Irlandia: Kanon regionu Shannon

Shannon jest skaliste, surowe i wietrzne. Jakiś dziwny urok sprawia jednak, że chce się tu wracać - na księżycowy płaskowyż, na gęstą zupę rybną i limeryki w Limerick

Choć nie jest to wysunięty najdalej na zachód skrawek Europy, takie właśnie sprawia wrażenie. Stoimy na samym skraju urwiska Klifów Moheru: w dole huczy ocean, w uszach huczy wiatr. O opadającą niemal pionowo brązową, litą skałę rozbijają się fale. Klify są wysokie na jakieś 200 m i ciągną się przez 7-8 km wzdłuż wybrzeża regionu Shannon w zachodniej Irlandii. Wzięły nazwę od dawnego fortu Mothar na samym cyplu. Został zburzony w czasie wojen napoleońskich i dziś sterczą tylko smętne ruiny.

Jest koniec listopada, a my spacerujemy po miękkiej, zielonej trawie, która rośnie aż do samej przepaści. W najczęściej odwiedzanych przez turystów miejscach przy urwisku ustawiono barierki, ale także kawiarenki i sklepiki z pamiątkami. Kilkaset metrów dalej klify są już dzikie...

Ian, irlandzki przewodnik, pokazuje nam na horyzoncie wyspy Aran: - Leżą 10 mil od lądu. Na jednej z nich, Inisheer, ludzie żyją się jak za dawnych czasów - łowią ryby, nie mają samochodów. Turyści docierają tam rzadko.

W alejce prowadzącej do głównego punktu widokowego klifów Moher - tłok. Turyści mijają się nad urwiskiem, fotografują się na tle oceanu i przez lornetki usiłują coś dojrzeć na wyspach Aran.

***

Gdyby ktoś zawiązał mi oczy, przywiózł tu i kazał zgadywać, gdzie jestem, nigdy nie powiedziałabym, że to Zielona Wyspa. Wokół księżycowy kamienny krajobraz. Jak okiem sięgnąć, tylko skały i skały - pokrywa wapienna uformowała się w tysiące szczelin, półek i tarasów. To płaskowyż Burren (500 m kw.), zaledwie kilkanaście kilometrów na północ od klifów Moheru.

Irlandczycy mawiają: "Za mało drzew, aby kogoś powiesić, za mało wody, aby kogoś utopić, za mało ziemi, aby kogoś pogrzebać". Ale botanicy i tak ściągają tu tłumnie - w szczelinach między skałami występują unikatowe rośliny aż czterech stref klimatycznych: arktycznej, alpejskiej, umiarkowanej i tropikalnej. Przewodniki mówią o 125 gatunkach, w tym mnóstwo storczyków, gencjana, paprocie i róże skalne.

W wielu miejscach natykamy się na dziwne kamienne konstrukcje - zazwyczaj to dwa pionowo ustawione kamienie przykryte płaskim głazem. W okolicy jest ich ponoć aż 130. Wyglądają niepozornie, ale to grobowce z epoki neolitu! Najsłynniejszy z nich, Dolmen Poulnabrone, pochodzi z ok. 3600-4000 r. p.n.e.: kilkumetrowa kamienna pokrywa wspiera się na czterech słupach wysokości człowieka. Krył szczątki 16-22 dorosłych i sześciorga dzieci. Gdy trafi się na kilkanaście takich budowli w jednym miejscu, oznacza to, że wznosiła się tu osada lub nawet fort.

Miliony lat temu cały płaskowyż był dnem ciepłego morza, które potem pokrył lodowiec. Na Burren spotyka się wysuszone jeziora: wydrążone skaliste niecki, które czasem ciągną się przez wiele metrów. Po ulewnych deszczach zapełniają się wodą - aż trudno uwierzyć, że taka niecka potrafi zapełnić się i opróżnić w niecałe dwie godziny.

Ale najbardziej niesamowite są podziemne rzeki. Szmer wody dobiega dosłownie zewsząd, a strumienie nieustannie żłobią jaskinie i podziemne korytarze (zbadano już 60 km - a ile jeszcze czeka na odkrycie!). Irlandczycy mawiają, że woda stworzyła Burren i woda go zniszczy: wapienne skały wciąż erodują, a podziemne rzeki podmywają je od środka. O tym, jak jest ich wiele, można przekonać się, zjeżdżając na wybrzeże. My uczyniliśmy to w Doolin, sennej osadzie nad oceanem, w której życie zdaje się tętnić tylko na plaży (to miejsce upodobali sobie surferzy ze względu na imponujące fale). Trafiamy na odpływ. Plaża ma teraz ze dwieście-trzysta metrów szerokości. Plaża? Ależ nie - to raczej jedno wielkie lustro, w którym odbija się silne słońce. Na całej długości wybrzeża ciurkiem spływa na nie woda z dziesiątków podziemnych rzek Burren. Jest płytko, woda nie sięga nawet kostek. Chodzimy po niej oślepieni blaskiem i usiłujemy obserwować pod słońce grupę kilkunastu surferów...

W jednej z osad portowych nad oceanem warto zatrzymać się na pyszną zupę rybną. Region słynie z tego dania, a jego odmian jest tyle, ile kuchni. Wszędzie jednak zupa jest gęsta, prawie o konsystencji kremu, i bardzo bogata - pełno w niej warzyw i kawałków ryb.

