożono ich tutaj zakutych w ciężkie łańcuchy, stąd nazwa Skuły. Wokół wsi rozciągają się najdziwniejsze chyba na Mazowszu lasy. Nie wiemy, kto posadził tu przed 300 laty olbrzymie dęby czy 200-letnie buki (co jest ewenementem, bo nie występują tak daleko na północy).
Ze Skuł droga prowadzi wśród lasów do niezwykłego miejsca nazywanego Dachem Mazowsza. Mijamy piękny modrzewiowy kościół w Lutkówce i jesteśmy na miejscu. Osuchów to najwyżej położona miejscowość w woj. mazowieckim - 210 m n.p.m. (na tej wysokości stoi kościół). Zimy są tu zawsze o kilka stopni mroźniejsze, a lata bardziej upalne, światło i cień inaczej tu współgrają - malarsko i kontrastowo jest na Dachu Mazowsza.
W Osuchowie znajduje się unikatowy rezerwat Grądy Osuchowskie. Najlepiej przyjechać tu wiosną, kiedy kwitną zawilce. To prawdziwy raj dla botaników amatorów. Znajdą tu rosiczkę okrągłolistną, czworolist, kopytnik pospolity i kokoryczkę.
W Osuchowie znajduje się także piękny, pochodzący z połowy XIX w. pałac otoczony parkiem ze stawami. Niestety nie można go zwiedzać, bo mieści się w nim Centralny Ośrodek Szkoleniowy ZUS.
Osuchów ma także swoją tajemnicę. Obok kościoła św. Stanisława leży dziwny kamień - czarny niczym meteoryt, nie rośnie na nim mech ani porosty. Na nagiej i połyskującej dziwnymi refleksami powierzchni widać wgłębienie. Miejscowi mówią, że to odcisk stopy dziecka. Legenda głosi, że podczas jakiejś epidemii jednej z mieszkanek zmarła córeczka - duch dziewczynki zostawił ślad w kamieniu, by pocieszyć rozpaczającą matkę. Nieważne, czy historia ta jest prawdziwa, czy nie - na pewno nie jest to zwyczajny głaz i trzeba go obejrzeć.
Wokół świątyni nieżyjący już ksiądz kanonik Marian Lipski, kapelan "Solidarności", pozostawił unikatową drogę krzyżową - drewniane płaskorzeźby nawiązują do przełomowych i najbardziej dramatycznych momentów w dziejach Polski.
Z Osuchowa ruszamy przez Mszczonów do trasy katowickiej (kawałek musimy przejechać drogą szybkiego ruchu). Kiedy dotrzemy do Radziejowic, ulubionego miejsca Jerzego Waldorffa, zacznijmy od obejrzenia klasycystycznego kościoła św. Kazimierza, prawdopodobnie dzieło Jakuba Kubickiego (1758-1833), nadwornego architekta króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Przypisuje mu się także przebudowę pałacu w Radziejowicach oraz projekt kościoła św. Klemensa w pobliskim Nadarzynie.
Od kościoła niedaleko do pałacu, pierwszej budowli w Polsce, w której wykorzystano elementy gotyckie - tu, od budynku z wieżą zwanego Zameczkiem, zaczął się polski neogotyk.
Dzieje radziejowickiej rezydencji nie są do końca wyjaśnione. Przypuszczalnie na przełomie XIV i XV w., w miejscu, gdzie dziś stoi tzw. Zameczek (po lewej stronie pałacu), był drewniany dwór obronny, o czym świadczą gotyckie fragmenty murów w piwnicach.
Najstarszy fragment rzeźbiarski to renesansowy kartusz z herbem Junosza oraz tablica informująca o tym, że król Zygmunt III Waza wizytował Radziejowice 20 lutego 1606 r. - wmurowane w ścianę budynku.
W końcu XVII w. powstał tu prawdopodobnie barokowy pałac wzniesiony dla prymasa Michała Radziejowskiego (1645-1705). Po jego śmierci Radziejowice popadły w ruinę. Odbudowa rezydencji rozpoczęła się w XIX w. z inicjatywy Józefa Wawrzyńca Krasińskiego, senatora i kasztelana Królestwa Polskiego. W 1910 r. Edward hr. Krasiński sprzedał Radziejowice swemu stryjowi Kazimierzowi, aby uzyskać pieniądze na budowę słynnej Biblioteki Ordynacji Krasińskich w Warszawie.
Wokół pałacu rozciąga się piękny park, po stawach można pływać łódką. Za jedną z pałacowych bram znajduje się stary młyn, a za drugą drewniany dwór.
Pałac, dzisiaj Dom Pracy Twórczej Ministerstwa Kultury, można zwiedzać - bilet 7 zł, ulgowy 5, nocleg ok. 130 zł za dobę, szczegóły: http://www.palacradziejowice.pl .
Z Radziejowic do Grodziska Mazowieckiego (15 km) wracamy przez wieś Kuklówkę, w której dożywał swoich dni malarz Józef Chełmoński (1849-1914) pochowany w niedalekim w Ojrzanowie. Podróż kończymy tam, gdzie ją rozpoczęliśmy - pod jońskimi kolumnami grodziskiego dworca.
Wytrawnym kolarzom 70-km wycieczka zajmie jeden dzień, mniej sprawni miłośnicy dwóch kółek mogą ją rozłożyć na dwa dni - nocować można w Radziejowicach w Ośrodku Konferencyjno-Wypoczynkowym "Kuklówka'' ( http://www.oswkuklowka.pl ) oraz w Domu Gościnnym w Radziejowicach przy ul. Głównej 10 ( domgoscinny@wp.pl ).