Do sytuacji doszło 21 sierpnia br. w czasie lotu z kurortu Marsa Alam na lotnisko Katowice-Pyrzowice. Na facebookowym profilu polskich linii lotniczych Enter Air pojawiło się oświadczenie, które wywołało mieszane odczucia wśród internautów. W komentarzach pojawiła się alternatywna wersja tego, co miało zajść w czasie międzylądowania.
Z komunikatu przewoźnika dowiadujemy się, że samolot lecący do Polski musiał przymusowo wylądować w Hurghadzie z powodu "ekstremalnie trudnych warunków pogodowych". Maszyna została schłodzona na płycie lotniska, gdzie oczekiwała na dalszy lot. Właśnie wtedy, zgodnie z oświadczeniem Enter Air, miało dojść do "niezrozumiałego zachowania pasażerów".
Po uzyskaniu zgody doszło do protestu pasażerów, którzy w konsekwencji zostali poproszeni o opuszczenie pokładu. Informujemy, że pasażerowie, którzy są agresywni lub będący pod wpływem alkoholu, zgodnie z przepisami nie mogą zostać wpuszczeni na pokład
- czytamy we wpisie przewoźnika.
Z takim opisem wydarzeń nie zgadzają się wspomnieni wyżej podróżni. W komentarzach pod wpisem pojawiło się wiele zarzutów o kłamstwa i oszczerstwa względem osób pozostawionych w terminalu. Z ich relacji wynika, że na pokładzie nie było ani agresywnych, ani pijanych osób.
Jedna z pasażerek felernego lotu opisała w komentarzu, jak sytuacja wyglądała z jej perspektywy. Na samym początku pasażerowie mieli dostać informację o niewielkim opóźnieniu z uwagi na kłopot przelotowości nad Węgrami. W czasie lotu zrobiło się duszno i gorąco, a w pewnym momencie pilot poinformował o konieczności lądowania w Hurghadzie z powodu awarii klimatyzacji.
Po wylądowaniu czekaliśmy na techników, którzy usuną awarię klimatyzacji. Każdy z pasażerów zaopatrzył się w wodę oraz kanapki odpłatnie, z gazet robiliśmy wachlarze, by się schłodzić
- relacjonuje kobieta.
Po usunięciu awarii pod samolot podstawiono cysternę z paliwem. Zatankowanie nie oznaczało jednak rychłego odlotu. Jak się bowiem okazało, ok. godz. 20:00 wczasowicze musieli opuścić pokład i udać się do hotelu, by wystartować nad ranem następnego dnia. Ostatecznie, po trudnej nocy, turyści wyruszyli w trasę powrotną do kraju z trzygodzinnym opóźnieniem.
Nie jest dla mnie zrozumiałe oczernienie nas w państwa oświadczeniu, gdyż warunki pogodowe w Hurghadzie były takie same jak każdego dnia w sezonie, nikt z nas nie był pijany, agresywny, nikt z nas nie protestował, każdy słuchał poleceń załogi
- podsumowuje poszkodowana pasażerka.
Nie wierzę, że firma, z którą odbyłam już wiele lotów napisała takie kłamstwa
- skomentowała inna podróżna.
Będzie zbiorowy pozew
- zapewnił pod komunikatem oburzony urlopowicz. Wiele wskazuje na to, że część uczestników lotu z Egiptu będzie się starać o odszkodowanie od przewoźnika. Jeśli masz ochotę, to zagłosuj w naszej sondzie, która znajduje się poniżej.