***

Zamek Bunratty leżący na dawnym szlaku wikingów to jedna z głównych atrakcji turystycznych regionu Shannon. Pierwszą fortecę zbudowano w tym miejscu w 1250 r. Dwukrotnie burzona obecny kształt zyskała w połowie XV w. za sprawą rodziny MacNamara. Masywny czworokątny budynek z kamienia wieńczą klockowate wieże.

Zamek otacza kompleks Bunratty Folk Park, przez miejscowych szumnie nazywany "nietypowym skansenem". Stoją tu drewniane chałupy pozbierane z okolicy, gdy rozbudowywano lotnisko Shannon. W jednym z domostw zjemy suty obiad (specjalność: ostrygi). W innym trafimy do tawerny, gdzie barmanka w tradycyjnym czepcu naleje kufel guinnessa.

A największa uczta czeka w samym Bunratty Castel. Na słynną w całym hrabstwie imprezę o nazwie "Tradycyjny wieczór irlandzki" zjeżdża codziennie kilkadziesiąt osób (głównie starszych). Wszystko odbywa się w średniowiecznej aurze. Po stromych, kamiennych schodach wspinamy do sali tronowej, gdzie czeka już giermek ze skrzypcami, jowialny mistrz ceremonii oraz damy dworu serwujące miód pitny, wszyscy w strojach z epoki. Spośród gości wybiera się króla i królową uczty. Oboje otrzymują stroje i korony, przez cały czas będą otaczani szczególnymi względami. Teraz przenosimy się do kamiennej komnaty o beczkowym sklepieniu oświetlonej pochodniami i dziesiątkami świec. Czeka nas tu wielogodzinna uczta przy długich, drewnianych stołach. Musimy tylko przestrzegać dworskiej etykiety: jemy rękami, wycierając je w gigantyczne śliniaki, które zawiązały nam damy dworu; przysłuchujemy się śpiewom tychże dam oraz grze skrzypka; wreszcie dajemy się wciągnąć w intrygę prowadzoną przez mistrza ceremonii: poszukiwanie zdrajcy wśród gości (okazuje się nim dziarski staruszek), jego ukaranie (musi odśpiewać pieśń) i publiczne odkupienie, przyjmowane chóralnymi: "Ooo!", "aaa!". Na koniec zażywamy tabaki i irlandzkiej kawy. Biesiadnicy są tak wniebowzięci, że bez mrugnięcia okiem płacą po 10 euro za jedno pamiątkowe zdjęcie (sama uczta - 42 euro od osoby).

***

Jest taka stara pieśń irlandzka śpiewana przez żołnierzy w XVII-XVIII w. o refrenie: "Will You Come up to Limerick?" (Czy przybędziesz do Limerick?). Na poczekaniu układało się kolejne zwrotki pełne subtelnych docinków i opisów nieprawdopodobnych historii. Takie historie i docinki pojawiają się dziś w limerykach - krótkich, zabawnych wierszykach.

Samo Limerick, główne miasto regionu Shannon, w języku irlandzkim nosiło nazwę Luimneach ("jałowy skrawek ziemi"). Limerykiem ochrzcili go Anglicy, a samą osadę portową założyli w tym miejscu w X wieku wikingowie. W 1014 r. pokonał ich irlandzki król Brian Boru...

W dzisiejszym Limerick średniowieczne kamienice sąsiadują z nowoczesnymi sklepami i niewysokimi biurowcami. Przez miasto wije się wartka i szeroka rzeka Shannon. Tuż nad nią ulokowały się najbardziej okazałe budowle: masywny XIII-wieczny zamek Króla Jana i katedra. Zamek najbardziej monumentalnie wygląda z drugiego brzegu rzeki: potężne kamienne baszty i wysokie mury obronne sprawiają wrażenie nie do zdobycia. Przed głównym wejściem dobudowano nowoczesną fasadę ze szkła i metalu - dziwnie wygląda między średniowiecznymi domami i kamienicami.

Protestancką katedrę Najświętszej Maryi Panny zbudowano pod koniec XII w, ale z tego okresu zachowały się tylko piękne portale. Obecny kształt - majestatyczny gotyk - nadano jej w XV stuleciu. Na dziedzińcu katedry malowniczy cmentarz - stare pomniki i masywne płyty nagrobne oplata bluszcz.

Limerick to miasto młode - połowa mieszkańców nie przekroczyła trzydziestego roku życia. Znajduje się tu jedna z największych w Irlandii uczelni Uniwersytet Limerick (10 tys. studentów), a ponadto Instytut Technologii, Akademia Sztuki i Projektowania oraz Mary Immaculate College. Z każdym rokiem przybywa też Polaków - obsadzają silnie branżę budowlaną, hotelową i gastronomiczną. Spacerując po ulicach, często słyszy się polski, w sklepach wiele ekspedientek to Polki, jest nawet polska knajpa. Goście gardzą w niej guinnessem, a zamawiają żywiec lub tyskie.

Od listopada 2005 do Shannon latają z Warszawy tanie linie Centralwings:

http://www.centralwings.com

Shannon w sieci

http://www.limerick.ie - strona miasta Limerick

http://www.shannonheritage.com - m.in. atrakcje zamku Bunratty

http://www.burrenpage.com/index.html - płaskowyż Burren

http://www.shannonregiontourism.ie - informacja turystyczna regionu Shannon

Limeryk o limeryku

Ma limeryk coś z Lee Merrick, panny,

Którą tylko ścisłe kwarantanny

Uchronią od eskapad

Do złych dzielnic, gdzie napad,

Hazard, sprośność i ochlaj naganny.

Morris Bishop, przekład Stanisław Barańczak

Więcej o: