Popularna chorwacka wyspa ma śmierdzący problem. Piękne plaże zamieniły się w "wielkie szambo"

Chorwackie media poinformowały o poważnym problemie, z jakim musi borykać się popularna wyspa Hvar. Zdaniem miejscowych, statki wycieczkowe doprowadzają do katastrofy ekologicznej, zamieniając tamtejsze plaże w "szamba". - Zrobię wszystko, by wreszcie to zmienić - zapowiadają mieszkańcy.
Wyspa Hvrar walczy ze statkami wycieczkowymi.
Fot. unsplash, Marcus Löfvenberg / 'Slobodna Dalmacija', Facebook

Hvar jest uznawana za jedną z najpiękniejszych wysp w Chorwacji - nie tylko przez turystów, ale i media. Miejsce zostało wyróżnione m.in. na ekskluzywnej liście magazynu Traveller. Nic w tym dziwnego, bo na odwiedzających czekają tu bajeczne zatoki oraz piaszczyste plaże z turkusową wodą. Ten ostatni punkt stanął jednak pod znakiem zapytania. 

Zobacz wideo Sylwia Bomba radzi, jak przygotować dziecko do podróży

Wyspa Hvar ma duży problem

Jak donosi chorwacki dziennik "Slobodna Dalmacija", chociaż sezon jeszcze się nie rozpoczął, a Morze Adriatyckie zostało uznane za specjalny obszar ekologiczny, na wyspie Hvar po raz kolejny dochodzi do katastrofy ekologicznej. Wszystko za sprawą statków wycieczkowych, które wyrzucają do wody odchody, oleje i odpady spożywcze. 

Veljko Drinkovic, pracownik lokalnej branży turystycznej był przerażony widokiem, jaki został na chorwackim wybrzeżu, a materiałami podzielił się z dziennikarzami. Zwrócił uwagę, że podobną sytuację można było zaobserwować w zeszłym roku. Niestety, pomimo licznych apeli, w sprawie nic się nie zmieniło. Jego zdaniem statki zamieniają "najpiękniejsze morze świata w wielkie szambo". 

Wszystko to dociera do wybrzeża Hvaru pod wpływem prądów południowych i morskich. Jeśli wieje mistral, okolice Prapatnej i Makarcy są bardziej zagrożone, rano mamy krystalicznie błękitne morze, a po południu wszystko jest brązowe

- relacjonował Drinkovic. 

Branża turystyczna woła o pomoc

Rozmówca "Slobodnej Dalmaciji" tłumaczy, że w wodzie pojawiają się brudne plamy o średnicy przekraczającej nawet 150 metrów. Miejscowi starają się walczyć z tym problemem, budując specjalne tamy, które mają powstrzymać część odpadów przed dotarciem do brzegu. Teraz ponownie apelują do polityków, by rozprawili się z katastrofą raz na zawsze. 

Drinkovic twierdzi, że władze powinny przede wszystkim kontrolować sposób pozbywania się ścieków ze statków i karać osoby łamiące przepisy. - W zeszłym roku nikt tego nie sprawdzał, ale teraz zrobię wszystko, by wreszcie to zmienić i ludzie nie żyli już w takim środowisku - podsumował.  

Więcej o: