Stargard

Żółto-białe znaki poprowadzą nas nad rzekę, przez średniowieczne bramy, wzdłuż starego muru obronnego

Dziś liczy tylko 75 tys. mieszkańców, ale w średniowieczu był jednym z najważniejszych miast rejonu Bałtyku. Tak potężnym, że jak równy z równym toczył wojny z sąsiednim Szczecinem. Zaś jego mieszkańcy budzili niemały respekt: "wiążący po pięć" - mówiono o nich przed wiekami. Bo jeden waleczny ze Stargardu dałby radę i pięciu przeciwnikom.

***

Dzisiaj miasto jest znane z trzech powodów: stacjonuje tu 6. Brygada Kawalerii Pancernej, jedna z najlepszych jednostek Wojska Polskiego, odbywa się Ogólnopolski Festiwal Młodych Talentów i Piosenki Ekologicznej oraz jest spory zakład karny. Na pierwszy rzut oka Stargard nic wygląda ciekawie. W zniszczonym podczas wojny centrum pełno ponurych współczesnych bloków. Ale jakimś cudem zachowały się w nim bezcenne zabytki, tyle że trzeba ich trochę poszukać.

Zamiast miotać się po mieście od zabytku do zabytku, postanowiłem powędrować oznaczonym żółto-białymi znakami szlakiem Klejnot Pomorza. Trasa prowadzi po okręgu, więc ok. dwugodzinny spacer można zacząć w dowolnym miejscu (mapę szlaku dostaniemy w Centrum Informacji Turystycznej, Rynek Staromiejski 4, 9-17, tel. 0-91 578 54 66).

Ja zacząłem od rynku, gdzie rzuca się w oczy okazały średniowieczny ratusz. Początki budowli sięgają 1250 r., a ozdobną, późnogotycką formę przybrała w XVI w. Szczyt wygląda jak piernik - taki niezwykły efekt daje maswerk sieciowy, czyli ażurowa dekoracja z motywami geometrycznymi.

Obok stoi barokowy odwach (wartownia staży miejskiej) z 1720 r. z ładnymi podcieniami, dziś Muzeum w Stargardzie. Zobaczymy m.in. setki widokówek dawnego Stargardu oraz czynną do końca lutego wystawę "Wielcy mistrzowie XIX i XX wieku" z obrazami Witkacego, Jacka Malczewskiego czy Jerzego Nowosielskiego. Wtorek-piątek 10-18, sobota 10-14, bilet 4 zł, wystawa 6 zł

Za rynkiem ogromna bryła kolegiaty Mariackiej, czyli kościoła Najświętszej Marii Panny Królowej Świata, zdaniem wielu najpiękniejszego gotyckiego kościoła w Polsce. Świątyni tak doskonałej, że wzorowali się na niej budowniczowie kościołów w dziesiątkach miast Pomorza Zachodniego, Brandenburgii i Danii. Budowa rozpoczęła się ok. 1292 r., a w połowie XIV w. kościół był już gotowy. Owszem, duży i piękny, ale jak na aspiracje dumnych stargardzian za mało reprezentacyjny. Zabrali się więc do rozbudowy świątyni. Trwała długo - ostateczną formę przybrała dopiero 200 lat później, ok. 1500 r. Trójnawowa bazylika wzorowana jest na na katedrach francuskich z XIII w., takich jak w Amiens czy Soissons. Największe zasługi przy jej rozbudowie miał Henryk Brunsberg, jeden z najznakomitszych mistrzów budowlanych XV w. Świątynia zawdzięcza mu m.in. ażurowe, geometryczno-roślinne ozdoby zewnętrznych murów i rozbudowę prezbiterium.

Znakiem firmowym bazyliki są ozdobne białe nisze w ostrołukach wież, z dużym kołem na szczytach, podobne do zaślepionego okna, czyli tzw. blenda stargardzka. Swego czasu naśladowana powszechnie, możemy ją zobaczyć np. na bramie Młyńskiej w Brandenburgu, kościołach w Chociwlu, Szczecinie, Pasewalku i kilku kościołach w Danii.

Najbardziej spodobało mi się to, że w środku jest kolorowo. Kolorowe są nie tylko tynki, ścian i sklepień, ale też glazurowane cegły i ceramiczne kształtki.

