Byłem w... Einstein kaput?

W Berlinie, który zaczyna się na wschodnim brzegu Haweli, mówią na Poczdam ?Zachodni Brzeg?. Istotnie, spuścizna NRD jest tu nadal dużo bardziej widoczna niż nawet w byłej wschodniej części stolicy - dawna granica nadal dzieli.

Na "Zachodnim Brzegu" ciągle straszą socjalistyczne bloki i socjalistyczna obsługa w kawiarniach, choć ocalałe z wojennej pożogi resztki wspaniałych XVIII-wiecznych pałaców odrestaurowano z drobiazgową skrupulatnością. Odmalowano też Glienecker Bruecke, dawny most graniczny na Haweli. To tu w lutym 1986 r. wymieniono skazanego w USA PRL-owskiego szpiega Mariana Zacharskiego na sowieckiego dysydenta, więźnia łagrów i przyszłego izraelskiego ministra Natana Szczarańskiego. Na zdjęciu opublikowanym wówczas w amerykańskiej prasie widać ich obu, jak mijają się bez słowa. Szczarański, wychudzony po latach obozu, w za dużym palcie, idzie ściskając jedyną rzecz, jaką zabierał ze sobą: tomik "Psalmów", który towarzyszył mu przez lata więzienia. Zacharski ugina się pod ciężarem kolorowego telewizora, kupionego, gdy był w amerykańskim więzieniu. Dziś Glienecker Bruecke wygląda po prostu jak każdy inny most.

Ale w Poczdamie mało co jest tym, na co wygląda. W sercu blokowiska, nad brzegiem Haweli nieoczekiwanie wyrasta wdzięczna wieżyczka mauretańskiego meczetu, zwieńczona półksiężycem. Bryła świątynki z czarno-białego kamienia uderza harmonią proporcji. Niewiele widziałem na Zachodzie tak udanych przykładów współczesnej islamskiej architektury sakralnej. Tyle tylko, że to nie jest meczet. To zbudowana w połowie XIX w. przepompownia wody, której architekt nadał taki właśnie kształt, bo Poczdam miał być czymś w rodzaju muzeum architektury w skali 1:1. Z Rosji ściągnięto wówczas chłopskie domy i zbudowano kolonię Aleksandrówka, obok zrekonstruowano uliczkę z holenderskiego miasteczka. Nawet wielki kościół św. Mikołaja ma imitować Aja Sofię w Stambule. Może dlatego Schinkelowi nie wyszedł i jest taki brzydki?

Z drugiej strony wielkiego jeziora, w które za Poczdamem rozlewa się Hawela, jest wioska Caputh. Nazwa dość zagadkowa: może to od łacińskiego caput ? Ale caput czego? Zresztą w Szkocji też jest wioska o tej samej nazwie. Tam w ostatnich latach swego pobytu w Niemczech miał swój domek Albert Einstein. Domek, który po emigracji przekazał żydowskiemu domowi dziecka, ocalał. Za Hitlera działało tam Hitlerjugend, potem była noclegownia obozu pracy dla jeńców. W NRD przez jakiś czas była tam kurza ferma, potem dom odnowiono. Dziś odbywają się tam seminaria (dom jak i niemal cały majątek Einstein zapisał Uniwersytetowi Hebrajskiemu w Jerozolimie) i ściągają turyści z całego świata, choć nie ma tam żadnych pamiątek po uczonym. A sam Einstein kategorycznie nie życzył sobie, by po jego śmierci dom stał się miejscem pielgrzymek.

Idę tam pieszo, trochę chyba zbłądziłem. - Einsteinhaus? Caputh? Einstein? - pytam spotkanego tubylca w moim żałosnym niby-niemieckim. - Ja, ja, Einstein, Caputh - odpowiada, i wskazuje drogę. Śmiejemy się obaj. W Poczdamie nic nie jest tym, na co wygląda.

Więcej o: