Jak poinformowało internetowe wydanie "New York Post", przerażające sceny rozegrały się na początku czerwca. Samolot amerykańskiej linii Southwest Airlines miał zabrać pasażerów z Denver w stanie Kolorado do Phoenix w Arizonie. Niestety, podróż nie obyła się bez problemów.
Jak wynika z relacji pasażerów feralnego lotu, podczas startu w kabinie rozległ się głośny hałas. Niedługo później załoga pokładowa zaczęła przygotowywać podróżnych do lądowania awaryjnego. Przypominała o rozmieszczeniu drzwi ewakuacyjnych i o sposobie ich otwierania oraz pokazywała, jak przyjąć pozycję bezpieczną - z głową między kolanami. Sytuacja sprawiła, że podróżni zaczęli obawiać się o życie.
Kiedy stewardesy powiedziały, że będziemy awaryjnie lądować, wpadliśmy w lekką panikę. Ludzie płakali, krzyczeli i próbowali się nawzajem pocieszać
- relacjonowała pasażerka Julianna Donadio w rozmowie z telewizją KDVR, na którą powołuje się "New York Post".
Kiedy wylądowaliśmy, wszyscy wiwatowali i klaskali
- dodała.
Linia lotnicza przedstawiła szczegóły zdarzenia w piątkowym oświadczeniu przesłanym do serwisu USA Today. Jak się okazało, wspomniany przez pasażerów głośny huk wiązał się z uszkodzeniem jednej z opon podczas startu.
"Zgodnie ze standardowymi procedurami bezpieczeństwa piloci ogłosili sytuację awaryjną. Samolot wylądował bez żadnych problemów" - poinformowali przedstawiciele Southwest Airlines, dodając, że na lotnisku w Denver podstawiono nową maszynę. Przewoźnik podziękował załodze lotniczej za "profesjonalizm", a klientom za "cierpliwość".