- Wydaje się nam, że wnętrze kościoła musi być ceglane, smutne - wyjaśnia pasjonat Stargardu, archeolog Marcin Majewski. - A tymczasem oryginalne wnętrza były kolorowe. Zresztą błękit, czerwień, zieleń i biel to barwy maryjne.

W jednej z kaplic znajdziemy płaskorzeźby - portrety kilkudziesięciu dawnych mieszczan. Podobno ci, którzy są uśmiechnięci, to fundatorzy świątyni, a smutni to skąpcy, którzy pożałowali grosza na szczytny cel.

***

Spod kolegiaty nad Inę zaprowadziły mnie zbudowane z cegły i kamienia mury miejskie, które w XV w. liczyły 2260 m. Do dziś zachowały się odcinki o łącznej długości 1040 m. Wkrótce doszedłem do 31-metrowej Baszty Tkaczy, jednej z większych w Polsce. Tuż obok stoi przysadzista wieża wysunięta poza linię murów z licznymi otworami strzelniczymi - to basteja z XVI w. przystosowana do prowadzenia ognia z broni palnej. Na jej szczycie można było ustawić nawet armaty. W bastei mieści się filia Muzeum w Stargardzie, na początku przyszłego roku zostanie otwarta wystawa archeologiczna o przeszłości miasta. Będzie ceramika, broń, stare piece oraz izba stargardzkich mieszczan z XVII w.

Stąd tylko kawałek do bramy Pyrzyckiej, jednej z najpiękniejszych bram miejskich w Polsce. Jej fasady ze schodkowym szczytem ozdobionej blendami stargardzkimi nie powstydziłby się żaden pałac. Zachowały się kamienne prowadnice spuszczanej na noc kraty, czyli brony.

Rzuciłem tylko okiem na ozdobny szczyt kamienicy Kletzina, zamożnego kupca z XVI w., bo spieszno mi było do... Morza Czerwonego. Tak dziwnie nazywa się 34-metrowa średniowieczna baszta, jedna z najokazalszych w Polsce. Nie licząc lochu, ma aż siedem kondygnacji, jej obrońcy mogli miotać w dół pociski z trzech galerii. Legenda mówi, że podczas wojny trzydziestoletniej pod basztą doszło do starcia, w którym przelano morze krwi, stąd nazwa Morze Czerwone. Prawda jest jednak bardziej prozaiczna - nazwa pochodzi od bagna, rdzawego od rudy darniowej, które rozciągało się zapewne w tym miejscu. Na murach zachowały się otwory po hurdycjach, czyli drewnianych pomostach, z których obrońcy lali wrzątek i rzucali pociski na wroga. Wierzchołek baszty to świetny punkt widokowy na miasto (od połowy maja do końca września, 10-18, wstęp 4 zł ).

***

Klejnot Pomorza prowadzi dalej obok wysokiej neogotyckiej wieży ciśnień z 1896 r. i XIX-wiecznej (również neogotyckiej) cerkwi. Przeszedłem tunelem pod nasypem ziemnym, minąłem Rondel, czyli zaokrąglony ziemny wał obronny z XVI w. i po chwili stałem pod okazałą gotycką świątynią z wysoką wieżą. XV-wieczny kościół św. Jana szczyci się unikalnym na Pomorzu kryształowym sklepieniem prezbiterium i bocznych kaplic. Z góry spogląda na nas 50 dziwnych twarzy. Niektóre realistyczne, inne groteskowe, z wyłupiastymi oczyma, strasznymi minami, a nawet z rogami.

W świątyni zachowały się dębowe stalle z połowy XV w. Na ich siedziskach zobaczymy wydłubane przez średniowiecznego chuligana graffiti: bazgroły, pies, głowa brodatego mężczyzny, pagórki... A na wieży wisi największy na Pomorzu średniowieczny dzwon Jan Maria odlany w 1464 r. - ma 2 metry i waży 3,5 tony.

