Do wspomnianego zdarzenia doszło w niedzielę, 3 grudnia. Tego dnia pasażerowie stawili się na stacji w Przemyślu, skąd mieli udać się do Berlina. Wkrótce okazało się, że ich wycieczka nie przebiegnie zgodnie z planem. Pierwsze problemy zaczęły się w stolicy Małopolski z powodu trudnych warunków atmosferycznych.
Jak wyjaśnił jeden z uczestników feralnej podróży wyjaśnił w rozmowie z serwisem polsatnews.pl, pociąg zaliczył pierwszy dłuższy przystanek na stacji w Krakowie. Początkowo informowano o godzinnym postoju, ale opóźnienie stopniowo wzrastało. Ostatecznie maszyna ruszyła w kierunku Berlina po pięciu i pół godzinach. Choć podróżni odetchnęli z ulgą, to był to dopiero początek ich koszmaru.
W związku z remontem mostu kolejowego na Odrze pasażerowie mieli przesiąść się do autobusów w Rzeplinie. Jednak kiedy dotarli na miejsce około godziny 23:00, z przerażeniem odkryli, że po komunikacji zastępczej nie było ani śladu.
Prawdopodobnie nikt nie poinformował przewoźników autobusowych o spóźnieniu naszego pociągu. Ostatnie odjechały około 22:00. Wtedy zrobiło się nerwowo
- relacjonował rozmówca Polsatu.
Obsługa kolei zaprowadziła pasażerów do pociągu, który stał na innym torze. Włączono w nim ogrzewanie i zapewniono, że sytuacja będzie wkrótce opanowana. Tak się jednak nie stało. Wycieńczeni podróżni (w tym osoby starsze i dzieci) musieli spędzić noc na stacji w Rzeplinie.
Autobusy miały zostać podstawione na miejscu o godzinie 7:00. Ostatecznie pojawiły się półtorej godziny później, skąd skierowały się w stronę Frankfurtu nad Odrą. Jednak nie wszyscy wykazali się tak dużą dozą cierpliwości i udali się do Niemiec wcześniej... taksówkami. Więcej informacji na temat aktualnych wydarzeń znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.