Z kościoła szlak prowadzi przez park. Idąc aleją Słowiczą wierzchołkiem stromego wału obronnego z XVI w. , potem schodami w dół, doszedłem do Bramy Młyńskiej. Drugiej takiej nie ma ani w Polsce, ani w Europie. Przez tę bramą nie wjeżdżało się, lecz... wpływało do miasta. Brama Młyńska stoi okrakiem po obu brzegach odnogi Iny, tworząc tunel. W średniowieczu zatrzymywały się tu barki, które dopiero po uiszczeniu opłaty celnej mogły wpłynąć z towarem do miasta - dostępu broniła spuszczana z góry brona. Bramę zdobią dwie wieże, z obu zwisają łańcuchy. Legenda mówi, że mają tyle ogniw, ilu przedstawicieli miał Stargard w Hanzie (Radzie Związku Miast Bałtyckich). - Ale możliwe, że prostu wisiały na nich latarnie - tłumaczy Arleta Majewska z Muzeum w Stargardzie.

Przy bramie w miejscu dawnego portu stoi spichlerz z końca XVI w. W czasach gdy Ina była ważnym szlakiem żeglownym, wprost ze spichlerza sypano zboże na barki, które płynęły do Odry.

Minąwszy odcinek murów obronnych, doszedłem do kolejnej baszty. W dolnej części kwadratowa, u góry okrągła - Baszta Białogłówka wzięła nazwę od zdobiącego jej wierzchołek otynkowanego białego stożka. Ale legenda mówi, że podczas jednego z oblężeń broniły jej same kobiety, czyli białogłowy - stąd nazwa.

Nieopodal Białogłówki stoi Brama Wałowa - inna od pozostałych, bo z renesansowym szczytem i sygnaturką na dachu. Po wewnętrznej stronie zobaczyłem niewielki wykusz - kto by pomyślał, że to dawna latryna? Dziś w bramie jest poradnia psychologiczna.

***

Przez most przeszedłem na drugą stroną Iny, na wysokości bazyliki skręciłem w prawo, i znów jestem na lewym brzegu. Po prawej ręce minąłem ceglany arsenał z początku XVI w., w którym wykonywano, konserwowano i przechowywano broń liczącej wówczas 250 żołnierzy załogi miasta. W XIX w. w arsenale mieściło się więzienie, dziś jest archiwum. Na zakończenie szlaku czekało coś specjalnego - śliczna gotycka kamienica z końca XV w. efektownie zdobiona blendą stargardzką. Podobno była tu kiedyś gospoda, w której stołowali się budowniczowie bazyliki. Za jadło płacili tym, co wynieśli z budowy - doskonałą cegłą i pięknymi ceramicznymi kształtkami. Było tego tyle, że karczmarz sprawił sobie nową, piękną kamienicę.

***

Koniec szlaku, ale nie wycieczki. Ruszyłem na miejsce pewnej zbrodni... Przy wyjeździe z miasta na Chociwel u zbiegu ulic Morskiej i Gdańskiej stoi największy w Polsce i drugi co do wielkości na świecie krzyż pokutny

(3,77 m wysokości, 2 t wagi). W tym właśnie miejscu w 1542 r. Lorenz Mader zamordował swojego kuzyna Hansa Billeke. Jak wyjaśnia Arleta Majewska, takie krzyże powszechnie stawiano w średniowiecznej Europie. W ramach zadośćuczynienia morderca obiecywał rodzinie ofiary, że uda się na pielgrzymkę, wypłaci odszkodowanie i ufunduje krzyż pokutny. Gdy został skazany na śmierć, wypełnienie zobowiązania brali na siebie krewni (dzięki temu mogli uniknąć zemsty rodowej). Krzyż wykuto z wapienia gotlandzkiego w lokalnym warsztacie. Ale skąd kamień gotlandzki na Pomorzu? - Przypłynął jako balast statku - wyjaśnia Arleta Majewska. I dodaje, że wykonanie krzyża świadczy o bardzo wysokich umiejętnościach kamieniarza. Z jednej strony na kamieniu jest wizerunek Chrystusa na krzyżu i napis w języku dolnoniemieckim: "Boże bądź łaskaw dla Hansa Billeke roku 1542", z drugiej inskrypcja: "Roku 1542 Hans Billeke został zabity żelaznym prętem przez Lorentza Madera jego matki siostry syna".

O zbrodni opowiadają dwie spisane w XIX w. legendy. Pierwsza mówi, że kuzyn zabił kuzyna z zazdrości o dziewczynę. Druga, że chodziło o pieniądze - ciotka zapisała majątek Hansowi, co tak zezłościło Lorentza, "że zdzielił krewniaka żelaznym prętem" (folder o krzyżu kupimy w urzędzie miejskim, muzeum i Centrum Informacji Turystycznej).

***

W centrum miasta na środku placu Wolności wznosi się wysoki obelisk. Stoi tu od 1945 r. ku czci sowieckiej 61. armii, która w marcu owego roku zdobyła Stargard. To ciekawy przykład socrealistycznej, propagandowej sztuki lat 40. Pomnikowi grozi usunięcie, ale przede wszystkim chodzi o Stalina - w górnej części obelisku jest niewielka płaskorzeźba radzieckiego odznaczenia z obliczem generalissimusa. Po bokach - sowiecki czołg pod Bramą Brandenburską, walczący marynarze, robotnicy montujący czołg oraz Kreml w obłoku sztucznych ogni.

Kolejnego Stalina znalazłem na Międzynarodowym Cmentarzu Wojennym przy ul. Reymonta (2 km od centrum), gdzie pochowano 5 tys. żołnierzy: Rosjan, Polaków, Francuzów, Marokańczyków, Anglików, Włochów, Belgów i Jugosłowian. Upamiętnia ich kilka pomników. Najciekawsza jest płaskorzeźba ku czci Armii Czerwonej przeniesiona tu w 1996 r. z likwidowanego mauzoleum żołnierzy sowieckich przy placu Wolności. Przedstawia dynamiczną wojenną scenę: radziecki czołg T-34 sunie przez okopy wroga, na nim siedzi gromada czerwonoarmistów z pepeszami. Jeden z nich dzierży ogromny sztandar z wizerunkami Stalina i Lenina.

Podwójny topór z rózgami liktorskimi - symbol władzy konsulów w starożytnym Rzymie - zdobi pomnik jeńców francuskich zmarłych w latach 1940-41.

Trzy pomniki mają jeńcy z I wojny światowej. Kamienny, zwieńczony krzyżem cokół upamiętnia jeńców rosyjskich z I wojny światowej. Na marmurowej tablicy wyryty cyrylicą napis: "Żal i smutek o was drodzy towarzysze nie zaginie w dalekiej Rosji. Rosyjscy jeńcy wojenni obozu Stargard".

Swój pomnik mają też rosyjscy jeńcy, wyznawcy islamu: Na kamiennej tablicy obok półksiężyca i sześcioramiennej gwiazdy widnieje napis: "W obronie Boga od złego szatana/ W imieniu wielkiego Boga

Nie ma innego Boga oprócz Allaha/ Mahomet jest jego prorokiem". A słup z czarnego kamienia z hebrajskimi napisami to pomnik jeńców rosyjskich wyznania mojżeszowego. A bliżej bramy ażurowa kurtyna - pomnik (z 1969 r.) jeńców z II wojny światowej i polskich i sowieckich żołnierzy poległych w 1945 r.

***

Stargard cenią nie tylko pasjonaci średniowiecza. 4 km za miastem rozciąga się Miedwie - jedno z największych jezior w Polsce. Tak czyste, że ulokowano przy nim ujęcie wody dla Szczecina. Przysiadły nad nim liczne ośrodki żeglarskie. To ulubiony akwen surferów - nieźle tu wieje, a woda nawet w sporej odległości od brzegu jest płytka.

Stargardzkie ciekawostki

Stargard znaczy Stary Gród. Po 1945 r. nazywał się kolejno: Starogród, Starogard nad Iną, Stargard Szczeciński. Mieszkańców razi dodatek "Szczeciński" i czynią usilne starania, by się go oficjalnie pozbyć.

W średniowieczu ponurą sławę przyniosła miastu narzędzie tortur tzw. Szafa Stargardzka - skrzynia, w której zamykano skazańca. Głowa i ręce wystawały na zewnątrz, a do środka wrzucano różne wstrętne insekty i szczury. Ostatni raz zastosowano ją w Stargardzie 1772 r. wobec członków międzynarodowej polsko-prusko-żydowskiej szajki opryszków.

Witryny o Stargardzie

http://www.stargard.pl

http://stargard.infoabc.pl/phpBB2/portal.php

http://www.info.stargard.pl

Więcej o: